Opowieść o zającu Chybciku

Widziałeś kiedyś zimą ślady, jakie zostawiają zające? Kiedy będziesz z kimś dorosłym w lesie, musisz ich koniecznie poszukać!

         Może się jednak zdarzyć, że zamiast śladów czterech łapek zobaczysz tylko trzy, a to będzie oznaczało, że trafiłeś na ślady bardzo wyjątkowego zajączka, Chybcika.

         Chybcik różnił się troszkę od innych zajączków. Jedna z jego przednich łapek była krótsza; a to dlatego, że gdy Chybcik był całkiem malutki, wpadł w ostre sidła zastawione przez złych kłusowników. Na szczęście w porę znaleźli go dobrzy ludzie, opatrzyli zwierzątko i zaopiekowali się nim, dopóki nie nabrało sił; części łapki nie udało się jednak uratować.

         Kiedy Chybcik wrócił do swych rodziców, radości nie było końca! Wszystkie zwierzątka mieszkające w Słonecznym Zagajniku cieszyły się i tańczyły, bo Chybcik żył i był znowu z nimi! Było im przykro, że stracił część łapki, ale najważniejsze było dla nich, że ich kochany zajączek jest znów wśród nich.

         Niestety, wkrótce okazało się, że zajączki w wieku Chybcika nie chcą się z nim bawić. Chybcik bardzo posmutniał. Jego mama i tata tłumaczyli mu, że zajączki po prostu nie rozumieją, co mu się przytrafiło i dlaczego Chybcik nie wygląda tak, jak one.
         Ale dla Chybcika te słowa nie były wcale pocieszeniem, bo zajączki dalej go unikały:

  • Nie możesz się z nami bawić w leśne królestwo, bo jesteś inny, Chybciku, i nie biegasz tak szybko, jak my. Możesz być co najwyżej błaznem na dworze!

 

         Ale Chybcik nie chciał być błaznem, bo wiedział, że jest przecież takim samym zajączkiem, jak inne, i chciał się bawić tak samo, jak one. Małym zajączkom jednak nie podobało się, że Chybcik miał tylko trzy zdrowe łapki i uważały, że jest od nich gorszy.

         Mama i tato Chybcika cierpieli widząc, jak samotny jest ich synek. Pewnego razu mama Chybcika zaparzyła w łupince orzecha liść mięty, na dębowej korze położyła kilka słodziutkich malin, zaniosła to wszystko płaczącemu Chybcikowi i powiedziała:

  • Kochany synku, inni będą cię kochać i szanować za to, co masz w głowie i serduszku, nie za łapki albo brzuszek. A teraz zdradzę ci tajemnicę!

 

Chybcik postawił uszko,  a mamusia pogłaskała go po futerku i powiedziała:

  • Jeśli nie możesz robić pewnych rzeczy tak, jak inni, rób to, co możesz, a co cię interesuje – ale za to najlepiej, jak potrafisz! Gdy staniesz się w tym najlepszy, zaimponujesz innym. Wtedy już nikt nie będzie pamiętał, że czegoś nie umiesz, ale wszyscy będą mówić tylko o tym, co ci doskonale wychodzi! – szepnęła zajączkowi mama i poszła zbierać jagody.

 

„Mamusia ma rację, ale w  czym mógłbym być najlepszy?” - zastanowił się Chybcik.

„Może coś przyjdzie mi do głowy na spacerze!” - uznał zajączek i pokicał na łąkę.

         Przez swoją krótszą łapkę Chybcik kicał wolniej od innych zajęcy, ale dzięki temu miał więcej czasu, by obserwować przyrodę, którą bardzo lubił. Kiedy więc kicał tak pomalutku, nagle dostrzegł starego Pana Wiewióra, który skubał jakąś roślinkę.

  • Dzień dobry Panie Wiewiórze, co Pan robi? - zapytał grzecznie Chybcik.
  • Zbieram zioła na zimowe herbatki – odparł Pan Wiewiór.
  •  Jestem już za stary, by ganiać po drzewach z innymi wiewiórkami, a miałem już dość tego, że się ze mnie naśmiewają.

 

Chybcik posmutniał.

  • To przecież nie Pana wina, że nie jest już Pan tak zwinny – odpowiedział Chybcik.
  • Masz rację, zajączku. Tylko niemądre zwierzątka naśmiewają się z innych! Chybciku, a może zechciałbyś towarzyszyć mi w moich zbiorach? Nauczę cię co nieco!
  • Chętnie, Panie Wiewiórze! - odparł Chybcik i razem z Wiewiórem poszedł w las.

 

         Chybcikowi spodobała się ta wyprawa, bo nie musiał nigdzie pędzić ani skakać. Odtąd codzienne spacery ze starym Wiewiórem stały się jego ulubionym zajęciem. Nawet rodzice Chybcika zauważyli, że ich synek znów się śmieje i chętnie chodzi do lasu, i na każdą wyprawę dawali synkowi i Wiewiórowi kilka poziomek w  zwinięty listek.
         Pewnego wieczoru nasz zajączek przebierał ziółka, gdy usłyszał jakiś hałas; postawił więc uszka, stanął na tylnych łapkach i zobaczył grupkę polnych myszek. Każda z nich trzymała w łapkach czarny, lśniący owoc podobny do wiśni.

  • Mamo, zobacz, jakie piękne owoce znaleźliśmy – piszczały małe myszki.
  • Na pewno są równie słodkie, jak piękne! - zawołała najmniejsza mysz i już miała ugryźć błyszczący owoc, gdy Chybcik zerwał się na równe łapki.
  • Nie! Nie jedz tego! To wilcza jagoda, trująca roślina! - krzyknął mały zielarz.

 

Hałas zwabił inne leśne zwierzęta, które podbiegły do myszy.

  • Mamo, czy to prawda? - zapiszczały myszki.
  • Prawda, prawda! - Krzyknęła wystraszona mama. - Dajcie mi je natychmiast! Czy któraś z was je zjadła?!
  • Nie, Chybcik powiedział, że nie wolno ich jeść...
  • Brawo, Chybcik! Huuhuu!- zahukała stara sowa.
  • Chybcik, bohater! Brawo! - zafukał jeżyk.

 

Po chwili cały las radośnie wiwatował:

  • Hip hip, hurra! Chybcik uratował myszki!

Mama i tato Chybcika byli bardzo dumni ze swojego synka, a inne zajączki podbiegły do niego i zaczęły się przekrzykiwać:

  • Chybciku, a znasz też jakieś ziółka na błyszczące futerko? A na bolące gardełko? A na ropiejące uszko?
  • Znam – odpowiedział uradowany Chybcik. Nauczył mnie ich mój przyjaciel, Pan Wiewiór!

 

         Odtąd Chybcik nie mógł się opędzić od zwierząt, którym imponowało, że mały zajączek tyle wie o roślinach, i że chętnie pomaga innym. Zajączki, które uważały go za gorszego, same teraz wstydziły się swojej niewiedzy i uznały, że muszą Chybcika przeprosić. Wkrótce już nikt nie pamiętał o tym, że zajączek ma niesprawną łapkę. Chybcik był teraz zapraszany do wszystkich harców, a w zabawie w leśne królestwo był odtąd królem, bo wiedział o lesie najwięcej; nigdy jednak nie zapomniał o Panu Wiewiórze i codziennie chadzał z nim na spacery. Może i Tobie uda się kiedyś znaleźć w lesie ślady dwóch przyjaciół?

 

 

 

 

następna bajka: "Osiołek"