O MISIU I MOTYLKI

Słońce świeciło dziś wysoko nad gęstymi chmurami. Tym razem Motylek frunął do swojego przyjaciela Niedźwiadka wyjątkowo szybko. Wiedział, że nieubłaganie zbliża się czas, by zmienić swoje błękitno-różowe skrzydełka na kolor jesienny. Kończyło się beztroskie lato. Nawet tęcza zaczęła gubić swoje pasy, a razem z nimi zrzucać ostatnie zbiory ulubionych owoców Niedźwiadka: malin, truskawek i jagód.
- Dzień dobry, Misiu!
- Dzień dobry, Motylku! Cieszę się, że cię znowu widzę.
- Misiu, dziś zmieniam swoje skrzydełka na nowe. Przyleciałem pobawić się z Tobą ostatni raz w starych skrzydełkach.
Motylek usiadł na mięciutkim, niedźwiadkowym futerku, to znów poderwał się do lotu, to znów zagłębił się w brunatne misiowe futro. Miś, gdy tylko nie widział Motylka, skakał pociesznie z łapy na łapę. Motylek uwielbiał jak Miś tańczy. A Miś kochał widzieć Motylka i obserwować jego prześliczną urodę.
- Motylku, jak Cię nie widzę, boję się, że Cię przypadkiem nadepnę, dlatego tak szybko podskakuję. Wtedy
nawet, jeśli wlecisz mi pod łapkę to szybko się wydostaniesz. Ale Motylku, ja nie jestem taki lekki jak Ty i troszkę się już zmęczyłem.
Rozbawiony Motylek spojrzał na zziajanego Misia, po czym usiadł mu na nosie.
- Misiu, tak bardzo chciałbym polecieć do sadu i nazbierać dla Ciebie owoców, którymi tak się zajadasz. O tej porze roku maliny, truskawki i jagody mają najsłodszy smak, a wiem, że Ty, Misiu lubisz owocowe łakocie. Ale smutno mi, bo wiem, że nie mam takich łapek ja Ty, tylko skrzydełka, które mimo iż piękne nie udźwigną tylu jagód i malin jednocześnie. Misiu, czy mógłbyś pomóc mi je zrywać? Ja wybiorę te owoce, które będą miały najpiękniejszy kolor i zapach, a Ty będziesz je zbierał swoimi łapkami. Jeśli zobaczę słodki i soczysty owoc usiądę na nim. To będzie dla Ciebie znak, które owoce masz zrywać.
- Motylku, ale Ty masz genialne pomysły. Ja sam na to bym nie wpadł. Dobrze, że Ciebie mam. Oczywiście, że Ci pomogę. Będę wypatrywał, gdzie lecisz i na którym owocu usiądziesz, a wtedy pochwycę go w moje łapy i wrzucę je do wiklinowego kosza i tym sposobem uzbieramy tylko najsmaczniejsze owoce z sadu. Motylku, no to do dzieła! Leć przodem!
I tak leciał Motylek, a za nim człapał na swoich łapach jego duży przyjaciel Miś. Dotarli do sadu pełnego soczystych i kolorowych owoców: jagód, malin i truskawek. Motylek wybierał dla ukochanego Misia najbardziej pachnące i najsłodsze owoce. A kiedy już wybrał te najlepsze, siadał na nich, rozpościerał swoje skrzydełka i dawał znak Misiowi, który owoc ma zebrać. Miś czym prędzej podbiegał do Motylka i zbierał tylko te owoce, na których siedział Motylek. Uzbierali pełen kosz owoców. Miś pochwycił w swoje niedźwiedzie łapki kosz ze wspólnymi zbiorami i poczłapał za Motylkiem.
Niedźwiadek pałaszował słodkie owoce aż mu się uszy trzęsły, a Motylek patrzył jak Miś się cieszy tymi smakołykami.
- Misiu, a może zrobimy z pozostałych owoców pyszne konfitury?
- Motylku, ale ja nigdy nie jadłem konfitur i nie wiem jak się je robi.
- Misiu, ja Ci wszystko wytłumaczę. Zrobimy je razem, ja będę dosypywał składniki, a Ty będziesz je mieszał powoli i ostrożnie. Później wypełnimy konfiturami słoiki i będziesz miał zapasy na całą zimę. Gdy mnie nie będzie przy Tobie, będziesz mógł zajadać się pysznymi konfiturami i wspominać wspólne zabawy.
- Dobrze, zróbmy tak, Motylku.
Misiowi podobały się wszystkie pomysły Motylka, a i sam Motylek wiedział, że z pomocą Misia wszystko jest możliwe. Natychmiast zabrali się do pracy. Misiu mieszał łapą owoce w garnku, a Motylek dosypywał do nich cukier. Gdy Motylek uznał, że konfitury są już gotowe kazał Misiowi przełożyć je do słoików i mocno zakręcić. Potem Miś zaniósł je do ogromnej jamy w lesie, która od tej pory była jego małą spiżarnią. 
- Misiu, ja zaraz odlecę, ale pamiętaj, że masz jeszcze swoje konfitury. Gdy zimą obudzisz się głodny, skosztuj ich trochę, a wtedy Ci się przyśnię. A gdy się śni o miłych rzeczach to i zima szybciej mija. To powiedziawszy, Motylek pofrunął poszukać pięknych kwiatów, aby pomalowały mu skrzydełka na nowy jesienny kolor. Leciał nad łąkami i polami, a gdy już się zmęczył wskoczył na obłok. Ten zaprowadził go do złocistych słoneczników, margaretek, i lilii . Niedźwiadek próbował dogonić swojego przyjaciela, który stawał się coraz bardziej niewyraźny, aż w końcu zniknął. Miś wiedział, że musi przygotować sobie wygodną gawrę, w której będzie mógł całą zimę śnić o swoim wyjątkowym Motylku. Gdy smutny Miś wracał do swojego domku zobaczył jeża niosącego jabłko na swoim grzbiecie i momentalnie rozchmurzył się, gdyż w jego głowie zrodził się pewien pomysł: `A może by tak zrobić konfitury z jabłek? Sam wolę maliny, ale może jeżom zasmakuje ta jabłkowa pychotka i zimą nie będą musiały jeść szyszek tylko zdrowe owoce.`
- Jeżu, wiem, że masz za krótkie łapki żeby sam zrobić konfitury, dlatego chętnie Ci pomogę. Będę mieszał swoją grubą łapą owoce, a ty przynieś mi wszystkie jabłka z pobliskiego sadu. I tym sposobem jeszcze tego samego dnia zaczęła się produkcja jabłkowych konfitur. Jeże z lasu przynosiły na swoich kolcach czerwone soczyste jabłka, a leśne ptaki: sroki, gile, dzięcioły i sikorki pomagały sypać cukier do owoców. I tak produkcja konfitur trwała całą jesień. Na koniec Miś zarządził:
- Jeże, weźcie na swoje kolce te konfitury i zanieście wszystkim zwierzętom. A wy ptaszki, lećcie za jeżami i pomagajcie układać słoiki w spiżarniach tym zwierzętom, które mają inne łapki niż wy.
I tak jeże roznosiły konfitury po całym lesie, a sroki i sikorki ustawiały je w spiżarniach bobrów, zielonych pasikoników czy czerwonych biedronek. Gdy już cały las miał zapasy na zimę, Miś zmęczony, ale radosny ułożył się wygodnie na swoim posłaniu i zapadł w długi zimowy sen. Później leśne ptaszki doniosły mi, że co jakiś czas miś radośnie pochrapywał, śniąc o przyjemnych rzeczach. Ptaszki nie wiedziały, o czym Miś śnił tej zimy, ale ja i Wy kochane dzieci dobrze wiemy, o kim śnił Miś. I niech to będzie naszą słodką tajemnicą.

 

 

 

następna bajka: "Opowieść o czterech porach roku"