Zwykła historia o niezwykłej wizycie.


    Kończyłam właśnie robić pracę plastyczną. Pomagała mi w tym moja starsza siostra. Na tle obrazu były góry a przed nimi było mnóstwo kolorowych drzew, gdyż nadchodziła jesień. Byłam wtedy jeszcze mała, więc sama nie zrobiłabym w życiu tak cudownego obrazu. Musiałam go zrobić, ponieważ nasza pani od plastyki zadała nam go narysować na zadanie domowe. Byłam z siebie strasznie dumna. Jutro pokaże moją pracę, a cała klasa będzie mi zazdrościć. Jeszcze raz zerknęłam na rysunek i położyłam się spać.
Rano obudziłam się gotowa do wyjścia do szkoły. Tak chciałam pokazać pani swój rysunek! Niestety, gdy szybko schodziłam ze schodów wywróciłam się na lodzie i spadlam. Przy okazji uderzyłam się bardzo mocno w rękę. Nie było rady, musiałam wrócić do domu. Drzwi od razu otworzyła mi mama:
- Dlaczego nie jesteś w szkole?- zapytała lekko przerażonym głosem
- Poślizgnęłam się na lodzie i strasznie boli mnie ręka.- poskarżyłam się.
Mama kazała mi położyć się w łóżku. Zrobiłam jak mama kazała i po paru minutach weszła do pokoju:
- I jak, lepiej? - zapytała zmartwiona
- Raczej nie.- odpowiedziałam trzymając się kurczowo za bolące miejsce.
Tak minął dzień. Mama sądziła ze ból ręki nie jest aż taki duży jak mówię, ale był. Po tym dniu rodzice wezwali panią doktor. Miała przyjść na godzinę 14.00. Leżałam na łóżku a ręka strasznie piekła. Po chwili w rogu pokoju zobaczyłam kawałek czegoś zielonego. Mocno wytrzeszczyłam oczy nie mogąc uwierzyć. Co to mogło być? Już całkiem zapomniałam o bólu -po prostu wstałam kierując się w miejsce, w którym ujrzałam tę dziwną rzecz. Oczywiście nie doszłam na druga stronę pokoju , ponieważ ręka bardzo mnie bolała. W takim razie postanowiłam wypróbować inna metodę:
- Eee ... jest tutaj ktoś? - głośno zapytałam .
- Cześć! - kwiknęło coś za biurkiem.
Wystraszona cofnęłam się do tyłu tak, że musiałam uderzyć głową o krawędź łóżka.
- Yyy ...? - zaczęłam, starając się wypowiedzieć jakieś słowo, ale tylko to potrafiłam wyjąkać
- Przepraszam, wystraszyłem cię? – dodał głos z poczuciem winy .
Już miałam powiedzieć, że tak, gdy zobaczyłam  wielkie, okrągłe oczy.
- Nie, nie ... no może troszkę ... - cicho przyznałam
- W takim razie bardzo przepraszam ...- odezwał się ów stwór.
Gdy wyjąkał te słowa, nieśmiało wyszedł zza biurka. Był bardzo mały, sięgał mi nad kolano.  Jego twarz była podłużna i zielona ,tak jak każda część jego ciała. Potworek nie miał dłoni, jedynie krótkie haczyki wystające z ramion. Miał na sobie niebieską, długą bluzkę uwiązaną u dołu supełkiem.
- A kim ty w ogóle jesteś? –zapytałam.(Bo przyznajcie sami taka wizyta nie zdarza się przecież codziennie)
- Ja? Ja jestem królem skrzatów.-odparł dumnie.
- A masz jakieś imię? - zapytałam już trochę bardziej pewnie, chociaż stwierdzenie ”król skrzatów” powinno mnie przerazić lub przynajmniej zdumieć.. Jednak stworek wydawał się być bardzo przyjazny.
- Imię? –powtórzył marszcząc śmiesznie czoło.
- No wiesz ... jak na ciebie mówią?
- Wszyscy nazywają mnie królem skrzatów.-powtórzył.
- Zgoda. A co ty tutaj robisz? -- zaciekawiłam się
- Mmm ... podobno bardzo mocno uderzyłaś się w ... no ... w ...-szukał odpowiedniego słowa.
- To się nazywa ręka.
- No tak ... wiedziałem ... w rękę.
- A co to ma za związek z twoją wizytą?
- Widzisz u nas w krainie skrzatów, każdy czegoś nie ma. Mój przyjaciel nie ma ani jednego oka, koleżanka nie ma uszu, a rodzicom brakuje jednej nogi. Ja jako jedyny nigdy nie miałem i nie będę miał ... rędy. Chciałem cię pocieszyć ze bez względu na to czy nie masz sprawnych: ręd, nóg lub czegokolwiek innego i tak powinnaś się cieszyć tym, co masz.
- Królu skrzatów?- spytałam nieśmiało.
- Tak?
- Chodziło ci chyba o ręce ,a nie o rędy.- zauważyłam, po czym ciągnęłam dalej- Ale czy ani trochę nie przeszkadza ci brak rąk?
- No ... trochę zazdroszczę tym, którzy je mają, ale ... nie. Przyzwyczaiłem się już do tego i nie widzę w tym jakiegoś wielkiego problemu.-zastanawiał się głośno.
 - Może masz racje, ... ale utrudnia ci to wiele rzeczy, prawda?
- Jakieś tak, ale mam nogi i mogę kopać piłkę w przeciwieństwie do moich rodziców, mmm?- uśmiechnął się.
- Tak. A wiesz? Bardzo się cieszę, że tutaj przyszedłeś. Dzięki tobie jestem o wiele szczęśliwsza.
- O to mi chodziło.- ucieszył się i fiknął dwa koziołki.
- Mam jeszcze jedno pytanie. –roześmiałam się(był naprawdę bardzo zabawny!). Skąd wiedziałeś, że cos mi się stało w rękę?
- My wiemy o wszystkich wypadkach na ziemi. Tak działa nasza kraina. Odwiedzamy tych, którzy muszą zrozumieć, że są wyjątkowi. Każdy człowiek, który ma inne eee….. ręce lub nogi jest uznawany przez nas za najlepszego kandydata na przyjaciela!
- Chyba coś w tym jest-zastanowiłam się. Moja najlepsza przyjaciółka urodziła się bez palców w prawej ręce. I wiesz co? Jest moją naj, naj najwspanialszą i nie zamienię jej na żadną inną! Co teraz zrobisz?- zapytałam, widząc, że skrzat się nieco niecierpliwi.
- Wrócę do mojego domu. Akurat dzisiaj gramy najważniejszy mecz sezonu.
- Tak to nie będę cię zatrzymywać.... milo Cię było poznać. Szkoda, ze mnie opuścisz. Może się zaprzyjaźnimy?
- Mnie tez było miło. Na pewno cię jeszcze odwiedzę, opowiem ci o moim świecie!
-To świetnie!- ucieszyłam się- będę czekać.
-Odprowadziłabym cię, ale wiesz ... - spojrzałam na rękę.
 Popatrzył na mnie trochę niecierpliwie:
- To tylko ból, niedługo minie. - pocieszył mnie, po czym zniknął.
Niedługo odwiedziła nas pani doktor. Okazało się, że ręka jest złamana.
Trochę się zmartwiłam, ale przypomniałam sobie słowa króla skrzatów: "To tylko ból, niedługo przejdzie ''. Pewnie myślicie, ze to tylko był sen? Nieprawda! Stworek odwiedzał mnie często i do dzisiaj uwielbiam jego wizyty. Potrafi sprawić, że zawsze mam świetny humor, jest cudownym przyjacielem.
Z tej historii wynika, że można poradzić sobie z każdą rzeczą i w nawet najtrudniejszej sprawie znajdzie się jakieś rozwiązanie.
\

 

następna bajka: "Żabka"