SZCZĘSLIWE WAKACJE

– To już dzisiaj! – Agatka zerwała się z łóżka z radosnym uśmiechem na ustach. Podbiegła szybko do okna, by czym prędzej przywitać nowy dzień. Choć było jeszcze bardzo wcześnie, słońce stało już wysoko na niebie i pozdrawiało piegowatą buzię dziewczynki. Chłodny wiatr wpadł do pokoju rozwiewając jej rude włosy. Zimne powietrze omiotło pokój i dotarło do wystających spod kołdry stóp Krzysia. Chłopiec zamruczał przez sen i okrył się mocniej starając się ochronić przed porannym chłodem. Nie minęła chwila nim Agatka stanęła przy łóżku brata szarpiąc wystającą spod kołdry nogę.
– Wakacje, mamy wakacje! Jedziemy do babci! Do babci na wieś! – chłopiec nie zwracając na nią uwagi próbował dogonić uciekający sen.
– Krzysiek, ty śpiochu! Wstawaj natychmiast, bo prześpisz całe wakacje! – wesoło ponaglała dziewczynka. Krzyś tylko zamruczał znowu i ukrył się pod kołdrą jak żółw, chroniący się w swojej skorupie.
Agatka wiedziała, że brat już nie śpi. Nawet Krzyś, który znał przecież tyle różnych sztuczek, nie mógłby jednocześnie spać i śmiać się, gdy ona łaskotała jego stopy!
To były ich pierwsze prawdziwe wakacje – oboje ogromnie się cieszyli. Wczoraj Krzyś odebrał świadectwo ukończenia pierwszej klasy szkoły podstawowej. Agatka, będąc o rok młodsza, mogła poszczycić się dyplomem ukończenia przedszkola. Teraz zajęta budzeniem brata, myślała o wszystkich pytaniach, które musi mu zadać, nim przyjdzie wrzesień i to ona pójdzie do szkoły. To przecież bardzo ważne, żeby odpowiednio się przygotować.
Po chwili drewniane drzwi pokoju uchyliły się i w progu stanęła mama. Dzieci prawie jej nie zauważyły, ale docierający z kuchni zapach gotowanego mleka od razu zdradził jej obecność.
– No, ładne rzeczy! – powiedziała mama, udając srogą minę. – Co to za śmiechy przed śniadaniem?
Agatka spojrzała niewinnie na mamę, trzymając w dłoniach nogę brata – dowód, że to ona winna jest za całą drakę. Jeśli chodzi o Krzysia, poza gołą stopą zaplątaną w kołdrę, po drugiej stronie łóżka wystawała tylko bujna czupryna.
– Szybko, szybko moje Słoneczka. – dodała mama. – Biegiem umyć zęby i zapraszam do stołu!
Żadnego „Słoneczka” nie trzeba było dwa razy przekonywać! Czy jest ktoś, kto oparłby się zapachowi gorącego mleka i pysznego śniadania, które przygotowała ukochana mama?
Gorące mleko, kakao, jajecznica i świeże bułeczki z miodem. Przepyszne śniadanie w ten słoneczny dzień, smakowało lepiej niż zwykle. Szczególnie słodycz miodu zwiastowała nadchodzący czas zasłużonego wypoczynku. Dzieci wiedziały już, że tuż po śniadaniu całą trójką pojadą w odwiedziny do babci i dziadka. Rodzeństwo jak nakazywała wieloletnia już tradycja, miało spędzić na wsi pierwsze dwa tygodnie lipca.
Dziadkowie od progu przywitali kochane wnuczęta. Krzyś pochwalił się dziadkowi świadectwem, ten uśmiechnął się i mrugnął porozumiewawczo okiem – obu panów wiązała pewna tajemnica… Natomiast Agatka wyrecytowała wierszyk, który głosiła na apelu na zakończenie zajęć w przedszkolu.
Dziadkowie mieli małe gospodarstwo, uprawiali pole i hodowali zwierzęta. Ulubieńcem dzieci był oczywiście pies Ciapek. Jednak Agatkę, która pragnęła w przyszłości zostać weterynarzem, interesowały wszystkie zwierzęta. Dziewczynka przywitała się ze wszystkimi starymi znajomymi i była pewna, że tupanie, potrząsanie ogonami i przekręcanie łbów, które temu towarzyszyło, było ich formą powitania. Natomiast krowy, konie i świnki, które pojawiły się tu od ostatniej wizyty otrzymały unikalne imiona. Problem sprawiły jej tylko malutkie kaczuszki, było ich bowiem tak wiele, że z trudem mogła doliczyć się ich ilości. Wyglądały bowiem jak kałuża ruchomej, żółtej wody z mnóstwem wystających główek i nóżek, panicznie uciekająca przed wesoło szczekającym Ciapkiem. Agatka zadowoliła się nadaniem całemu kaczemu stadku jednego imienia „Latający Dywan”, ale obiecała sobie, że w wolnym czasie wróci do nich i spróbuje ponownie.
W tym samym czasie Krzyś z dziadkiem zajęli się inwentaryzacją warsztatu. Jeszcze przed obiadem musieli sprawdzić, czy wszystkie młotki, piły i kleszcze są na swoim miejscu. Nim minęło południe Krzyś znał doskonale aktualną ilość wszystkich dostępnych narzędzi: od ogromnej siekiery, aż po najmniejszą śrubkę! Chłopiec doliczył się dwustu trzech gwoździ. Wspólnie z dziadkiem uzgodnili, że do zaplanowanej na popołudnie budowy płotu w zupełności wystarczy.
Cała rodzina spotkała się przy wspólnym obiedzie. Dzieci wymieniały się doświadczeniami, a tuż po posiłku, wspólnie wróciły do swoich obowiązków. Płot musiał stanąć przed wieczorem, a kaczuszki nie mogły przecież obyć się bez imion! Pierwszy dzień minął bardzo szybko. Te, które miały dopiero nadejść, niosły jednak wiele więcej przygód. Już niedługo sianokosy i zbiory przepysznych truskawek! Krzyś pamiętał dobrze, że w zeszłym roku dziadek coś mu obiecał, świadectwo było dowodem, że chłopiec wygrał ten zakład. Płot, który razem budowali był zagrodą dla młodego źrebaka. Nim miną dwa tygodnie, Krzyś nauczy się jeździć konno!
W sierpniu Krzyś skończy osiem lat, we wrześniu pójdzie już do drugiej klasy. Agatka jest rok młodsza i dopiero zacznie szkołę. Oboje bardzo się kochają, czasem też się kłócą, ale to zdarza się przecież nawet najlepszym przyjaciołom. Gdybyś poznał Krzysia, pewnie zauważyłbyś, że nieco różni się od Ciebie – Krzyś nie ma obu rączek.
Dzieci w szkole często pytają Krzysia, czy to nie bolało… ale wtedy on tłumaczy, że bez rączek się urodził i doskonale daje sobie bez nich radę! Krzyś nigdy też nie żałował, że właśnie jego to spotkało – jest przecież w pełni samodzielny, ze wszystkim daje sobie radę bez pomocy! Będąc dzieckiem nie mógł pomagać sobie w liczeniu na palcach, dlatego dziś jest najlepszy z matematyki w całej klasie! Może nie ma rączek, ale jest pogodniejszy niż niejedno dziecko. Zawsze sobie żartuje, że on to dopiero ma szczęście, bo przecież nigdy nie skaleczy się w palec!
A kto mi nie wierzy, niech lepiej spyta co robili z Agatką przez resztę wakacji. Ale to już całkiem inna historia…

 

 

następna bajka: "Sześciopalczasta Agatka"