O KŁOPOTACH WĘŻUSIA SYCZKA

              HISTORIA Z PIŁKĄ 

 

Żył sobie kiedyś wąż Syczek, który był bardzo wesoły i przyjacielski.

Tak uważało każde zwierzątko, które przychodziło na leśny plac zabaw. Mimo to Syczkowi  często było smutno, bo wydawało mu się, że jest  inny, gorszy niż pozostałe zwierzęta z polany. A wszystko przez to, że jako jedyny na placu zabaw nie miał rączek. Wszystkie zwierzątka, które tu się bawiły miały wspaniałe łapki, za pomocą których lepiły babki z piachu,  wspinały się po drabinkach, bawiły się skakanką i robiły inne wspaniałe rzeczy. Wtedy Syczek   cichutko siadał za krzaczkiem  na brzegu placu tak, żeby go nikt nie widział  i z ukrycia obserwował zabawy pozostałych zwierzątek. Tak też  było pewnego letniego  dnia, gdy na dworze świeciło słoneczko.  Na polance zebrali się  lisek, wiewiórka, sarenka, żółwik, myszka i zajączek. Zwierzątka  postanowiły pobawić się piłką. Gdy zobaczył to Syczek, który  radośnie podążał  na polankę, natychmiast zatrzymał się i ukrył  za krzakiem  z zazdrością obserwując zabawę kolegów.

- Tak chciałbym móc  z nimi pobawić się piłką- myślał z żalem siedząc cichutko w ukryciu.

 

 

 

Gdy tam  marzył, nagle ze strachem dostrzegł, że piłka leci prosto na niego, a wszystkie zwierzątka patrzą na jego kryjówkę. Wtedy Syczek  nie zastanawiając się, odbił piłkę głową. Pozostałe zwierzątka zaczęły bić mu brawo, bo  piłka  wylądowała dokładnie na środku polany.
- Co tu robisz Syczku w tych krzakach, podglądasz nas?- zdziwił się głośno  lisek Rudek- dlaczego nie zagrasz z nami?                         Pozostałe zwierzątka z ciekawością podeszły do miejsca, w którym zobaczyły Syczka.  A ten zawstydzony, ze spuszczoną głową, wyszedł z kryjówki.
-Bo…. ja, ja… tak bardzo bym chciał z Wami bawić się piłką. Ale przecież nie mam rączek takich jak wy i nie mogę rzucać piłki – z płaczem wyjąkał Syczek. 
Wszystkim zrobiło się przykro, że nie pomyśleli o swoim koledze i że on tak się smucił, gdy oni wspaniale się bawili.

- Syczku, przecież ty świetnie odbijasz piłkę swoją główką i możesz jej używać  zamiast rączek. Twoje odbicie było wspaniałe! - z zachwytem przypomniał  sobie zajączek Kitka.

 

- Kto cię tego nauczył?-  spytała myszka Pysia.
-Tatuś. Często tak sobie trenujemy – z dumą odpowiedział Syczek.
        - Syczku, a może nas też trochę potrenujesz, bo my nie umiemy odbijać piłeczki głowami, przecież to wydaje się takie trudne - poprosiła myszka  Pysia.
- Oczywiście, że was nauczę – z radością odpowiedział Syczek i przyjął podanie od żółwika Skorupki.
A wszyscy zaczęli się cieszyć, że Syczek  z nimi gra, a nawet został  ich trenerem. Wesoło razem przystąpili do dalszej zabawy. Od tego dnia Syczek już nie wstydził się grać w piłkę na leśnym placu zabaw.

HISTORIA O MALOWANIU     

Skończyło się lato i plac zabaw na leśnej polanie opustoszał. Wszystkie zwierzątka po wakacyjnej przerwie zaczęły chodzić do leśnego przedszkola. W przedszkolu było bardzo ciekawie. Dzieci uczyły  się śpiewać nowe piosenki,  recytować wiersze na różne okazje. Wąż Syczek bardzo chętnie występował przed swoimi kolegami. Jednak były też takie zajęcia w przedszkolu, których bardzo nie lubił. Było to  malowanie. A wszystko przez to, że jako  jedyne zwierzątko w grupie nie miał rączek i wydawało mu się, że nie ma żadnego sposobu, żeby mógł coś namalować. Wymyślał wtedy, że boli go brzuszek i  kładł się na materacyku. Z żalem obserwował, jak świetnie bawiły się  pozostałe zwierzątka  na sali.
Pewnego razu  smutną minę Syczka zauważyła pani przedszkolanka. Pomyślała sobie, że coś za często Syczka boli  brzuszek, gdy są prace plastyczne. Postanowiła to zmienić.
- Kochane dzieci , a teraz poćwiczymy inne części naszego ciała. Nie będziemy teraz już malować rączkami, tylko ustami – powiedziała pani.
- Ale fajnie! A jak to się robi? – zaczęły dopytywać się przedszkolaki.
Pani im pokazała jak brać pędzel w usta i wszyscy z zapałem zabrali się za malowanie. Syczek spojrzał na dzieci przy stolikach i pomyślał, że on też może spróbować tak malować. Przecież oni teraz nie używają rączek, prawie tak jak on.
- Proszę pani, już mnie brzuszek nie boli, czy mogę też spróbować?- zapytał z nadzieją w głosie Syczek.
- Ależ oczywiście Syczku, usiądź przy stoliku- odrzekła pani z chytrym uśmiechem na twarzy.
skanuj0004.jpg

 

 

 

Wszystkie prace były bardzo ładne. Pani powiesiła je na tablicy i wspólnie cała grupa oceniła, że rysunek Syczka jest najładniejszy, bo był bardzo kolorowy i byli na nim wszyscy z grupy: lisek, wiewiórka, sarenka, żółwik, myszka, zajączek i pani. I każdy siebie rozpoznał na obrazku.
Syczek był bardzo szczęśliwy. Od tej pory już nie bolał go brzuszek, gdy było malowanie. Gdy inni brali swoje kredki w rączki, on  brał pędzelek do ust  i tworzył przepiękne obrazki. Najważniejsze było to, że  nikt z niego się śmiał, a jego prace wszystkim bardzo się podobały.

 

 

 

                                                                                      

 

następna bajka: "O kotce na trzech łapach, która stała się tygrysicą"