Trojka

 

1.
W pewnym mieście, jakich wiele na mapie, urodził się maleńki chłopczyk. Rodzice długo wyczekiwali jego przyjścia na świat, więc nie posiadali się z radości, tuląc wreszcie w ramionach swojego synka.

  1. Ma twoje oczy! – powiedział mąż do żony. – Wielkie, niebieskie i mądre.
  2. A po tobie wydatny podbródek – zauważyła żona. – Wyrośnie na silnego

 mężczyznę, prawda...? – zapytała ciut niepewnie.

  1. Będzie silny i mądry. Poradzi sobie w życiu... – rzekł  tata, głaszcząc

drobniutką rączkę synka, wyposażoną w tylko jeden mały paluszek.

 

2.
         Pod czujnym okiem rodziców Grześ rósł jak na drożdżach. Brykał wesoło od rana do wieczora, wymyślając wciąż nowe zabawy i psoty.

  1. Idź trochę na podwórko, pobaw się z dziećmi! – zachęcali go rodzice,

zmęczeni już nieco gonitwami i zabawą w chowanego. – Pobaw się z kolegami.

  1. Eee... Wolę z wami – odpowiadał Grześ, wsuwając rączkę w kieszeń spodni.

Zdążył już zauważyć, że dzieci na podwórku przyglądają się jego rączce z  pewnym zdziwieniem. Nie lubił tych ciekawskich spojrzeń, więc rzadko wychodził na podwórko. Czasem tylko dawał się namówić Adasiowi spod siódemki na wspólny spacer z psem. Ale z Adasiem znali się od kołyski, razem raczkowali kiedyś po dywanie i razem stawiali pierwsze kroki. Tylko przy nim czuł się swobodnie i pewnie. To niezwykłe, ale urodzili się tego samego dnia! Grześ był tylko dwie godziny starszy. Ich mamy żartowały nieraz, że Grześ
i Adaś, to takie przyszywane bliźniaki!

 

 

3.

  1. Za tydzień mamy urodziny! -  zawołał Adaś, wpadając rankiem jak bomba

do pokoju Grzesia. – Nie mogę się już doczekać prezentów. Może rodzice kupią mi ten zielony rower, który oglądaliśmy wczoraj w sklepie? Chciałbym taki...
A o czym ty marzysz? – zapytał Grzesia.
Grześ miał w życiu dwa marzenia: jedno - by mieć po pięć paluszków w  każdej dłoni (ale to było takie marzenie, o którym nie rozmawiał nawet z Adasiem), drugie zdradzał chętnie i często wszystkim, i przy każdej okazji:

  1. Strasznie, ale to SSSTRASZNIE chciałbym dostać psa! Takiego jak twój

Hultaj! – krzyknął tak głośno, aż mama przybiegła z kuchni.

  1. Kochanie, mamy zbyt małe mieszkanie, żeby mieć pieska. Już o tym

 rozmawialiśmy – powiedziała i wróciła do klejenia pierogów.

  1. A może na takiego małego, maleńkiego, twoja mama by się zgodziła? –

zapytał Adaś. – Inka, suczka mojej cioci, ma właśnie szczenięta. Pewnie nie będą większe niż ich mama. Chciałbyś je zobaczyć?

  1. Pewnie, że chciałbym – rzekł Grześ i szybko założył kurtkę.

 

4.
Ciocia Adasia mieszkała w sąsiedniej klatce, więc chłopcy szybciutko przemknęli podwórkiem i już po chwili stali nad koszem pełnym popiskujących, puchatych kulek.

  1. Jakie śliczne! – zawołał zachwycony Grześ. – O, ten z czarną łatką na oku

najbardziej mi się podoba. Ma takie bystre spojrzenie.

  1. To dziewczynka – uśmiechnęła się ciocia. – Ma na imię Trojka.
  2. Trojka...? – zdziwił się Grześ, bo imię wydało mu się dość niezwykłe.

Adaś wyjął suczkę z kosza i postawił na podłodze. Dopiero teraz Grześ zauważył, że szczeniak nie ma jednej łapki.

  1. Taka się urodziła – wyjaśniła ciocia. – Ale nie przeszkadza jej to być

hersztem całej rozwrzeszczanej gromadki. Ma trzy łapki i rozrabia za troje!
-   Właśnie widzę! – uśmiechnął się Grześ, obserwując jak Trojka wspina się
po frędzlach narzuty na wysoką kanapę. – Ale spryciara! Wymyśliła sobie własny sposób!

  1. To prawda - przyznała ciocia. – Inne szczeniaki wskakują na kanapę,

ale żaden nie potrafi się tak wspinać jak ta mądralińska.

 

5.

  1. Mój tata mówi, że „potrzeba jest matką wynalazku” – ożywił się Grześ. -

Ja też czasem muszę nieźle pokombinować, żeby poradzić sobie z ubieraniem, ścieleniem łóżka albo rysowaniem. Ale mam własne sposoby! – zachichotał. – Daję radę!
Nagle Grześ zdał sobie sprawę, że rozpiera go duma. Poczuł się równie niezwykły jak mała Trojka. Odkrył, że potrafi poradzić sobie w wielu sytuacjach wcale nie gorzej niż jego rówieśnicy, którzy mają wszystkie dziesięć palców.
Jedyną przeszkodą na drodze do wspólnych zabaw był brak odwagi. Właśnie zastanawiał się jak sobie z tym poradzić, gdy zauważył stojących w drzwiach rodziców.
-  Czasem  rozwiązanie problemów samo wpada w ręce! – rzekł tata, odgadując powód zamyślenia Grzesia.
-  Chyba raczej, przybiega na trzech łapach! – zaśmiała się mama, głaszcząc
psiaka z czarną łatką na oku. – A może wolałbyś na urodziny rower lub rolki...?

  1. Ja? Ja wolałbym...? Od czego?! Czy to znaczy, że... – Grześ nie dowierzał

temu co się stało. – Mam psa? Własnego psa?!

 

6.
Od tej pory Grzesia trudno było utrzymać w domu. No, bo jak tu się nie chwalić wszystkim dokoła, wymarzonym psem?! Całymi dniami brykali po osiedlowym trawniku. Wszystkie dzieciaki przyglądały się temu z zachwytem
i niemałą zazdrością:

  1. Mogę ja Trojce raz rzucić piłkę albo patyk? – pytało co rusz któreś z nich.
  2. Ale masz fajnego, dzielnego psa! Możemy pobawić się z wami?
  3. Jasne! – odpowiadał Grześ. – Mamy wiele pomysłów na zabawę. Zrobimy

tylko rundkę dookoła bloku i zaraz wracamy! – wołał, wskakując na ramę zielonego roweru. – Gazu, bracie! – popędzał siedzącego za kierownicą Adasia. Hultaj pędził za rowerem tak szybko, że jego długie uszy fruwały na wietrze.

  1. A gdzie Trojka?! Ale spryciara! – chichotali chłopcy, odkrywając pasażerkę

na gapę w koszu bagażnika. – Daje radę! 

 

 

 

następna bajka: "Trzy bajki "