„Zaczarowany krzew”


Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za … a po co tak daleko, a było to dość blisko. Był piątek ostatni dzień szkoły – weekend-, Zosia cieszyła się bardzo, bo wiedziała, że pojedzie do babci na wieś. Kiedy Zosia wróciła do domu spakowała swoje rzeczy i rodzice zawieźli ją do jej ukochanej babci Halinki. Dziewczynka po przejeździe ucałowała babcię i pobiegła na duży plac zabaw, który był blisko małego lasku. Kiedy Zosia się huśtała zobaczyła, że krzak z lasku świeci coraz jaśniej. Zaciekawiona dziewczynka zbliżyła się i przeszła przez krzak na drugą stronę. Gdy już tam była ujrzała małego stworka, który był bardzo smutny, ale wydawał się sympatyczny. Dziewczynka zapytała się kim jest i jak ma na imię. Stworek powiedział cicho, że ma na imię Boguś i tak naprawdę jest człowiekiem tylko zła czarownica rzuciła na niego czar – brak palców u rąk. Zosia zapytała Bogusia jak może mu pomóc, a on odpowiedział, że tylko ktoś kto go pokocha takim jakim jest może go odczarować. Zosia odpowiedziała:
- Ja Cię kocham, bo jesteś bardzo miły, sympatyczny i twój wygląd w ogóle mi nie przeszkadza.
           Dziewczynka podeszła do stworka, pocałowała go i mocno przytuliła. Nagle zrobiło się bardzo jasno i stworek przemienił się w chłopca. W każdy piątek i sobotę dziewczynka odwiedzała Bogusia i bawili się razem całymi dniami, a kiedy stała się dorosła przeprowadziła Bogusia przez zaczarowany krzak. Po przeprowadzeniu okazało się, że stworek stał się chłopcem, ale palców u rąk nie odzyskał. Zosia tak bardzo go kochała, że wcale jej to nie przeszkadzało. Wiedziała, że Boguś jest człowiekiem, który ma serce pełne dobroci i miłości.
         Zosia przedstawiła Bogusia babci oraz rodzicom, i tak Zosia i Boguś byli już na zawsze razem, bo zostali mężem i żoną. I żyli długo i szczęśliwie. I ja tam byłam i miód piłam, ale to już inna bajka.

 

następna bajka: "Zamysł"