Nie tak dawno temu i nie daleko stąd, mieszkało szczęśliwe małżeństwo. Mieli oni malutką córeczkę- Joasię. Rodzice kochali ją nad życie. Dla mamy i taty dziewczynka była idealna pod każdym względem. Jednak wielu ludzi patrzyło na nią inaczej, ponieważ od urodzenia nie miała rąk. Asia nie zwracała na to uwagi. Nie przeszkadzało jej to, do pewnego czasu. Joasia nigdy nie bawiła się ze swoimi rówieśnikami. Kiedy oni biegali, grali w piłkę, dziewczynka siedziała cichutko w domu, obserwując innych. Rodzice nie pozwalali jej robić nawet najprostszych rzeczy, wyręczali ją we wszystkim. Przez to nic nie potrafiła robić, a nie długo miała pójść do szkoły. Postanowiła to zmienić. Chciała pozamiatać w kuchni, ale nie potrafiła utrzymać miotły. Wieczorem miała ochotę zjeść coś pysznego. Efekt był marny, nie potrafiła nawet wyciągnąć chleba. Było jej z tego powodu bardzo smutno. Wybiegła z domu płacząc. Nie wiedziała, co zrobić, czuła się okropnie. Zdenerwowana Asia biegła przed siebie. Nie zauważyła, jak bardzo oddaliła się od domu. Nagle rozpętała się okropna burza. Wiatr przeraźliwie uderzał o drzewa, zaczął padać deszcz. Wszędzie było szaro i ponuro. Przestraszone dziecko ze zmęczenia usiadło na ogromnym pniu i zasnęło. O świcie obudził ją śpiew ptaków. Wszystko wydawało się inne. Straszne krzewy stały się piękne i zielone, dookoła było kolorowo i wesoło. Dziewczynka nie wiedziała skąd się tutaj wzięła i co się stało. Po chwili wszystko stało się jasne… Zrobiło jej się przykro. Nagle w krzakach obok, coś zaczęło się przeraźliwi ruszać. Liście z szumem opadały na ziemie, ptaki umilkły i pochowały się w swoich gniazdkach. Joasia już chciała uciekać. Aż tu nagle zobaczyła, że okropny stwór, okazał się malutkim stworzonkiem. Mała postać miała, może z pół metra wysokości, długie i odstające uszy. Drobna osóbka ubrana była w maluteńkie, zielone spodenki na szelkach. Aśka ze zdziwienia przetarła oczy, sama nie wierzyła, w to, co zobaczyła. W jednej chwili maluszek przemówił. Powiedział, że jest skrzatem i od stu lat mieszka w lesie. Krasnal był zdziwiony, że tak mała dziewczynka sama spaceruje po lesie. Joasia opowiedziała o wszystkim nowo spotkanemu koledze. Krasnoludkowi zrobiło się żal małej dziewczynki. Zaproponował jej pomoc. Powiedział, że przywróci jej ręce. Joanna, aż podskoczyła z wrażenia. Nie zastanawia się ani chwiejąc, przytaknęła na propozycję karzełka. Skrzat oznajmił jej, że musi iść z nim w daleką podróż, za miasto. Asia zgodziła się bez wahania.  W samo południe wyruszyli w drogę. Zatrzymali się na skraju gaju, bo przed nimi wyłoniła się ogromna sterta gałęzi. Była tak duża, że nie mogli jej ominąć. Karzeł zaczął małymi rączkami przekładać najmniejsze kawałki, ale szło mu to bardzo powoli. Przez ponad godzinę namawiał dziewczynkę, aby mu pomogła. Ona jednak tłumaczyła się, że nie może tego robić, bo nie ma rąk. Jednak, gdy zaczęło jej się bardzo nudzić, usiadła na ziemi i obiema nogami zaczęła przekładać patyki. Po chwili przeszli na drugą stronę sterty. Dopiero wtedy Asia zorientowała się, że to ona sama zrobiła, bo skrzat smacznie spał na polance obok. Joanna była zdumiona. Nigdy nic nie przeniosła, chociażby było to najlżejsze piórko. Ze zmęczenia położyła się na trawie i zasnęła. Obudziła się o świcie. Była bardzo głodna, aż burczało jej w brzuchu. Krasnoludek przyniósł jej mnóstwo liści i powiedział, żeby je zjadła. Jednak dziewczynce to nie smakowało. Wytłumaczyła mu, że ludzie nie jedzą takich rzeczy. Joasia zobaczyła obok dwa jajka. Przypomniała sobie, że mama zawsze smażyła jej na patelni jajecznice. Asia nie miała rąk od łokci do dłoni, ale miała krótkie zaczątki kości ramiennej, którymi  jak się zorientowała mogła sprawnie poruszać. Delikatnie wzięła nimi jajko i ostrożnie rozbiła, na rozgrzany przez słońce kamień. Znowu zrobiła to sama, była zdumiona. Ciągle zadawała sobie pytanie - jak to jest możliwe? Krasnoludek powiedział Asi, że jest z niej bardzo dumny i razem sobie poradzą ze wszystkim. Ruszyli w dalszą drogę. Kiedy byli już niedaleko miasteczka, zaczął padać deszcz.  Musieli gdzieś znaleźć schronienie. Niedaleko znaleźli małą jaskinię, w której przeczekali ulewę. Dziewczynce czas zaczął się przeraźliwie dłużyć, więc wzięła kilka gałęzi, związała sznurkiem w okazałą miotłę. Jednak wahała się, bo przypomniała sobie, jak kilka dni temu próbowała zrobić to samo w domu. Ogarnął ją lęk i zwątpienie. Skrzat przypomniał jej, jak zrobiła dla nich przejście, pomiędzy ogromną stertą patyków i przygotowała śniadanie. Joasie bardzo to zmotywowało i w kilka minut wszystko było posprzątane. Sprawiło jej to ogromną satysfakcje. Była szczęśliwa, że sama potrafiła tego dokonać. Teraz poczuła, że wszystko może zrobić a to, że nie ma rąk wcale nie musi jej ograniczać. Stojący obok karzełek, dyskretnie uśmiechnął się za uchem i wydał komendę, że pora ruszać w dalszą drogę. Deszcz przestał padać, a słońce wesoło uśmiechało się zza chmur. Asia wędrowali jeszcze przez dwa dni, aż w końcu stanęli u progu małego, drewnianego domku. Mieszkała w nim babka Zielarka. Starsza kobieta potrafi czynić cuda. Gdy weszli do środka, krasnal opowiedział Zielarce całą historię Joanny. Po długim namyśle, babcia powiedziała, że nic nie jest w stanie zrobić w tej sprawie. Krasnoludkowi zrobiło się bardzo przykro. Jednak dziewczynka uśmiechnęła się do przyjaciela i powiedziała, że ona już odzyskała ręce. Skrzat początkowo nie rozumiał, o czym dziewczynka mówi. Ona mu odpowiedziała, że dzięki tej podróży zrozumiała, że brak rąk jej nie ogranicza. Dla karła wszystko stało się jasne. Zadowoleni ruszyli w drogę powrotną. Od tej pory rodzice Asi traktowali ją, jak każde dziecko. Pozwalali jej wszystko robić samej. Pomimo, że nie odzyskała rąk była szczęśliwa i zadowolona. Uwierzyła w siebie. Kilka miesięcy później poszła do szkoły i była najlepsza z całej klasy. Żyła długo i szczęśliwie, od czasu do czasu spotykając swojego małego przyjaciela.

 

 

następna bajka: "Nie za coś, ale pomimo czegoś... "