W dalekiej, leśnej krainie, tam gdzie cywilizacja, nie odkryła jeszcze, co to jest samochód i komputer, w małym drewnianym domku, żyła rodzina niedźwiadków. W domku niedźwiadków panowała radość, gdyż na świat przyszedł malutki niedźwiadek, któremu rodzice nadali imię Filipek.
        Filipek miał czworo starszego rodzeństwa. Dwóch braci Karolka i Pawełka oraz dwie siostry Kasię i Beatkę. Filipek urodził się z łapkami, bez niedźwiadkowych dłoni.
        Czas mijał, a Filipek rósł, bawiąc się ze swoim rodzeństwem, ucząc się tego co dobre i złe. Pamiętał że zawsze gdy mamusia lub tatuś go chwalili, to oznaczało że zrobił dobrze, a gdy grozili paluszkiem mówiąc – Filipku nieładnie – wiedział, że to było źle. Filipek bardzo lubił spędzać czas z dziadkiem, który był starym sędziwym niedźwiedziem. Dziadek brał Filipka na kolana i czytał mu bajki, które zawsze dobrze się kończyły. Na koniec głaskał go po główce mówiąc – Jesteś szczególnym misiem, nad którym Bozia w niebie czuwa i który ma być przykładem dla innych, że w życiu najważniejsza jest miłość – Filipek nie rozumiał słów dziadka, ale wiedział, że dziadek jest stary i mądry, a on jest małym niedźwiadkiem, dla którego na razie, takie słowa, są za trudne do zrozumienia, ale kiedyś, gdy będzie starszy, na pewno zrozumie, co dziadek chciał mu przekazać. 
Podczas  obiadów, obok Filipka zawsze siadała mamusia, która karmiła go łyżką lub widelcem. Filipek obserwował swoje rodzeństwo, które machało łapkami, często robiąc sobie nawzajem psikusy, którzy sami jedli posiłki i zakładali ubranka. Wtedy pytał mamusię, dlaczego on nie ma niedźwiadkowych dłoni. Mamusia uśmiechała się, kładąc Filipkowi rękę na główce, mówiąc, że tak chciał Bóg, który jest w niebie i na niego patrzy i że mamusia i tatuś oraz cała rodzina kochaliby Filipka tak samo, niezależnie od tego czy by miał niedźwiadkowe dłonie czy ich nie ma.
Filipek rósł coraz większy i większy, aż przyszedł czas, by zaczął uczęszczać do przedszkola dla niedźwiadków. Filipek bardzo się denerwował, ponieważ wiedział, że będzie różnił się od innych niedźwiadków. Mamusia, całowała Filipka w czoło mówiąc by był dzielny i że wszystko będzie dobrze.
Jak się okazało mamusia miała rację i pierwszy dzień Filipka w szkole minął bardzo fajnie, tym bardziej, że spośród wszystkich małych niedźwiadków najbardziej polubił Justynkę z którą bardzo lubił się bawić szkolnymi klockami, układając je, w jak największą wieżyczkę. Zabawa polegała na układaniu klocków na zmianę, raz Justynka raz Filipek. Przegrywał ten, którego klocek spowodował zburzenie wieżyczki. Filipek, mimo braku niedźwiadkowych paluszków świetnie sobie radził, chwytając klocki obiema łapkami i układając je coraz wyżej. Aż do zburzenia całej budowli, czemu towarzyszył wielki wybuch śmiechu Justynki i Filipka, jak i innych niedźwiadków, które kibicowały, raz Justynce, raz Filipkowi.
Pewnego dnia, pani nauczycielka w szkole, oznajmiła dzieciom, że dziś nauczą się pisać swoje imię, przez co Filipek bardzo się zmartwił.
– Proszę pani, ja nie mam paluszków – powiedział do pani – ja nie mogę pisać.
Na to pani uśmiechnęła się i odrzekła:
– Nie martw się Filipku, będziesz mógł pisać, tak jak inne dzieci.
Filipek nie mógł zrozumieć jak to jest możliwe, aż do chwili, gdy następnego dnia w szkole, pani pokazała Filipkowi nakładane na rączki sztuczne paluszki, dzięki którym będzie mógł sam pisać i sam posługiwać się sztućcami. Filipek bardzo się ucieszył na tę myśl i po powrocie do domu był bardzo szczęśliwy. Od tej chwili Filipek nie rozstawał się ze swoimi paluszkami.
Pani i dzieci w szkole były bardzo dumne z Filipka i z jego pracy w szkole.
Pewnego dnia w szkole dla niedźwiadków, urządzono konkurs na najładniejszy rysunek pod tytułem „Ja i moja rodzina”. Filipek bardzo się starał i jak się później okazało, jego rysunek wygrał konkurs, a w nagrodę, rysunek Filipka został zawieszony na głównej tablicy w szkole, gdzie wszystkie niedźwiadki i starsze i młodsze, mogły go podziwiać.
Rodzina, była bardzo dumna z Filipka a małe niedźwiadki w szkole kłóciły się, które z nich pomogą Filipkowi założyć plecak, lub zawiązać buciki. Filipek był bardzo szczęśliwy i po powrocie ze szkoły, nie mógł się doczekać kiedy znowu do niej wróci, by móc się bawić z Justynką i innymi niedźwiadkami, by móc pisać nowe słówka i uczyć się nowych rzeczy. 
Pamiętajcie drogie dzieci, że to jacy naprawdę jesteśmy, ukryte jest w naszych serduszkach i że warto najpierw poznać to, co kryje się w serduszku drugiego człowieka, zanim się go oceni.

 

następna bajka: "Wierszyk"