„Skrzydlaci bracia”

     Latem w ogródku mojej babci,                   pod łodygą zielonego krzaczka, na którym rosną porzeczki, zamieszkały gąsienice. Było to pokaźne stadko, które wcinało              ze smakiem listki z okolicznych roślin. Przyszedł jednak czas, że gąsieniczki zamarły, tworząc kokon i czekały na swoje przeobrażenie. Po wielu dniach                           z podłużnych skorupek zaczęły                          z wysiłkiem wychodzić piękne motyle              o różnobarwnych skrzydełkach. Jednym                  z nich był Gracjan. Wydobył się z kokonu, rozprostował zmięte skrzydełka, otrzepał je i wzleciał do góry. Dość długo krążył nad sąsiednim kokonkiem czekając                na przeobrażenie się swojego brata - Wiktorka. I nagle się to stało. Ze swojej paczuszki zaczął wydobywać się nowy motylek. Tak samo jak Gracek rozprostował i otrzepał skrzydła a potem podjął trud, by pofrunąć do góry. Wtedy jednak okazało się, że nie jest mu tak łatwo. Musi więcej namachać się skrzydełkami, by fruwać tak szybko jak brat. Jednak tak jak on lubił latać, wysysać nektar  i przenosić pyłek z kwiatka                   na kwiatek. Kosztowało go to jednak więcej wysiłku niż wszystkie inne owady z jego rodziny. Nie wiedział jeszcze dlaczego, choć zauważał zaciekawione spojrzenia innych owadów. Czasem dostrzegał chęć pomagania mu w tym, czy tamtym, choć on sobie przecież dobrze radził. No, może zrobienie czegoś trudniejszego wymagało więcej czasu                                      lub wymyślnego sposobu ale zazwyczaj udawało się. Jednak pewnego dnia spadł ogromny deszcz, prawdziwa ulewa                   i utworzyło się wiele kałuż. Wiktor przysiadł nad jedną z nich i zobaczył             w niej motylka o nietypowych skrzydełkach, mniejszych i o innym kształcie niż ten, który widział wśród swoich bliskich i przyjaciół. Zrozumiał,    że to on sam odbija się w tym wodnym zwierciadle. Pojął też dlaczego jest mu trudniej latać niż innym. Smutny,              że wygląda inaczej oraz lata w odmienny sposób od reszty, wrócił do swojego domku pod liściem i powiedział bratu,           co odkrył.
- Ależ braciszku, jesteś motylkiem, który ma w sobie więcej siły i cierpliwości niż inne owady! To, że twoje skrzydełka różnią się od moich to tylko drobiazg, nadal są piękne i przydatne. Każdy z nas jest inny, ma różne ubarwienie i swoje mocniejsze oraz słabsze strony – ja                na przykład gorzej od ciebie rozpoznaję naprawdę ważne dla nas kolory: niebieski i żółty. Ciągle mi się mylą                                    z pomarańczowym i zielonym. Jeśli chcesz, polecimy na łąkę za naszym ogrodzeniem i pomożesz mi zebrać pyłki                                  z najpiękniejszych kwiatów, które ty                     z taką łatwością znajdujesz.
Tak też zrobili. Gdy podfrunęli                       do pięknego pachnącego żółtego kwiatuszka nagle zza krzaczka wyskoczył człowiek – mały chłopiec z siatką                  do łapania motyli. Zamachnął się                   na Gracjana i uwięził go w sieci. To było straszne! Wiktor przerażony,                             z łomoczącym sercem rzucił się bratu             na pomoc. Pierwsza myśl jaka się pojawiła w głowie skrzydlatego ratownika, to usiąść właścicielowi siatki na nosie. Tak też zrobił, mimo że bardzo się bał. Wtem chłopiec kichnął i wypuścił z ręki trzonek siatki, uwalniając w ten sposób Gracjana. Wiktor dokonał czynu bohaterskiego,               bo jego serce było wielkie i kochające. Wrócił do rodzinnej osady wraz z bratem, lecąc w swoim tempie, które i Gracjanowi było potrzebne, bo dawało wytchnienie                        po dramatycznej przygodzie. Wszystkie motyle witały ich i po wysłuchaniu całej historii, cieszyły się, że jest w ich gronie ktoś tak przyjacielski i odważny jak Wikuś. Gdy potem Wiktor prosił  innych  o wsparcie w dalekich, męczących wyprawach, choćby w przeniesieniu dużej ilości kwiatowego pyłku – chętnie mu pomagały. Natomiast, jeśli one potrzebowały jego pomocy, na przykład przy rozpoznawaniu barw czy gatunków roślin, chętnie zwracały się z tym                     do niego, a on przychodził im                     z odsieczą. Wszak każdy motyl jest piękny oraz potrzebny w swojej gromadzie.                        Od każdego też można się czegoś ciekawego nauczyć albo wesoło z nim pobawić.
Nie do wiary ale tę, i wiele innych ciekawych historii, można zobaczyć                     i usłyszeć nie tylko u mojej babci                 ale w niejednym ogródku obok nas.

 

następna bajka: "Spotkanie"