Przyjaźń nie z tego świata

Rok temu mój tatuś, pan profesor Jan Nadrążek z Polskiej Akademii Nauk, odkrył nową planetę. Zanim ogłosił swoje odkrycie, długo je badał
i obserwował. Miał świetne lunety i teleskopy, które pozwalały nawet
na międzyplanetarne przekazywanie dźwięków i świetnej jakości obrazów. Tatuś czuł, że planeta jest wyjątkowa…
Codziennie przy śniadaniu z wypiekami na twarzy opowiadał mi, mojej siostrze i mamie, co zaobserwował. Zawsze zaczynał tak:
- To niebywałe, czy wiecie, że… - i snuł swoją kolejną fantastyczną historię. Słuchaliśmy z zapartym tchem o budowie planety, o składzie gleby, o otoczeniu. Tato nie patrzył wtedy, co je, był tak zaabsorbowany opowieściami. Gdyby mama podała na talerzyku dżdżownicę, tato na pewno nie zauważyłby i zjadłby ją ze smakiem. Tato żył swoim odkryciem i chętnie dzielił się nim z nami.
- Tatuś – pytała moja siostra Ninka – a tam są ludziki? A jak wyglądają? A mają trąbki i są zielone?
Słyszycie te bzdurki? Ach, ta moja siostrunia, dla przedszkolaka świat jest taki prosty: zielone ludziki z trąbkami... Pewnie jeszcze chciałaby spojrzeć
w teleskop i zobaczyć, że ludziki do niej machają. Każdy pierwszoklasista, a ja jestem już pierwszoklasistą, wie, że nikt nie odkrył życia poza Ziemią.
Tatuś zawsze wtedy patrzył rozbawiony na Ninkę, głaskał ją po główce i mówił
z tajemniczym uśmiechem:
- Kto wie…
Przez kilka miesięcy tatuś był bardzo podekscytowany, ale powoli jego zapał opadał. Opowieści były coraz krótsze, aż któregoś ranka przy śniadaniu tato spytał:
- Czy ta bułeczka nie jest wczorajsza? – zaniemówiliśmy.
Tato zszedł na ziemię, zwrócił uwagę na czerstwą bułkę, czyli… stracił zainteresowanie swoją planetą. Postanowiłem dowiedzieć się, dlaczego tak się stało. Musiałem być delikatny, żeby nie urazić taty. Poczekałem na dogodny moment, wszedłem do taty pracowni i zacząłem męską rozmowę:
- Tato, czy coś się stało? -  byłem przy tym najbardziej poważny, jak tylko mogłem. Wiedziałem, że pierwszoklasista musi stanąć na wysokości zadania
i pogadać z tatą jak facet z facetem.
Już tato miał mi odpowiedzieć, kiedy do pracowni wpadła uśmiechnięta Ninka.
- I po rozmowie – pomyślałem wściekły.
Siostra była zachwycona, ponieważ dostała od mamy nową bluzeczkę ze świnką Pepą i przybiegła pochwalić się tatusiowi, jak wygląda. Moim zdaniem siostra wyglądała podobnie do swojej ulubienicy Pepy, ale zachowałem tę uwagę
dla siebie. Tato oczywiście był zachwycony wyglądem Ninki:
- Ninko, jaka piękna bluzeczka! Ślicznie w niej wyglądasz.
Ja nie podzielałem entuzjazmu taty, ale wiedziałem, że jeśli szczerze powiem, to tato zdenerwuje się i cienka nić męskiego porozumienia pęknie.
- Ninko, cudna ta twoja szyneczka, a teraz idź stąd, bo my tu poważnie rozmawiamy – powiedziałem.
- To nie jest szyneczka, tylko świneczka Pepa – odpowiedziała wcale nie urażona moją złośliwością Ninka. Po chwili dodała:
– Tatusiu, mogę popatrzeć na ludziki przez teleskop?
- Oczywiście, skarbie – odparł smutno i obojętnie tata.
            Kiedy Ninka patrzyła przez teleskop, ja starałem się wydobyć od taty, dlaczego dzisiejsze śniadanie było zupełnie inne, dlaczego planeta już go
nie interesuje. Tato westchnął i odparł:
- Synku, jesteś już duży i trochę wstydzę się powiedzieć ci, skąd ta zmiana – przerwał na chwilę. – Spodziewałem się odkryć życie na mojej planecie. Miałem podstawy sądzić, że tam istnieje cywilizacja.
Spojrzałem na tatę i nie mogłem uwierzyć. Byłem pewien, że żartuje, ale miał niezwykle poważną minę:
- Adrianku, głupotą i zarozumialstwem byłoby sądzić, że jesteśmy sami
we wszechświecie. Moja planeta była dla mnie wyjątkowa, ponieważ tam szukałem życia. Jestem bardzo rozczarowany, bo moja praca poszła na marne. Co światu z kolejnej planety?
- Tato, to wielkie odkrycie – starałem się zaprotestować, ale tato nie słuchał.
- Planet jest bardzo wiele, odkrycie jeszcze jednej przyniesie mi wzmiankę
w gazecie, ale nie zmieni niczego. Po co ludzkości takie odkrycie?
- Tatusiu, Ania zrobiła dla mnie rysunek nóżką! Narysowała Pepę. – usłyszeliśmy piski radości Ninki.
- Co to za bzdurki, siostruniu? – sam się zdziwiłem, że w ogóle zwróciłem uwagę na to jej bezsensowne paplanie.
- No nóżką, patrz, jaki śliczny rysunek – i zaciągnęła mnie do lunety.
Przez chwilę patrzyłem i niczego nie widziałem, ale Ninka zaczęła wyjaśniać mi, co gdzie jest i… nagle otworzyłem oczy ze zdumienia. Nie mogłem oderwać wzroku od lunety. Przez lunetę zobaczyłem normalnych ludzi, krzątających się, zajętych swoimi sprawami – jak na Ziemi. Wcześniej nikogo nie widziałem, dopiero Ninka otworzyła mi oczy na świat: piękny, wyjątkowy i taki sam, jak mój. Nagle przypomniałem sobie zdanie, które mama przeczytała mi wczoraj
w przepięknej książce o pewnym księciu: dobrze widzi się tylko wtedy, kiedy patrzy się sercem, ponieważ najważniejsze jest dla oczu niewidoczne.
- Tato, jesteś wielki! – wrzasnąłem.
Nie potrafiłem wyjaśnić tacie, co wiedzę, więc gestami pokazałem mu, żeby popatrzył w lunetę. Popatrzył i… nic. Jego oczy, jak wcześniej moje,
nie widziały na planecie tego, co było tam najważniejsze – życia. Jego wzrok zupełnie pomijał ludzi żyjących tam, a skupiał się na mało istotnych drobiazgach: na glebie, atmosferze i czymś tam jeszcze naukowym.
- Jak to, nikogo nie widzisz? !– wrzasnąłem.
- Synku, rozumiem, że chcesz zaludnić moją planetę, żeby sprawić mi przyjemność, ale jeśli gdzieś nie ma życia, to go tam nie ma – odparł spokojnie.
- To Ani nie ma? – zapytała Ninka ze zdziwieniem.
- Jest Ania, są inni! Tatusiu, jesteś wielki! – krzyczałem i kręciłem się z siostrą
po całym pokoju. Szaleliśmy z radości.
– Jest! Jest! Są! – krzyczałem.
            Tato patrzył na mnie jak na wariata. Kiedy się uspokoiłem, zaciągnąłem go do lunety i kazałem patrzeć. Ponieważ obok były jeszcze dwie lunety, ja patrzyłem w jedną, a Ninka w drugą. Opisywałem tacie, co widzę:
- Cały czas patrzy na nas dziewczynka i uśmiecha się.
- To jest Ania Jaworska, moja przyjaciółka – dodała Ninka.
- Teraz podchodzi do niej chłopiec – mówiłem podekscytowany – i też się uśmiecha.
- Synku, widzę! – tato zaczął biegać po pokoju jak szalony. Co chwila podbiegał do lunety, ściskał nas, skakał. Oczy taty otworzyły się i wreszcie ujrzał skarb planety.
Gdybym nie znał powodu taty szaleństwa, dzwoniłbym po karetkę,
ale wiedziałem, że wielki naukowiec – Jan Nadrążek – wreszcie dokonał przełomowego odkrycia. Zobaczył, że na jego planecie jest życie. Największym zaskoczeniem było to, że Ninka już od kilku miesięcy o tym wiedziała
i traktowała to jak coś zupełnie normalnego i oczywistego. Widać porozumienie międzyplanetarne najlepiej zaczynać od dzieci, ponieważ są otwarte
na wszystko.
            Ten wieczór w naszym domu był niesamowity. Tato, ja i siostra opowiadaliśmy mamie o odkryciu. Mama oczywiście natychmiast chciała wiedzieć wszystko. Ninka opisywała swoją przyjaciółkę  Anię:
- Mamusiu, Ania ma śliczne włosy, podobne do moich, tylko troszkę dłuższe,
ale ja też będę miała takie długie, prawda? – paplała siostra.
- Tak skarbie, mów dalej, jestem bardzo ciekawa.
- Ania jest mojego wzrostu, też jest przedszkolakiem, ma takie piękne oczy
i ślicznie rysuje nóżkami. Najpiękniej prawą, lewą troszkę gorzej. Pokazałam Ani moją Pepę i poprosiłam, żeby zrobiła mi rysunek, bo ja nie potrafię tak ślicznie rysować – mówiła Ninka i dopiero w tym momencie przypomniałem sobie, jak siostra powiedziała:
- Tatusiu, Ania zrobiła dla mnie rysunek nóżką!
Dopiero do mnie dotarło, że Ania, Tomek i inni mieszkańcy planety nie mieli rąk albo dłoni. Wcześniej zupełnie nie zwróciłem na to uwagi. Spytałem, kiedy Ninka to zobaczyła.
- A czy to ważne? Przecież Ania z rączkami czy bez i tak jest moją ukochaną przyjaciółką. Sam na to nie zwróciłeś uwagi – odparła zdziwiona Ninka.
- A nie zainteresowało cię to? – dopytywałem.
- Ania sama powiedziała, że na jej planecie dzieci rodzą się bez rączek, czasem bez jednej, czasem bez dłoni i jest to zupełnie normalne. Na tym polega wyjątkowość tej cudownej planety. Na przykład Ania tak dobrze radzi sobie nóżkami, że nie chce rączek, bo jej będą przeszkadzać. Poza tym Ania śmieje się, że w prawej nóżce ma wielki talent plastyczny, a w rączce chyba by go
nie miała – Ninka na chwilę zamyśliła się, po czym dodała – Ja bardzo chciałabym rysować tak, jak Ania, ale chyba nie mam talentu. No, nic nie szkodzi, bo jak zechcę mieć piękny rysunek, to moja ukochana przyjaciółka zrobi go dla mnie.
Rodzice zaniemówili z wrażenia. Najmłodsza Ninka okazała się najmądrzejszym, najbardziej otwartym członkiem naszej rodziny.
            Później Ninka opowiedziała nam, jak zaczęła się jej przyjaźń z Anią. Moja ukochana miłośniczka Pepy zajrzała kiedyś w taty lunetę i od razu zobaczyła tam dziewczynkę. Natychmiast znalazły wspólny język i zaczęły rozmawiać.
O dziwo, nikt z nas tego nie widział. Pewnie dlatego, że przyjaźń z Anią była dla Ninki tak normalna. Wcześniej siostra spodziewała się ufoludków z zielonymi trąbkami, a poznała w lunecie zupełnie normalny świat.
            Ja bardzo polubiłem Tomka – brata Ani. Godzinami rozmawiamy
o astrologii, on też interesuje się gwiazdami i matematyką. Jest w tym samym wieku co ja, świetnie się rozumiemy. Tomek nie ma lewej dłoni i wcale się tego nie wstydzi, zawsze dumnie macha mi lewą ręką, nigdy prawą:
- Prawa nie jest wyjątkowa, bo ma dłoń – śmieje się Tomek.
            Nasi rodzice na początku byli skrępowani, nie bardzo potrafili nawiązać kontakt – jedni i drudzy. Ostrożnie podchodzili do siebie, ich rozmowy były trochę sztuczne i jakieś takie dziwne. Mnie i Ninkę bawiło to, że tato bał się pomachać tacie Tomka tylko dlatego, że pan Jaworski nie ma obu dłoni. Nasz tatuś nie chciał urazić pana Jaworskiego, a przecież dla pana Jaworskiego brak dłoni był zupełnie naturalny. Okazało się, że pan Jaworski pracuje na swojej planecie jako astrofizyk, a pani Jaworska jest, jak moja mama, pisarką.
Znajomość z Anią i Tomkiem bardzo się nam przydała, ponieważ dwa tygodnie temu wprowadziła się na nasze piętro czteroletnia Emilka, która urodziła się bez lewej rączki. Najpierw jej rodzice niechętnie przechodzili obok nas. Chyba bali się, czy ja lub Ninka nie sprawimy przykrości ich córeczce. Ach, ci dorośli…
Szybko okazało się, że Emilka to fanka Pepy. Ninka i Emilka spędzają godziny na rozmowach o śwince, wymyślaniu nowych przygód, układaniu puzzli z rodzinką Pepy, oglądaniu nowych odcinków i czytaniu książeczek o śwince.
W pokoju obu czterolatek świnki zajmują 90% przestrzeni. Obie panienki chodzą w bluzeczkach z Pepą, spodniach z Pepą, rajstopkach z Pepą… Ostatnio, jak wszedłem do pokoju, dostałem piłką z Pepą w głowę, którą właśnie rzuciła Emilka. Jeszcze dwa miesiące temu obraziłbym się śmiertelnie, ale teraz przyłączyłem się do zabawy z dziewczynkami.
Zupełnie inaczej spojrzałem na moją siostrę i wiecie co…? Sam czytam Nince i Emilce bajki o Pepie. Tomek mówił mi, że Ania też jeszcze nie umie czytać, więc on również czyta siostrze.
Tomka tato i mój pracują nad bezpiecznym sposobem spotkania naszych rodzin. Z tego, co się zorientowałem, chyba niedługo to zastąpi. Mój tatuś jest bardzo tajemniczy i niezwykle zapracowany, a to może być zapowiedzią tylko czegoś wyjątkowego…
Na pożegnanie muszę podzielić się z wami moją refleksją: dorośli zwracają uwagę na to, co najmniej ważne, bo tylko to widzą, a to,
co najcenniejsze, długo jest przed nimi ukryte. Dobrze, że rodzice mają nas – dzieci.

 

 

następna bajka: "Rafał i jego gromadka"