O Dzielnej Kaczuszce Amelii


Po raz kolejny przyszła wiosna. Rośliny już dawno obudziły się z zimowej drzemki i
wszędzie widać było zielone pędy i małe listki. W samym środku lasu, nad stawem w gnieździe
leżało pięć małych jajeczek. Ledwie promienie wiosennego słońca padły na pierwsze jajko, zaczęło
się ono ruszać! Skorupka pękła i zaraz w dziurce pojawił się mały dziobek.
- Kwa, kwa! - powiedział dziobek i zaraz za nim wychyliła się ze żółciutka główka. Reszta jajeczek
jakby tylko na to czekała. Mama Kaczka i Tata Kaczor patrzyli z uśmiechem, jak wszystkie jajka
zaczynają drżeć i pękać, a z każdej skorupki gramoli się na świat małe, żółciutkie kaczątko. Potem
Tata Kaczor strząsnął z główki ostatniego kaczorka resztki skorupki, a Mama Kaczka wzięła
wszystkie dzieci pod swoje duże skrzydła. Szybko zauważyła, że jedna kaczuszka była wyjątkowa.
Była tak samo żółta i puszysta jak reszta, ale miała tylko jedno skrzydełko. Mimo tego kwakała tak
samo wesoło jak cała reszta, a czarne oczka patrzyły ciekawie na świat. Mama Kaczka przytuliła
wszystkie kaczątka do siebie – Dam ci na imię Amelia – pomyślała.
Czas mijał szybko, a małe kaczątka rosły jak na drożdżach. Najbardziej lubiły pływać w
stawie, gdzie chlapały się wodą, goniły i nurkowały. Najlepiej ze wszystkich pływała Amelka.
Potrafiła nurkować nawet głębiej niż jej starszy brat – ten, który pierwszy wyszedł z jajka. Umiała
też siedzieć pod wodą najdłużej ze wszystkich małych kaczątek w stawie.
A było tych kaczątek całe mnóstwo. Miały swoich rodziców i swoje własne gniazda, tak jak
Amelka i jej rodzeństwo. Braciszkowie i siostry Amelki chętnie się z nią bawili, ale inne małe
kaczuszki bały się trochę. Często tylko uważnie przyglądały się Amelii, bo nie wiedziały jak się
bawić z kimś, kto ma tylko jedno skrzydło. Starsze kaczątka przezywały ją nawet. – Amelka bez
skrzydełka! - wołały i śmiały się na widok oburzonych min starszych kaczek. Amelii było przykro
że tak na nią patrzą. Wróciła do gniazda i opowiedziała o wszystkim swojej Mamie. - Ja przecież
nie mam skrzydła. Jestem inna niż reszta kaczek! - zakończyła prawie płacząc.
Mama Kaczka pogładziła ją po główce i rzekła - Przyjrzyj się uważnie wszystkim kaczkom w
stawie. Każda z nich jest inna. Twój braciszek ma brązową plamkę na skrzydle, twoja siostra ma
najbardziej żółte piórka. A ty, masz jedno skrzydełko. Nic w tym złego. Każdy jest inny, każdy
wyjątkowy. Może nie nauczysz się latać, ale za to żadna kaczuszka nie będzie pływać tak szybko i
zwinnie jak ty! Już teraz nurkujesz najlepiej ze wszystkich kaczątek. Nie liczy się to jak wyglądasz,
ale to czy masz dobre serduszko. Inne kaczki też to w końcu zrozumieją. - Mama kaczka
pocałowała Amelkę i szepnęła jej na koniec do uszka – Pamiętaj zawsze, że kocham cię najbardziej
na świecie. Tak jak twój Tata, braciszkowie i siostry. I kochamy cię właśnie taką jaka jesteś –
wesołą, odważną i z jednym skrzydełkiem.
Minęła wiosna i przyszło lato. Kaczuszki powoli przyzwyczaiły się do Amelki, więc oprócz
braci i sióstr miała też kilkoro oddanych przyjaciół z którymi bawiła się i ścigała w wodzie. Jednak
przezwisko przyjęło się i reszta stawu dalej wołała na nią 'Amelka bez skrzydełka'. Tyle tylko, że
teraz już Amelia nie przejmowała się tym wcale. Kiedy reszta kaczątek zaczęła uczyć się latać,
dalej ćwiczyła pływanie i nurkowanie. Inne kaczątka zazdrościły jej, że umie wyłowić
najsmaczniejsze kąski – nikt nie potrafił szukać jedzenia tak głęboko pod wodą jak ona. Chętnie też
dzieliła się znalezionymi smakołykami z rodzeństwem i przyjaciółmi.
Lato było ciepłe, staw duży, a wszystkie kaczki najedzone i wesołe. I byłoby prawie zupełnie jak w
bajce, gdyby w okolicy nie pojawił się Lis. Zakradał się do położonych na brzegu gniazd, i
wybierał z nich jaja, a czasem udawało mu się nawet złapać jakąś nieostrożną kaczuszkę... Strach
zapanował wśród nad stawem. Kaczki uciekały słysząc najmniejszy szelest, bo wydawało im się że
to właśnie skrada się zły Lis. Po każdym trzasku gałązki podrywały się w powietrze. Chodziły więc
wszystkie zmęczone i przygnębione. Ale co mogły zrobić takiemu wielkiemu Lisowi małe i słabe
kaczki?
Amelia nie bała się Lisa. W prawdzie nie mogła latać, ale za to tak szybko dawała nurka pod
wodę, że żaden drapieżnik nie byłby w stanie jej chwycić. Widziała jednak, że inne kaczki boja się
bardzo i mizernieją, bo zamiast spokojnie szukać jedzenia wyglądają tylko Lisa. Myślała i myślała,
aż w końcu znalazła rozwiązanie. Od tej pory zawsze wkoło stawu na drzewach siedziało
przynajmniej pięciu kaczych strażników. Amelia nie mogła sama podlecieć i siąść na drzewie, poza
tym była jeszcze za mała. Ale to dzięki jej pomysłowi strażnicy z góry obserwowali las wokół, a
kiedy tylko zobaczyli skradającego się Lisa głośnym kwakaniem ostrzegali resztę kaczek, które
miały czas żeby uciec. Wszyscy patrzyli teraz na Amelkę z podziwem, a życie w stawie trochę się
uspokoiło. Kaczki czuły się bezpieczniej, jednak nie było to idealne rozwiązanie. Lis nadal
regularnie podkradał się do gniazd i wybierał z nich jajka, które nie mogły przecież jak kaczki
schować się, zanurkować, czy odlecieć.
I tym razem to właśnie Amelia znalazła rozwiązanie. Razem z innymi kaczkami
przygotowała pułapkę. Kaczki starannie wybrały miejsce gdzie rosła wysoka trzcina i przez kilka
dni wytrwale kopały dołek pod brzegiem. Pomagali wszyscy i stare kaczki i małe kaczątka. Bardzo
szybko brzeg stał się tak cienki, że mógł z łatwością utrzymać kaczkę, ale gdyby stanął na nim ktoś
cięższy natychmiast zapadłby się pod wodę. Teraz należało już tylko przekonać lisa, żeby wszedł w
pułapkę. Amelka wiedziała, że pływa najszybciej i ma największe szanse uciec Lisowi. Zgodziła się
więc zostać przynętą, chociaż bardzo się bała.
Wyznaczonego dnia strażnicy ustawili się jak zwykle na swoich drzewach, jednak kiedy
zobaczyli Lisa zamiast kwakać na alarm podlecieli jedynie do stawu żeby po cichu ostrzec resztę.
Wszystkie kaczki pochowały się w gałęziach lub pod wodą. W stawie tuż przy samym brzegu
została jedynie Amelka. Spokojnie czyściła piórka i udawała, że wcale nie widzi skradającego się
drapieżnika. Lis tymczasem spostrzegł ją i pomyślał sobie – Jaka mała, smaczna kaczuszka. Nie ma
skrzydełka, więc na pewno mi nie ucieknie! - sprężył się do skoku i już chciał złapać Amelkę, ale ta
dała błyskawicznie nurka pod wodę. Lis nawet nie zdążył się zdziwić szybkością kaczuszki, bo
nagle tam gdzie była trawa zrobiło się mokro, a po chwili cały kawałek brzegu na którym stał
osunął się do wody. Lis przeraził się nie na żarty. Nie umiał przecież zupełnie pływać!
Bezskutecznie machał łapami próbując utrzymać się na powierzchni. W końcu ostatkiem sił udało
mu się jakoś dosięgnąć brzegu. Jednak kiedy tylko wydostał się z wody do ataku ruszyły starsze
kaczki. Całą gromadą zaczęły bić skrzydłami i dziobać osłabionego Lisa, który nie mógł zrobić nic
innego jak tylko podkulić ogon i uciec daleko, daleko w las. - Uciekaj, uciekaj Lisie i nigdy nie
wracaj! - kwakały za nim kaczki. I rzeczywiście, po tej przygodzie nikt już więcej nie widział Lisa
w tej części lasu.
Kaczki cieszyły się i świętowały. A Amelka? Zyskała powszechny szacunek, kaczki
wiedziały że jest mądra i pomysłowa, więc często przychodziły do niej po radę. Zniknęło także jej
dawne przezwisko. Już nikt w stawie nie pamiętał o 'Amelce bez skrzydełka'. Teraz była nazywana
Dzielną Amelią, a mamy kaczki jeszcze długo opowiadały swoim dzieciom o pomysłowej
kaczuszce, która mimo braku skrzydełka pływała lepiej niż inni. I mimo że była bardzo malutka,
dzięki sprytowi i odwadze potrafiła z pomocą innych kaczek przechytrzyć wielkiego i złego Lisa

 

 

 

następna bajka: "O dzielnym Bondo"