O CZARNEJ PUSTCE I RYBAKU

Daleko, daleko, tam, gdzie między równiną a górami przecina się bieg dwóch ogromnych rzek, jest jezioro. Wysokie fale wesoło się kołyszą, a mnóstwo ryb kołysze się wraz z nimi. Na brzegu rośnie las, a potem roztaczają się łąki, a jeszcze dalej sad i znów łąki. Brzeg jest tak długi, że trzeba mieć osiem wolnych dni żeby obejść jezioro. A drzew na tym długim brzegu rośnie tyle, że z desek można by zbudować most na Księżyc i z powrotem.
Pewnego słonecznego dnia drogą wzdłuż jeziora szedł młodzieniec. Wesoło pogwizdywał i cieszył się zapachem rozgrzanych w słońcu kwiatów.
Zdarzyło się tak, że wzdłuż tego samego brzegu płynął łódką stary rybak. Obaj mężczyźni pozdrowili się przyjaźnie.
– Hej młodzieńcze, dokąd idziesz?
– Oj, daleko, do złotnika Marcela! – odparł chłopak.
– Oj, to przecież aż na drugim krańcu jeziora. Łódką będzie dwa razy szybciej. Wskakuj, to popłyniesz ze mną.
I w dalszą drogę ruszyli razem. Wesołe pogwizdywanie niosło się po wodzie, a zamiast kwiatami, w powietrzu pachniało rybą i glonami.
– A jaki ty masz interes u złotnika, powiedz? – zapytał rybak, gdy upłynęło już dużo wody.
– Potrzebuję dwóch najpiękniejszych bransolet.
Stary ze zdziwienia aż zamrugał swoimi małymi oczami.
– Nie obraź się młodzieńcze, ale po co bransolety komuś, kto nie ma rąk?
– Ja rąk nie mam, ale moja ukochana ma najsmuklejsze, najgładsze i najczulsze rączki na całym bożym świecie. Chcę, by była moją żoną, i chcę, by w prezencie ślubnym przyjęła ode mnie bransolety.
– No i wszystko jasne – z uśmiechem odparł rybak – och, ci młodzi! Gorące serce robi z nimi, co chce!
Gdy słońce zachodziło, minęła połowa podróży, malutka łódka znalazła się na samym środku ogromnego jeziora. Wiatr nią lekko kołysał, a fale uderzały o burtę. Chłopak nigdy jeszcze tak daleko od brzegu nie odpływał i takiego zachodu nie widział. Stary widział ich miliony, ale i tak gapił się w różową tarczę z buzią otwartą z przejęcia.
Potem przyszła noc, niebo zrobiło się czarne i zaświeciły gwiazdy. Rybak usnął, kołysany falami do snu, jak dziecko w kołysce. Młodzieniec słuchał jego chrapania, ale nie dlatego nie mógł spać. Na myśl o niespodziance, jaką sprawi ukochanej, jego serce rozpierała taka radość, że chciało mu się śpiewać. Jednocześnie chciało mu się płakać, że dziewczyna nie widzi tych gwiazd, tak wspaniałych, jak nigdzie na lądzie. Oj, serce wielkie, jak tu się ułożyć z takim? Żeby chociaż można było się wygadać towarzyszowi, ale on śpi. Na dodatek śpi z rozchełstaną koszulą. Ale co to? Spod rozpiętej koszuli coś wygląda.
Chłopak się nachylił, łowiąc obraz w blasku gwiazd. Tam, gdzie każdy nosi serce, u rybaka wielka dziura! Nic i dziura, czarna pustka łypie okiem.
– Coś zrobiła z jego sercem – groźnym głosem spytał chłopak.
– Ja? Ja nic nigdy nie zrobiłam. On swe serce, lata temu, rzucił diabłom na pożarcie.
– Co ty gadasz podła pustko! Ty o moim przyjacielu mówisz, licz się lepiej ze słowami!
Stary kaszlnął i podrapał się po brzuchu, a na zachodzie niebo stało się jeszcze bardziej czarne i gwiazdy w nim znikały.
– A teraz posłuchaj, co ci powiem chłopcze – wyszeptała pustka. – To nie jest twój przyjaciel, on cię o świcie rzuci na przynętę. Na wielką rybę będzie polował!!
Pustka zamilkła. Rybak obrócił się na bok, a ostatnia gwiazda zniknęła za chmurami. Zapadła nieprzenikniona ciemność. Młodzieniec nie miał czasu zapłakać nad prawdą, którą usłyszał, bo nad jeziorem zerwała się straszliwa burza. Wiatr szalał i gnał fale, które robiły się coraz wyższe i wyższe. Łódka w mgnieniu oka znalazła się pod wodą. Stary łajdak zaczął wierzgać  rękoma, chcąc utrzymać się na powierzchni, ale pustka, którą miał zamiast serca, szybko napełniła się wodą i poszedł na dno, jak ciężki grzech. A młody chłopak? Nie bił rękoma, tylko wziął głęboki wdech i płynął. Płynął i płynął, aż dotarł do brzegu. Po drodze pokonał sto fal, sięgających aż do nieba. Pokonał cały swój lęk i zmęczenie. Niech będzie już brzeg, niech utulą go już ramiona ukochanej.
Mokry piasek. Sztorm wyrzucił na brzeg kilka desek i dużo muszelek. Leży wśród nich chłopak. Głowę ma już na kolanach swojej ukochanej, która czule go tuli.
Szykuje się wielkie wesele. Dziewczyna będzie żoną, nawet bez cudnych bransolet. Bo ryby świetnie pływają, mimo że rąk nie mają, ale nie ma takiej, która by serca nie miała.

 

 

następna bajka: "O Długorękim, Jaśku i psie który wabił się Azja"