Wszystko może się zdarzyć


Podczas długiej wędrówki, jaką jest życie, przystańcie choć na chwilkę i posłuchajcie mej opowieści. Historia ta zdarzyła się w przeddzień świąt Bożego Narodzenia,
w Wigilię. W ogromnym mieście, na jednej z ciemnych uliczek  przykucnięta siedziała samotna, osierocona dziewczynka. Na dworze panowała wówczas minusowa temperatura, przez co mała istotka wymarzła, aż do nieprzytomności. Podczas świątecznej krzątaniny nikt nie przystanął nad nią. Żaden z przechodniów nie pomyślał, że ma to, czego ona nie miała to-co najważniejsze, miłość.
Dziewczynka miała na imię Amelia. Nie była dzieckiem
o szczególnej urodzie. Miała brązowe, długie, falowane włosy oraz ciemnobrązowe, lśniące oczy. Ta miła i sympatyczna osóbka miała niesprawne rączki, paluszki w ogóle jej nie słuchały. Jej rodzice zmarli dawno temu i mała nie miała gdzie się podziać.
Gdy nieprzytomna Amelka leżała na brudnej ziemi, pewien mężczyzna zatrzymał się, ujął ją w swe ramiona
i przeniósł do sierocińca.

Po przebudzeniu dziewczynka ujrzała wokół siebie biegające panie opiekunki, które gorączkowo przygotowywały wigilijną wieczerzę. Dzieci ubierały choinkę, zdobiły ją własnoręcznie wykonanymi bombkami, różnobarwnymi lampkami oraz puszystymi łańcuchami. Gwiazdka, która miała zdobić szczyt drzewka, leżała na stoliku i czekała na swoją kolej.
Amelia wstała z łóżka, przeszła do okna. Na zewnątrz padał śnieg. Wzięła w swoje usta pędzelek. Leciutko dotknęła nim oszronionej przez mroźną zimę szyby. Po usilnych próbach stworzyła prześlicznego aniołka. Nagle usłyszała cichy głos, był on stanowczy, ale zarazem miły. Dziewczynka wsłuchiwała się w słowa. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Anioł jak żywy przemówił do niej.
- Amelio, jestem darem od samego Boga – powiedział.
- Skąd wiesz, jak mam na imię? Po co przybywasz właśnie do mnie? – zapytała z niepokojem.
- Proszę cię, maluj dalej, bo naprawdę potrafisz – oświadczył aniołek, po czym zniknął
Łza radości spłynęła po jej delikatnym policzku.

Nagle ujrzała wielki pałac. Weszła więc do środka. Zobaczyła pięknie polerowane posadzki, kryształowe żyrandole, stojące rzeźby, a pośrodku drewniane, barokowe schody wiodące na piętro budynku.
- Halo, jest tu ktoś? – zawołała Amelka.
Nikt nie odpowiadał. Postanowiła przejść dalej. Znalazła drzwi prowadzące na taras pałacu. Przechadzając się po cudownym ogrodzie, doszła do pięknie zdobionej altanki. Na małym stoliczku leżała stara księga z zaznaczonym jednym fragmentem, który brzmiał:
„Uwierz w siebie i w przyjaciół, a spełnią się Twe marzenia.”
 Usłyszała cichutki tupot małych stópek. Zamykając księgę, wyrwała zębami skrawek papieru i schowała go do kieszeni. Odwracając się ostrożnie, ujrzała małego chłopczyka, umorusanego ziemią. Ubrany był w ogrodniczki, a w ręku trzymał konewkę. Szczery uśmiech gościł na jego twarzy. Miał bystre, ciemnoniebieskie oczy, lekko rudawe włosy. Amelka spojrzała na jego dłonie, były zdrowe...
- Cześć! Jestem Janek. Jak masz na imię? – zapytał zaciekawiony.

- Aaamelka – wydusiła z siebie dziewczyna.
- Bardzo ładnie – odpowiedział.
- Kim jesteś? – nieśmiało zapytała.
- Jestem synem właściciela pałacu. Moi rodzice wyjechali po zakupy do miasta – wyjaśnił.
Amelia nie obawiała się już niczego. Czuła, że zostaną przyjaciółmi. Zajęci zabawą stracili rachubę czasu. Słońce chowało się już za horyzontem, prześwitując złotym blaskiem korony drzew. Żegnając się, dziewczynka poczuła, że jakaś magiczna siła unosi ją do góry.
Po chwili ocknęła się i spostrzegła, że stoi pośród drzew w ciemnym lesie. Zobaczyła coś nadzwyczajnego. Jedno
z drzew migotało milionami kolorowych światełek. Cieniutkie kryształki rozszczepiały światło, jak pryzmat.
- To Drzewo Życia – rozległ się niespodziewany głos.
Amelia odwróciła się. Stała za nią piękna, długowłosa postać
z rozłożystymi skrzydłami, migoczącymi niczym lampki na choince. Była to wróżka Felicja. Nasza bohaterka czytała wcześniej o niej, lecz nigdy jej nie widziała. Czyżby bajka stała się prawdą? - pomyślała

- Masz jakieś życzenie? – pytała wróżka.
- Tak, mam. Chciałabym odzyskać sprawność moich rąk– powiedziała ze łzami w oczach.
- Drzewo może to sprawić, ale wcześniej musisz odnaleźć złoty klucz. Zabierz ze sobą osobę, której ufasz. Klucza szukaj w jaskini, u szczytu góry – wyjaśniła Felicja.
- Już pędzę!
- Powodzenia! – krzyknęła magiczna postać.
Echo powtórzyło ostatnie słowo. Dziewczynka pobiegła do Janka. Opowiedziała mu swoją historię, po czym ruszyli
w podróż.
            Szli kilka godzin ścieżką. Mijali piękne kwiaty, krzewy oraz barwne motyle.
U szczytu góry, ich oczom ukazała się przepaść. Amelia nie wiedziała co ma robić. Przypomniała sobie słowa ze starej księgi, której skrawek miała przy sobie. Pokonają przeszkodę, jeśli będą działać razem. Pierwszy ruszył Janek. Uff, udało się. Amelia oderwała się od ziemi, ale tym razem nie pomogła jej magiczna siła i nie uniosła do nieba. Chłopiec w ostatniej chwili złapał ją i wciągnął do góry. Odetchnęła z ulgą
i z radością przytuliła się do Janka.

Dotarli do jaskini. Było w niej ciemno. Jednak w głębi znajdował się ozdobny ołtarz, a na nim złoty klucz, o którym mówiła wróżka.
Powróciwszy do Drzewa Życia, Amelia wypowiedziała swe najskrytsze marzenie:
- Pragnę mieć znowu sprawne ręce.
Następnie złożyła klucz pod drzewem. Jej życzenie zostało wysłuchane.
Nagle ocknęła się. Dalej stała przy oknie i wpatrywała się
w namalowanego aniołka. Wszystko to było jednym pięknym snem, wizją, marzeniem. W całym sierocińcu rozlegał się zapach wigilijnych potraw. Amelia zauważyła pierwszą gwiazdkę, po czym zasiadła do stołu. Była taka sama jak inne dzieci.. Miała sprawne ręce.
Czyż to nie cudowne?! Oto dowód, że Boże Narodzenie jest najmagiczniejszym świętem w roku. Wszystko się może spełnić, wystarczy w to uwierzyć.

 

 

 

następna bajka: "Wyjątkowy dzień"