Wiewiórka

Amelia uwielbiała patrzeć przez okno i obserwować świat. Najbardziej lubiła patrzeć na wiewiórki. Zachwycała się ich ślicznym futerkiem i dużym, puchatym ogonkiem. Podziwiała jak zwinnie poruszają się po drzewach.
Z zazdrością patrzyła też na dzieci bawiące się pod blokiem. Też chciała pograć z nimi w piłkę i pobiegać. Niestety bała się… Ze względu na swoją chorobę nie chciała nawet wychodzić z domu. Chowała się w czterech kątach swojego pokoju. Wstydziła się swojej choroby. Bała się, że inne dzieci jej za to nie polubią i nie będą chciały się z nią bawić.
Pewnego dnia, usłyszała stukanie w szybę swojego okna. To wiewiórka z puchatą kitą przyszła do niej. Wspięła się po drzewie i weszła na jej parapet.
- Ojej! – krzyknęła z zachwytem Amelia. – Wiewiórki z bliska są jeszcze śliczniejsze! I tak zabawnie ruszają noskiem!
Nagle wiewiórka wślizgnęła się do pokoju Amelki. Zza swojego ogonka wyjęła cudaczne okulary.
- Proszę, załóż je – pisnęła wiewiórka.
Oczarowana tym wszystkim Amelia posłusznie wzięła okulary i założyła na nos.
- Zobacz, ja byłam na tyle odważna, żeby wskoczyć tu do ciebie. Ty też musisz nabrać odwagi. I popatrz na świat przez te magiczne okulary. Wtedy na pewno pozbędziesz się wszelkich obaw, żeby zejść tu do nas na podwórko.
I hop, wiewiórka czmychnęła szybko przez okno. Amelia wyjrzała za nią. Widziała jak wiewiórka wróciła do swoich koleżanek i biegała po podwórku w poszukiwaniu orzeszków. Zobaczyła też znajome dzieci. Jednak było z nimi coś nie tak… Asia, rozrabiara, miała bardzo krótkie ręce… Ale wcale jej to nie przeszkadzało w zabawie. Tak samo jak Tomkowi. Kasia, jak zawsze, miała włosy spięte w dwa kucyki. Ale w ogóle nie miała prawej ręki. Mimo to, skakała wesoło po trawie. Piotruś ze zrośniętymi palcami obu dłoni, śmiał się na całego, kopiąc piłkę. Maciuś też nie zwracał uwagi na wadę swoich rąk.
- Co się stało?! – zdziwiła się Amelia. – Nagle wszystkie dzieci z podwórka mają chore ręce albo dłonie. Ale mimo to bawią się i są wesołe.
Amelia ściągnęła magiczne okulary. Znów wszystko wyglądało tak jak dawniej. Dzieci miały sprawne rączki. Ale śmiały się i bawiły tak samo jak przed chwilą. Amelia znów założyła okulary. I znów każde dziecko miało coś nie tak z rękami… Mimo to, dzieci nie były pozbawione humoru i radości.
- Może rzeczywiście powinnam posłuchać wiewiórki? – pomyślała Amelia – może rzeczywiście powinnam nabrać odwagi i wyjść pobawić się z dziećmi? Tyle już siedzę sama w tym pokoju.
Po kilku minutach Amelia znalazła się na podwórku. Oczarował ją ten świat. Tyle się tu działo! Dzieci wesoło krzyczały. W drzewach i krzakach biegały wiewiórki. Pies sąsiada merdał ogonem.
- Amelia! Amelia! – wołały ją dzieci – pobaw się z nami!
I Amelia przez dobrych kilka godzin grała z Asią i Tomkiem w klasy. Później wyścigowała się z Piotrusiem w biegu dookoła piaskownicy. Wygrała też z Maćkiem w konkursie na najdłuższe odbijanie piłki główką.
Och, co to był za dzień! Pełen emocji i wrażeń. A jednak Amelia wcale nie była w żadnej niezwykłej krainie. Była po prostu na podwórku pod swoim blokiem. Ale było tak cudownie! I pomyśleć, że Amelia tak bardzo się tego bała. Dzieci nawet nie zwróciły uwagi na to, że Amelia trochę się od nich różni. Amelia nawet sama o tym zapomniała! Jest tyle zabaw, w których może uczestniczyć. Nie musi wcale zamykać się sama w swoim pokoju. Cały świat na nią czeka!