Rufi
W jedynej w ogrodzie Zielonej Szkole rozpoczynały się lekcje. Małe owady usadowiły się w ławkach i oczekiwały na przylot Pani. Śmiejąc się i dokazując, nie zauważyły, jak do klasy zawitał nowy przybysz. Nieśmiało przesunął się w kierunku ostatniej ławki i z trudem wspiął się na nią. Siedząc cichutko nie zwracał na siebie uwagi.
Do klasy przyleciała Pani Ważka. Wylądowała za biurkiem i rozejrzała się po sali.
- Uwaga! Cisza! - Pani Ważka zatrzepotała skrzydełkami - Przedstawiam wam nowego kolegę. Będzie uczęszczał na nasze zajęcia.
Oczy całej klasy były zwrócone na nowego przybysza.
- Cześć! Jestem Bzyk. A ty? - śmiało odezwał się największy rozrabiaka w klasie, bączek. I nie czekając na odpowiedź dodał - Dziwnie wyglądasz. Nie widziałem cię ani w ogrodzie, ani na polanie.
- Moi drodzy, poznajcie się. Oto Rufi. Przybył do nas z pobliskiej łąki - poinformowała Pani Ważka.   
         - Dziwny… Śmieszny… Spójrzcie na jego łapki… - dobiegały szepty z sali. Jako że Rufi był małą gąsienicą, istotnie mógł wydawać się nieco odmienny od pozostałych dzieci. Krótkie, wręcz niezauważalne łapki, były tym co wyróżniało Rufiego na tle innych.
- Usiądź Rufi. Na pewno znajdziesz tu wielu kolegów - stwierdziła Pani Ważka - Przejdźmy do lekcji. Dzisiejszy temat to…
         Ale do małego Rufiego nie docierały już słowa nauczycielki. Zastanawiał się czy dzieci polubią go, mimo jego krótkich, nietypowych łapek?
         Rozległ się dzwonek. Małe owady, przekrzykując się, wybiegły na plac. Prym w zaczepkach i kąśliwych uwagach wiódł komar Marek.
- Hej Rufi, nie zapomniałeś o czymś?
- O czym? - Rufi zainteresował się z ożywieniem.
- O łapkach! Gdzie twoje rączki? Zapomniały wyrosnąć? - zaśmiał się głośno Marek - Zobacz Rufi, wszyscy wkoło mają albo skrzydełka, albo wspaniałe nóżki i pazurki.
Małe owady z dumą zaczęły prezentować swoje kończyny. Konik polny Maks skacząc na wygimnastykowanych nóżkach, pochłonął uwagę Rufiego. Pajączka Pola rozpostarła cztery pary swych nóżek tak, że mogłaby nimi objąć kilku swoich kolegów. Z kolei maleńka mrówka Zyta jak oszalała biegała pomiędzy łodygami traw.
Rufi westchnął cichutko i do końca dnia rozmyślał dlaczego nie może być taki jak inne dzieci. Przecież nawet Marek, Pola i Zyta bardzo różnią się od siebie. Mają różne kolory, są mniejsze lub większe. No tak, ale oni wszyscy mają coś co ich łączy. Czy wystarczy mieć tylko silne i wykształcone łapki? W końcu zmęczony rozmyślaniem zasnął.
Nagle Rufi poczuł jak unosi się nad łóżkiem. Najpierw powoli wzniósł się na wysokość lampy. Przez chwilę zastygł w powietrzu, aby kilka sekund później znaleźć się poza domem.
- Ach, jak cudownie - śmiał się Rufi zataczając nad łąką coraz szersze kręgi. Szybując nad ogrodem, nie spostrzegł kiedy dołączyły do niego dzieci, które dzisiaj poznał. Wspólnie z nimi, tworząc wirujący wianuszek, Rufi radośnie płynął w powietrzu. Krąg połączony był łapkami, za które wszyscy się trzymali. Tak! Za łapki! Dopiero teraz Rufi uświadomił sobie, że jego malutkie pazurki nie stanowią żadnej przeszkody w tym, aby cieszyć się zabawą z innymi.
         - Rufi jak fantastycznie! Spójrz tutaj Rufi! - dobiegały zewsząd głosy - Rufi, hurra! Rufi… Rufi halo, halo! Rufi zbudź się! Czas do szkoły… - coraz wyraźniejszy głos mamy sprowadził Rufiego do rzeczywistości.
- To tylko sen - pomyślał Rufi - Piękny sen…
W szkole dzień nie różnił się od poprzedniego. Rufi jako jedyny w klasie siedział w ławce sam. W jego głowie przewijały się obrazki, jakie widział ostatniej nocy. Z fantazji wyrwała go Pani Ważka, informując, że czas na przerwę, po której nastąpi konkurs plastyczny. Podekscytowane owady opuściły klasę. Za nimi podążył Rufi.
Usiadł na kamieniu i przypatrywał się dzieciom. Ich ulubioną zabawą było rzucanie kroplą rosy. Zasady gry były proste. Należało złapać kroplę niczym piłkę i odrzucić ją wybranemu uczestnikowi zabawy. Trudność polegała na tym, aby nie uszkodzić kropelki. Jeden fałszywy ruch i wodna piłka rozpryskiwała się na tysiące  części.
Rufi przyglądał się całej zabawie, gdy nagle usłyszał - Teraz Rufi! Hej Rufi, łap! - Rufi w ostatniej chwili próbował przyjąć kroplę rosy, ale nie dosięgnął jej i wyszedł z tego starcia przemoczony do suchej nitki.
- Co się stało Rufi? Deszczyk pada? - zachichotał komar Marek - Oj, Rufi niezdara - dodał bączek Bzyk. Ktoś inny dodał nucąc - Dziurawe łapki, oto okaz rzadki!
Wybawieniem dla zakłopotanego Rufiego był dzwonek, wzywający na ostatnią lekcję. Wszyscy zasiedli na miejscach oczekując na zadanie konkursowe. Tym razem, dzieci miały namalować swoich kolegów z klasy. Autor najlepszej pracy miał zostać nagrodzony odznaką. Wszyscy ochoczo zabrali do dzieła.
         Pod koniec lekcji Pani Ważka zebrała prace i rozwiesiła je na tablicy. I tak, pajączka Pola przypominała bardziej ośmiornicę niż siebie. Konik polny Maks wyglądał zabawnie z olbrzymią głową i malutkim tułowiem. Nie lepiej prezentował się Bzyk, którego chyba dla żartu namalowano okropnie grubego. Jednak uwagę małych owadów przykuła jedna praca. Widnieli na niej wszyscy, trzymając się za łapki i szybując ponad łąką z uśmiechniętymi twarzyczkami. Buzie małych owadów, które oglądały siebie na obrazku wyglądały zgoła odmiennie. Wszystkie były otwarte ze zdumienia i zachwytu.
         - Myślę, że zgodzicie się ze mną, że zwycięzcą jest... - Pani Ważka sięgnęła po odznakę - ...Rufi! Podejdź do nas.
- Ja, ja chciałem jak najładniej. Żeby wszyscy się podobali i żeby tak razem... - wydusił z siebie zaskoczony Rufi - Żeby marzenia się spełniły… - dodał cichutko.
- Super Rufi! Zdolniacha z ciebie - rzekł Bzyk z podziwem poklepując kolegę.
Rufiego przepełniała duma. Ale najbardziej cieszył się, że koledzy docenili jego umiejętności. Czuł się teraz pełnowartościowym członkiem grupy.
- Uczcijmy wspólnie sukces Rufiego. Chodźmy na sok! - zaproponował Maks.
- Tak! Hura! - rozległy się głosy wkoło - Chodźmy czym prędzej!
Wszystkie dzieci trzymając się za łapki pobiegły na łąkę. Pani Ważka uśmiechnęła się i spoglądając na grupkę westchnęła - Ach, łobuzy. Marzenia się spełniają…

 

 

następna bajka: "Rycerz"