„Wielka wyprawa na mały biegun”


      Basia, skakała radośnie po zaspach śnieżnych, wołając: „Zimo, kocham cię!”,                a rude kosmyki włosów niesfornie uciekały jej             spod czapki. Początek zimy i od razu tyle śniegu! Rewelacja! „Jednak fajniej jest się cieszyć z kimś a nie w samotności” - pomyślała dziewczynka. Wkrótce, na szczęście, do jej figli dołączył Piotruś, jej rówieśnik z sąsiedniego bloku. Na dwór wybiegli jeszcze Karol i Ola.

  • Ten śnieg jest taki puszysty... Zróbmy anioły! - z zapałem zakrzyknęła fanka zimy                       i zachęciła kolegów do wymachiwania rękami na leżąco.

Potem przyszedł czas na śnieżki. Jednak rzucanie się śniegiem i bieganie przestało być  bezpieczne, w chwili, gdy na dziedziniec osiedla wjechał duży samochód.
  - O, znów ktoś się wprowadza – rzeczowo zauważył Piotrek.
  - Fajnie by było, żeby zamieszkał tu ktoś             w naszym wieku - z zamkniętymi oczami wypowiedziała swoje życzenie towarzyska Baśka.
Już po niedługiej chwili z radością stwierdziła, że jej marzenie najwyraźniej się spełniło.                Do paki ciężarówki podszedł tata z synkiem              i wyjął w pierwszej kolejności sanki. Mężczyzna zajął się dalszym wypakowywaniem auta a chłopiec zaczął bawić się sam. Kiedy jednak zauważył dzieci, ruszył             w ich kierunku. Basieńka – ta odważniejsza             z grupy, wyszła chłopcu naprzeciw, zwłaszcza,                       że zauważyła jego niepewność. Oj, wiedziała jak to jest być nową w grupie...

  • Cześć, jestem Basia a jak Ty masz                na imię? - wyrecytowała formułkę, która zwykle była dobrym początkiem wszelkich znajomości.
  • Cześć, nazywam się Adam – nieśmiało odezwał się chłopiec. - Czy jest tu jakaś górka, z której można zjeżdżać na sankach? - zapytał.
  • Jest, jest, taka nieduża. Została po budowie naszego osiedla – włączył się Piotrek.
  • A może chcesz, porzucać się z nami śnieżkami – zaproponował Karol.
  • No, dobra... - z rezerwą odpowiedział Adaś. 

Nikogo jednak to nie zdziwiło, bo przecież dopiero poznawał się z dziećmi.
Chłopcy i dziewczynki zaczęli obrzucać się kulkami śniegowymi. Sanki Adasia stanowiły wspaniałą zaporę. W pewnym momencie siła uderzenia przewróciła Karola. Adam wyciągnął do chłopca rękę.

  • Pomogę ci wstać - zaproponował.

Karol chwycił go za dłoń i zawołał:

  • Daj drugą rękę!
  • Nie mogę – odrzekł cicho Adaś.
  • Jak to? - zapytał zdziwiony Karolek.
  • Mam wadę ręki, to znaczy, że nie mam dłoni, takiej jak wy – odpowiedział chłopiec, jednocześnie pomagając wstać koledze.
  • Jak to nie masz?! Przecież każdy ma dwie dłonie! - zakrzyknęły zaskoczone dzieci             i dopiero wtedy zauważyły u nowego kolegi  brak drugiej rękawiczki.
  • Nie każdy - odrzekł chłopiec, otrzepując się ze śniegu.
  • O! - powiedział Piotrek – A czy ciebie to boli, że nie masz tej dłoni?
  • Nie boli, ale kiedyś miałem operację                  i wtedy bolało – odrzekł Adaś, już nieco poddenerwowany tym, że uwaga wszystkich zwrócona była na niego.
  • A bałwana lubisz lepić? - włączyła się Basia
  • No, jasne! - z ulgą odpowiedział Adam.
  • No, to ulepimy „najfajniejszego bałwana osiedlowego”!  - zakrzyknęła Ola.

Dzieci energicznie wzięły się pracy. Adaś pomagał Basi w lepieniu największej kuli.        Nie wiadomo jak to zrobił, ale wytrzasnął cylinder i krawat dla śniegowego dżentelmena. Ola natomiast zrobiła oczy z wielkich czarnych guzików a guziki z kolorowych landrynek,            co było i zabawne, i słodkie. To była naprawdę radosna zabawa.
Gdy dzieci patrzyły z zadowoleniem                 na swoje dzieło, Karol w zamyśleniu powiedział:

  • Wiecie, widziałem kiedyś program                       w telewizji o chłopaku, starszym od nas              ale jeszcze nie dorosłym. On zdobył dwa bieguny Ziemi w ciągu jednego roku! I nie miał całej nogi, tylko protezę a rękę, podobnie jak ty, Adam, inną od zwykłej.
  • Ja wiem, on się nazywa Janek Mela                     i zdobył też jeszcze bardzo wysokie szczyty: Kilimandżaro i Elbrus  – odparła Ola, osoba o doskonałej pamięci.
  • To, może pobawimy się w zdobywanie bieguna?! – rzucił Piotruś.
  • Super! - zakrzyknął Adam, którego bujną wyobraźnię łatwo było pobudzić.
  • Biegun będzie tam – wskazał kopiec przyprószonej śniegiem ziemi, który został po budowie – przydadzą się moje sanki. Idziemy zatknąć tam polską flagę! – rzucił swojej drużynie z przekonaniem.
  • A z czego zrobimy flagę? - zapytała dociekliwie Basia.
  • Ja mam biało - czerwony szalik - odpowiedział Karol. - W końcu do czegoś się przyda – i ze śmiechem wyciągnął go              z kieszeni.

Dzieci wyruszyły więc na wyprawę                                z zaczerwienionymi z radości i mrozu policzkami. Wspinając się, ciągle się przewracały a potem pomagały sobie wstawać. Zabawy i śmiechu było co niemiara.
Gdy wieczorem leżały w łóżkach, każde z nich opowiadało rodzicom o cudownych przygodach, które przeżyły tego zimowego dnia.
Basia wspomniała mamie o nowym koledze,  Adamie, który poprowadził wyprawę                           na osiedlowy biegun, i który, tak jak najmłodszy znany polarnik, dał radę, chociaż nie ma ręki takiej jak inni.
Karol i Piotrek powiedzieli rodzicom,                      że mają jeszcze jednego przyjaciela  do swojej paczki. Dziś ulepili z nim najfajniejszego bałwana w swoim życiu. Całe osiedle  podziwiało ich śniegowego ludka!
Ola natomiast cieszyła się, że gdy wywróciła się przy wspinaczce na górkę, to mogła liczyć           na Basię i Adasia - ekipę ratowniczą,            która odkopała ją spod śniegu.
A Adam był szczęśliwy, że w nowym miejscu poznał takie fajne dzieci: Basię o niezwykłym kolorze włosów, Olę, mającą ogromną wiedzę oraz Karola i Piotrka, z którymi zabawnie jest  powygłupiać się, czy udawać bohaterów.
To był wyjątkowo udany dzień.

następna bajka: "Wiewiórka"