ŻABKA


W gęstwinach leśnych jezioro głębokie,
a w nim woda czysta, przejrzysta jak sięgnąć okiem.
Opodal bagniste kępy wrzosem i mchem porosłe,
a na nich żabki, takie małe i takie dorosłe.
Żabki jak to żabki zielone, skaczące, kumkające
i blisko wody się trzymające.
Powiększały się coraz bardziej żabie rodziny,
jedna po drugiej czekały na swoich dzieci narodziny.
Śmiechu, radości było nie mało,
gdy każde maleństwo swe rodziny ujrzało.
Żabki lgnęły do rodziców, całowały, przytulały
i do wody razem z nimi wskakiwały.
Tylko jedna żabka mała cicho na kępce mchu siedziała,
bo widać było, że bardzo wody się bała.
Mama, tata zatroskani:
– Cóż z nią począć? – pytają się sami.
Każda żabka mała, duża, pływać umie doskonale,
a nasza córeczka wcale.
Trudna rada, do lekarza Wojtka Bociana
żabia rodzina się wybrała
 i na poradę czekała.
Trzęsie się żabka mała,
bo bociana bardzo się bała.
Nie bój się żabko miła,
ja jeść żabek wprost nie znoszę,
uspokój się, proszę.
Moja żona inną dietę mi wymyśliła,
komar, muszka, dżdżownica, która się wiła.
Wszystko to lekkostrawne,
więc ból brzucha mnie nie dopadnie.
Bociek – mądry przecież ptak
osłuchał, opukał i rzecze tak:
- No cóż moi drodzy, zdrowa wasza córka cała,
tylko jedna malutka, malusieńka wada u niej powstała.
Brak jej błony na przednich łapeczkach,
stąd też nie będzie pływać wasza córeczka.
Zatroskana mama, zatroskany tata:
- Z dala od jeziora musi być nasza chata!
Tak płynęły cudne chwile mamy, taty i Żabusi miłej.
Byłoby pięknie i wspaniale, gdyby nie śmiechy i drwiny innych żabek skierowane do ich dzieciny.
- Hej, co się boisz? Chodź do nas, do jeziora!
- Dla ciebie tylko z mchu nora!
Bardzo smutno się Żabusi zrobiło
i z rozpaczy to małe zwierzątko we wrzosach się skryło.
A tam z płaczem zaśpiewała,
najpiękniej jak tylko umiała.
Jej śpiew cudny był, leciuteńki
i nad wodą rozdźwięczał niczym śpiew syrenki.
Tak do późnego wieczora śpiewała,
o kolacji i o złych kolegach zapomniała.
Mijały dni, mijały długie godziny nocne,
a słońce nad jeziorem świeciło coraz mocniej.
Gorąca i duszna pora nastała, a woda z jeziora, hen do nieba wyparowała.
Nie miały żabki kropli wody, ani do picia, ani dla ochłody.
Smutne nastały dla żabek chwile. Czy ktoś im pomoże?
Czy ochłodzi ich mile? Pływać żabki umiały,
ale cóż wody nigdzie nie ujrzały. Myśli Żabusia:
- Cóż począć mam? Ratować ich muszę, ale czy radę dam?
Wtem słyszy szumiący głos, czy to na drzewie siedzi ktoś?
- Idź Żabusiu za siódmą górę, za siódmą rzekę.
Tam w grocie mieszka chmura, aksamitna, ciemna i ponura.
Deszczu w niej bez liku, pomoże wam w napełnieniu pustych zbiorników.
Jedną tylko radę ci dam: zaśpiewaj jej tak pięknie,
jak słyszałem ja sam. Skacze żabka przez wzgórza, doliny,
nie zwraca uwagi na zdziwione słońca miny. Skacze co tchu, byle szybko, byle w mig.
- Nie ważne czy pływam, czy też nie, uratować wszystkie żabki chcę!
Do chmury Żabusia przybyła i o pomoc poprosiła. Lecz ta niewzruszona, nie rusza się z miejsca ona.
Zaśpiewała, więc pieśń przepiękną Żabusia, taką która najtwardsze serca wzrusza.
Chmura bardzo się rozczuliła i morze łez z siebie puściła.
A te łzy popłynęły ścieżką, hen na ziemię daleko,
tam gdzie żabki czekały, tam gdzie im skóry wysychały.
Wezbrały wody w jeziorze, już każda żabka kąpać się może.
To wszystko dzięki Żabusi, małej, roztropnej żabiej córusi.
Cóż z tego, że inne łapki miała, za to swym pięknym głosem i sercem
innym życie uratowała. Żabki z leśnego jeziora
zaprosiły Żabusię do wspólnego koła. Razem się z nią codziennie wesoło bawiły
i już żadnych przykrych słów nie mówiły. Bajka to, czy nie bajka,
ale zapamiętajcie moi mili, nie ważny wygląd i uroda,

 a serce i dusza wspaniała, która niejednego uszczęśliwić umiała.