„ O TUPTUSIU, KTÓRY DOSTAŁ DŁONIE”

 

            Bardzo daleko, w miejscu, którego nie odnajdziesz na żadnej mapie, była zaginiona wioska. Żyło w niej plemię Tuptusiów. Każdy z nich mieszkał w wydrążonych w drzewach domkach. Dorośli codziennie chodzili do lasu po drzewo na opał, albo pracowali
w przydomowych ogródkach. Ich dzieci były takie same, jak wszystkie maluchy na świecie. Kochały zabawę, psikusy i słychać je było w całej wiosce.
Rankiem, gdy tylko słońce pojawiało się na horyzoncie, dorośli rozpoczynali pracę, a małe Tuptusie wybiegały radośnie na polanę, aby rozpocząć dzień pełen zabaw.

W wiosce Tuptusiów mieszkał mały Nidiś. Był to niezwykły malec, bo urodził się bez dłoni.
Chodził często smutny i trzymał się z dala od innych.
Pewnego razu usiadł nad brzegiem rzeki i płakał:
- Gdybym chociaż na jeden dzień mógł dostać dłonie, to na pewno miałbym wielu przyjaciół.
Wszyscy bawiliby się ze mną! – mówił przez łzy.
Nagle w wodzie pojawiła się postać, której nigdy wcześniej Nidiś nie widział.
- Kim jesteś? – spytał przestraszony i zaciekawiony zarazem.
- Jestem nimfa Gabia i opiekuję się tą rzeką. Często obserwuje cię tutaj – odpowiedziała ciepłym głosem. Dlaczego płaczesz? – spytała.
- Jestem smutny, bo nie mam dłoni. Gdybym je miał wszyscy bawiliby się ze mną.
- Mogę spełnić twe życzenie, jeśli tego naprawdę pragniesz – odparła Gabia i znikła.
Nidiś wstał i pomyślał, że to wszystko zapewne mu się tylko śniło. Wrócił więc do swego domu z myślą, że było to tylko przewidzenie.

Gdy Nidiś obudził się następnego dnia, wszyscy już dawno wstali.
Nagle zaczął przecierać ze zdumienia oczka.
- Mam dłonie! Przecież to niemożliwe! – zakrzyknął z radością i niedowierzaniem.
Przypomniał sobie słowa nimfy. Był to najszczęśliwszy dzień w jego życiu.
Pobiegł natychmiast do dzieci na polanę.
-Wreszcie pobawię się z nimi. Nareszcie znajdę przyjaciół! – pomyślał.
Kiedy jednak dotarł na miejsce, nikt nie zwracał na niego uwagi.
- Mogę się z wami pobawić? – niepewnie wyszeptał.
- Nie! – natychmiast krzyknął jeden z Tuptusiów zwany Dryblasem.
- Ale zobacz. Mam już dłonie. Teraz mogę się bawić – z radością powiedział Nidiś.
- No i co z tego, że masz dłonie. My też mamy.
Smutny Nidiś cofnął się o kilka kroków, kiedy zobaczył, że Tuptusie zaczęły bójkę.
Zaciekawiony podszedł zobaczyć, co się dzieje, ale od razu oberwał od jednego z maluchów.
Jego dłoń natychmiast oddała tamtemu.
Nidiś nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Pobiegł nad rzekę krzycząc:
- Nimfo! Gdzie jesteś?!

Usiadł zrozpaczony na brzegu rzeki.
- Czego chcesz mały? – usłyszał znajomy głos.
- Nie chce tych dłoni! Wolę żyć bez nich! Tyle złego mogą czynić.
- Przecież mówiłeś, że jak będziesz miał dłonie, to znajdziesz przyjaciół – odrzekła zaczepnie nimfa.
- Nie ważne jest to, czy mam, czy nie mam dłoni. To nie dłonie były problemem! Niektórzy po prostu nie chcieli się ze mną bawić.
- Dobrze, zatem zabiorę ci dłonie – powiedziała Gabia i po chwili Nidiś był taki, jak przedtem.
Wracając do domu, zobaczył leżącą piłkę i jak zwykle zaczął odbijać nią główką. Zauważyły to inne Tuptusie.
- Patrzcie na niego! – zawołał Dryblas, ten sam, który przedtem nie chciał się bawić
z Nidisiem.
Już po chwili wszyscy okrążyli go i patrzyli na Nidisia z podziwem.
- Ej! Jak dajesz rady z tą piłką? Przecież nie masz dłoni – pytali.
- Ćwiczyłem długo i teraz potrafię. Chcecie spróbować? – spytał Nidiś.
- Tak! – odpowiedzieli.
Od tego czasu, wszyscy radośnie bawili się odbijając piłkę bez pomocy dłoni.

Od tego dnia, na leśnej polanie w wiosce Tuptusiów, codziennie było słychać śmiech malców, a szczególnie Nidisia, który sprawiał wszystkim wiele radości swymi sztuczkami i zabawami.
- Nie wiedziałem, że taki fajny z ciebie kumpel – powiedział kiedyś do niego Dryblas- Nie masz dłoni, ale jesteś taki sam jak my, a może nawet lepszy, bo musisz więcej się starać. Wiesz, podziwiam cię.
Nidiś był szczęśliwy. Wreszcie miał przyjaciół, o których tak marzył. Pewnego dnia podbiegł do brzegu rzeki i znów ujrzał nimfę, która rzekła:
- Jak pięknie się uśmiechasz! Skąd ten uśmiech?
- Zdobyłem przyjaciół. Zrozumiałem, że najważniejsze jest być sobą, a mój brak dłoni, stał się moją siłą i źródłem podziwu u innych.
- Masz rację – powiedziała Gabia i dodała -  Nie trzeba dłoni, aby dawać radość innym. 
Po tych słowach znikła i ślad po niej zaginął. Nidiś powrócił na polanę, by z nowymi przyjaciółmi bawić się aż do następnego dnia.

 

 

następna bajka: "Paluszki malutkiej Liki"