Przygoda w Bajaderce

Daleko stąd , na drugim krańcu świata było sobie małe miasteczko.  Było tam dziesięć budynków i park z błękitnym stawem nad którym rosły kaczeńce i niezapominajki.  W parku były huśtawki,  karuzela i boisko do gry w piłkę.  W zimie, staw pokrywał się warstwą grubego lodu i  zamieniał  w lodowisko.  Przychodziły tu dzieci w kolorowych szalikach i czapkach z pomponami, by hulać po błyszczącej tafli.  Na głównej ulicy miasteczka była cukiernia a w niej sprzedawano lody na patyku i cukrową watę. Mieszkańcy miasteczka, które nazywało się  Bajaderka, byli pogodni i zadowoleni z życia.
W miasteczku tym mieszkała  mała dziewczynka. Dziewczynka ta była ładna i miła.  Miała niebieskie oczy i  kręcone włosy. Kochała cały świat. Codziennie bawiła się ze swoim kotkiem i jedną rączka budowała z klocków zamek.  Zamek czasem się przewracał, ale nie przejmowała się tym i budowała dalej.  Żyła jak w bajce.  Śmiała się  i śpiewała. Zbierała kwiatki na łące i objadała się ciastkami, które piekła mamusia. 

Najbardziej lubiła ptysie z bitą śmietaną i pierniki z imbirem. Nie spotykała innych dzieci. Widziała je tylko w oddali, gdy wesoło biegały po parku. Czasem tylko pytała:

 – Mamusiu a czy ta raczka mi odrośnie i będę miała dwie rączki jak ty ?         

  • Tak, córeczko. Jestem pewna, że wszystko pięknie się ułoży.  Musisz tylko być bardzo cierpliwa. - odpowiadała  Mama,  a Ania jej wierzyła i czekała cierpliwie. 

Gdy Ania skończyła pięć lat, mama zapisała ją do przedszkola. Było to takie zwykłe, kolorowe przedszkole. Było otoczone niskim czerwonym płotkiem a w środku stały małe krzesła i stoliki. W przedszkolu było dużo zabawek i wiele dzieci.  Ania cieszyła się, ze będzie miała tyle koleżanek i kolegów i chciała  przyłączyć się do ich zabawy. Szybko  jednak  okazało się, że  dzieci unikały  jej  bo miała krótką rączkę bez paluszków.  Ania siedziała więc sama w kąciku i było jej coraz smutniej.  Patrzyła jak dzieci rzucają piłkę, jeżdżą na rowerkach grają  na pianinkach i robią  wycinanki.  Coraz rzadziej podchodziła do nich i coraz bardziej bała się chodzić do przedszkola.  

Czasem niegrzeczni chłopcy dokuczali jej, bo dziwił ich jej wygląd i nieporadność.  Drwili z niej, gdy nie umiała zawiązać sobie bucików.      
Ania nic nikomu nie  mówiła  tylko zamykała się w sobie coraz bardziej i żyła we własnym zaczarowanym świecie.   Tak minęła słotna jesień. Któregoś wieczoru spadł śnieg i otulił miasteczko białym puchem. Mróz namalował kwiaty na szybach i osrebrzył drzewa.  Śnieżne płatki migotały w świetle księżyca a park skrzył się kolorowo.
    Rano, Pani oświadczyła  dzieciom uroczyście:

  • Drogie dzieci,  jezioro zamarzło. Możemy iść na łyżwy.

Dzieci wydały okrzyk radości. Od dawna wszystkie marzyły o tym dniu.   Pani wyjęła z szafy stosy malutkich łyżew i rozdała dzieciom.

  • Idziemy do parku. - powiedziała – Musicie być bardzo ostrożni i nie odchodzić od grupy.  Lód może być bardzo niebezpieczny.

Dzieci szybko założyły  łyżwy.  Chłopcy znowu patrzyli krzywym okiem, gdy pani pomagała Ani.  Tym razem jednak Ania była tak przejęta, że nie zwróciła na to uwagi.  Nie bała się już niczego.   Stanęła na lodzie, odepchnęła się i pojechała lekko i zgrabnie, jakby robiła to od dawna.  Dzieci dookoła niej potykały się i turlały. Dużo było pisku i płaczu a Ania, po prostu się ślizgała.  Gdy ktoś się przewracał podawała mu rękę i pomagała wstać.

  • To  cud –   pomyślała Pani a dzieci patrzyły na dziewczynkę z   rosnącym zdumieniem

Nikt nie sądził, że  Ania może mieć taki talent...
Nagle Ania  zdziwiła się, że nikt jej nie dokucza i nie podstawia nogi. Zorientowała się, że nigdzie nie widać  dwóch niegrzecznych chłopców.   Zaczęła zataczać większe kręgi na ślizgawce i za załomem  zobaczyła  postać  leżącą na lodzie.
Krzyknęła i Pani szybko  przybiegła na pomoc.  Okazało się, że był tam przerębel i jeden z chłopców do niego wpadł.  Drugi chłopiec próbował mu pomóc, ale poślizgnął się i złamał nogę.

Gdyby nie Ania nie wiadomo, jak by się ta przygoda skończyła.
Od tego dnia,  Ania stała się bohaterką przedszkola.  Zapraszano ją do zabaw i zmieniano je tak, by ona mogła  brać w nich udział.    Okazało się, że nie było to wcale  trudne.  
Ania polubiła przedszkole i znalazła wielu przyjaciół.  Życie nie jest łatwe,  nadal nie brakowało więc w przedszkolu przelotnych konfliktów.  Nikt jednak już nie zauważał inności Ani. Była dzieckiem, takim  jak inne. Chciała uczyć się, bawić i przyjaźnić z całym światem. 

Gdy któregoś dnia w przedszkolu pojawiła się  jeżdżąca na wózku Agatka, dzieci przywitały ją  wesoło. 
Zawsze  był obok niej ktoś, kto akurat nie chciał biegać  za to miał ochotę  pogadać, pooglądać obrazki lub pograć w karty.  Najczęściej tym  kimś była Ania lub któryś z niegrzecznych chłopców. Tyle, że ci chłopcy już wcale nie byli niegrzeczni.

 

następna bajka: "Przyjaciel"