Nie za coś, ale pomimo czegoś…

Grześ był przedszkolakiem. Włosy miał czarne, oczy niebieskie. Wyróżniał się na tle innych swą inteligencją. Był samotny, gdyż inne dzieci go nie rozumiały. Trudność w kontaktach z innymi brała się u niego z braku wyrozumiałości dla jego sposobu bycia. Jego starszy kolega, Januszek, wielokrotnie próbował przekonać go do otwarcia się na kolegów. Sam Januszek był bardzo miłym chłopcem i łatwo nawiązywał kontakty.
            Pewnego grudniowego dnia do grupy Grzesia w przedszkolu dołączyła nowa koleżanka – Renia. Opiekunka przedstawiła ją dzieciom. Klasa zareagowała obojętnością na jej przybycie. Uznali ją za inną od siebie, ponieważ miała pewną widoczną wadę – nie miała rączek, a jedynie ramiona.
Dzieci nie przejęły się nową koleżanką. Nie zwracały na nią uwagi, choć z dala od niej komentowały jej wygląd. Unikały jej.
Także Grześ trzymał się z boku, jak zwykle zresztą. Nie podobało mu się jednak takie zachowanie w stosunku do nowej koleżanki. Uważał to za niestosowne. Wielokrotnie rozmawiał o tym z Januszkiem, który znał Renię, ponieważ mieszkała na tej samej ulicy. Oboje rozmawiali o wspólnej znajomej. Grześ już jakiś czas temu chciał z nią porozmawiać, ale bał się. Obawiał się, że może powiedzieć coś nie na miejscu, zasmucić koleżankę, a przez to sprawić, że i ona nie będzie się z nim dogadywać. Grzesiowi zależało na znajomości z Renią. Czuł wewnętrzną więź z nią. Miał swój powód.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia i dzieci obchodziły swoją grupową wigilię w przedszkolu. Nadszedł czas składania życzeń. Dało się słyszeć różne formułki. Każdy każdemu życzył wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku. Ale dzieci składały życzenia wszystkim poza Renią. Sama podchodziła więc do każdego i życzyła wszystkiego, co najlepsze. Nie oczekiwała współczucia ani szczególnego zainteresowania sobą. Nikt nie lubi być odrzucany. Jest to trudne tym bardziej, gdy taka wada, jak brak rączek, stanowi przeszkodę.
Ostatnim, który składał Reni życzenia był Grześ. Podszedł do niej sam. Znalazł w sobie tyle odwagi, by to uczynić. Nieśmiało przypomniał koleżance, jak się nazywa. Odwzajemniła to uśmiechem. Grzesio zawstydził się, ale nie dał tego po sobie poznać. Złożył Reni życzenia. Nie były może najpiękniejsze, ale za to szczere.
Potem Grześ dumnie gawędził z niebieskooką koleżanką, ciesząc się z odnalezienia bratniej duszy. Wspomniał jej o Januszku. Renatka żałowała, że nie miała wcześniej możliwości poznać Grzesia, który był szczęśliwy, widząc błysk radości w oczach koleżanki.
Wigilia skończyła się, a dzieci porozjeżdżały się do domów.
Podczas przerwy świątecznej Grześ dużo rozmyślał o Renatce. To, że ją spotkał wśród dzieci, mających go za „innego” było czymś niezwykłym według niego. Nie rozumiał, dlaczego inne dzieci za nią nie przepadają. Zdawał sobie sprawę, że jedyny problem tkwił w braku rączek. Ale co z tego? Przecież ta śliczna i mądra blondynka jest tak wspaniałą osobą. Dzieci mogą pomagać jej, kiedy ona sobie nie radzi. To oczywiste, że potrzebuje ona pomocy, ale dlaczego inni tego nie rozumieją?
W okresie świątecznym Grześ rozmyślał o tych sprawach. Chciał pojechać do Januszka i przy okazji spotkać Renię, ale śnieżyce utrudniały nawet wyjście z domu.
Po feriach dzieci wróciły do przedszkola. Grześ, nawiązując do swych przemyśleń, podjął decyzję o powiedzeniu innym, że powinni zmienić swój stosunek do Renatki. Kiedy zrobiło się ciszej, nie do końca pewnie, ale za to niezwykle umiejętnie, zaczął przemawiać. Odsunął krzesełko, stanął na nim i mówił. Niespodzianie całą grupa z uwagą słuchała następujących słów Grzesia:

  • Ponad miesiąc temu dołączyła do nas Renatka. Wydaje mi się, że nie jest odpowiednie nasze nastawienie do niej. Wielu z nas unika jej lub okazuje obojętność? Nie powinniśmy jednak oceniać kogoś, mając na uwadze tylko jego ułomności. Brak rączek nie jest czymś strasznym. Uwierzcie mi. Sądzicie, że to coś okropnego. To tylko wrażenie, bo jest to coś nowego. Wiem, jakie to trudne...

W jego oczach pojawiły się łzy.

  • Moja mamusia nie ma dłoni. Mimo to żyje dość normalnie. Razem z nią i z tatą stanowimy szczęśliwą rodzinę. Wspieramy się wzajemnie. Tak też powinno być w naszej grupie. Pomagajmy Reni. Polubmy ją . Ale nie tylko za to, jaka jest, ale też mimo jej dysfunkcji.

Grześ przerwał. W sali nastała cisza. Dzieci po chwili zadumy, spojrzały na Renatkę Jedna z dziewczynek podeszła do niej i przeprosiła za dotychczasowe zachowanie grupy oraz przyznała rację Grzesiowi.
Tego dnia dzieci wręcz dobijały się do Reni, by porozmawiać z nią, pożartować i pobawić się.
Minęło kilka dni. Renia została zaakceptowana przez grupę. Podobnie Grześ. Dzięki niemu nastąpiła zmiana na lepsze wśród dzieci. Teraz stał się on kimś ważnym.
Bardzo dużo czasu spędzał on z Renią. Rozmawiali o wspólnych zainteresowaniach, ulubionych grach i zabawach oraz o chorobach Reni oraz mamy Grzesia. Po pewnym czasie cała grupa swobodnie o tym mówiła. Okazało się, że kilkoro dzieci miało już kontakt z ludźmi z podobnymi dysfunkcjami. Renia wreszcie czuła się swobodnie.
Dobiegał końca drugi miesiąc jej pobytu w przedszkolu.
Wkrótce okazało się, że Renatka musi opuścić grupę, ponieważ była tam tymczasowo, oczekaując miejsca w przedszkolu dla dzieci z wadami rozwojowymi.
Dzieci bardzo się rozczarowały. Wiele z nich tak bardzo zaprzyjaźniło się z Renią, że nie mogło się pogodzić z jej przeniesieniem. Pytały one opiekunkę o możliwość pozostania Renatki. Przedstawiła ona prośby dzieci rodzicom dziewczynki. Okazało się, że mała też nie chce opuszczać nowych przyjaciół i jest możliwe jej pozostanie w tej grupie do wakacji.
Dzieci ucieszyły się. Szczególnie Grześ, który nareszcie był spokojny o kontakt z Renią.
Chłopiec, który izolował się od innych, teraz był wśród nich kimś istotnym i zyskał przyjaciółkę. A Renatka stała się ważna dla funkcjonowania grupy przedszkolaków. Grześ zmienił sposób patrzenia na świat całej grupy, a Renia dzieliła się teraz swymi radościami z innymi– w tym nie przeszkadza, jak się okazało, brak rączek.

 

 

następna bajka: "Nieznajoma"