Neli
Daleko stąd, na planecie Rubin, żyła jasnowłosa dziewczynka, której na imię było: Neli.
Rubin wyglądem przypominał Ziemię. Były tam góry i morza, rosła zielona trawa i szumiały drzewa. Rubinianie różnili się jednak od Ziemian. Mieli bardzo długie ręce. Bez schylenia mogli dotknąć palcami podłogi. Tylko rączki Neli były krótkie. Nie sięgały nawet jej kolan.
Kiedy Neli skończyła siedem lat i poszła do szkoły dzieci obstąpiły ją dookoła i zaczęły się dopytywać:
-Dlaczego masz takie krótkie ręce?
-Nie wiem- powiedziała Neli­­-  taka już się urodziłam.
I wszyscy pobiegli grać w „dwa ognie”.
Neli była dobrą uczennicą. Czasem pani nie zauważała jej podniesionego do góry palca, gdyż zasłaniał go las rąk kolegów i koleżanek. Jednak kiedy padało trudne pytanie i mało rąk wznosiło się ku górze, Neli była wywoływana przez panią do tablicy i mogła z dumą podać dobrą odpowiedź.
Dziewczynka lubiła grać z innymi dziećmi w piłkę. Przed rozpoczęciem gry kapitanowie dobierali zawodników do swoich drużyn. Neli zwykle zostawała jako ostatnia. Nie było to miłe, jednak nie zamierzała z tego powodu rezygnować z zabawy. W czasie gry poruszała się szybko i zwinnie. Mimo to trudno było jej dorównać swoim rówieśnikom. Oni bez wysiłku zgarniali piłkę przelatującą w pobliżu, nie musieli nawet podbiegać.
-Skoro nie mogę być dobra w „dwa ognie” to trudno- pomyślała Neli- na pewno mogę być dobra w czymś innym.
I rzeczywiście, Neli nauczyła się bardzo ładnie rysować. Najchętniej rysowała królewny w pięknych sukniach. Mama spoglądając na stosy kartek pokrytych szkicami śmiała się, że jej córka zostanie kiedyś sławną projektantką mody.
Czas płynął, Neli chodziła już do czwartej klasy. Pewnego dnia na lekcji geografii nauczyciel pokazywał zdjęcia z innych planet, na których również istniało życie. Dzieci oglądały przedziwne zwierzęta i niespotykane rośliny. Ale najbardziej zainteresowały wszystkich istoty myślące na planecie Ziemia. Ludzie ci byli niezwykle podobni do mieszkańców Rubina. Tylko ręce mieli krótsze- do połowy uda.
-Neli, zobacz!- wykrzyknęły dzieci- oni są tacy jak ty!
-Może ja jestem Ziemianką?- zażartowała Neli.
Od tamtej pory Neli pragnęła zamieszkać na Ziemi, wśród ludzi podobnych do niej. „Tam nikt nie będzie mi się przyglądał  ani pytał, co mi się stało. Tam wreszcie nie będę inna. Będę taka, jak wszyscy!”- myślała uradowana dziewczynka. Tylko jak się dostać na Ziemię? To było tak strasznie daleko. Nauczyciel geografii wyjaśnił, że podróż współczesną rakietą trwałaby zbyt długo i nie wystarczyłoby życia, aby tam dotrzeć. Ale może za parę lat zostaną wynalezione lepsze sposoby przemieszczania się w przestrzeni? Może wtedy marzenie Neli będzie mogło się spełnić?
Neli zaczęła wyszukiwać  informacji o Ziemi i jej mieszkańcach. Oglądała filmy i czytała książki opisujące ich życie. Lubiła sobie wyobrażać, że jest jedną z ziemiańskich dziewczynek.
Pewnego dnia przed wyjściem do szkoły Mamusia wyciągnęła swoje długie ręce, aby jak zwykle zawiązać córeczce sznurowadła przy bucikach. Ku jej zaskoczeniu Neli zaprotestowała:
-Nie, mamo. Ja sama!
Po czym schyliła się i szybko zawiązała obie sznurówki.
-Ależ Neli - zaniepokoiła się mama – czy nie rozboli cię od tego kręgosłup?
-Wiesz, mamo- uśmiechnęła się Neli tajemniczo-  na planecie Ziemia wszyscy ludzie tak sobie zawiązują buty. Więc i ja mogę!- i pomaszerowała do szkoły.
Pewnego dnia do klasy doszedł nowy uczeń. Miał na imię Robert. Pochodził z odległej prowincji Rubina i mówił trochę innym akcentem. Niektóre dzieci przedrzeźniały go.
„Wyobrażam sobie, jak czuje się ten chłopiec”- myślała Neli i aby dodać mu otuchy, często z nim rozmawiała. Neli i Robert zaprzyjaźnili się. Któregoś dnia Robert zapytał:
-Neli, jak to się stało, że masz takie krótkie ręce?
-Tego nikt nie wie- odpowiedziała Neli- ale ja wymyśliłam sobie taką historię: Był super szybki statek kosmiczny „Bocian”. Rozwożono nim po galaktykach niemowlęta i wrzucano przez komin rodzinom, które chciały mieć potomstwo. Raz zaszła pomyłka i pewna dziewczynka, która miała przyjść na świat w pałacu królewskim na planecie Ziemia, zamiast tego została dostarczona moim rodzicom na planecie Rubin.
-A więc miałaś być... ziemiańską królewną? – uśmiechnął się Robert- Zawsze wiedziałem, że jesteś niezwykła.
Na te słowa twarzyczka Neli się rozpromieniła.
-Dziwne- powiedziała po chwili- chcemy być tacy jak inni, ale jednocześnie pragniemy być kimś wyjątkowym.
Minęło wiele lat. Neli dorosła i została projektantką strojów. Wyszła za mąż i zamieszkała w pięknym domu. Ze wszystkim doskonale sobie radziła. Gdy chciała powiesić świeżo uprane firanki, wchodziła na stół- tak jak to robią Ziemianie. Mąż Neli pracował w Instytucie Lotów Kosmicznych. Często powtarzał:
- Zobaczysz, już niedługo polecisz na swoją planetę!
Mijały lata, rodzina powiększyła się o dwoje dzieci. Aż wreszcie pewnego dnia mąż Neli wrócił z pracy i zawołał:
-Kochanie, udało się! Lecimy! Podróż ma trwać tylko trzy tygodnie... Sprzedamy nasz dom na Rubinie i kupimy sobie mieszkanie na Ziemi.
Neli z radości klasnęła w dłonie i rzuciła się mężowi na szyję. Marzyła o tym dniu odkąd była małą dziewczynką... A więc jednak marzenia się spełniają!
Dzieci Neli bawiące się dotąd klockami na dywanie podbiegły do rodziców. Cała rodzina chwyciła się za ręce i wykonała radosny taniec. Gdy wreszcie zdyszani opadli na kanapę, Neli spojrzała z czułością na swoich najbliższych. Potem przeniosła wzrok na piękne białe firanki i kolorowe zasłony, które sama szyła i wieszała w oknach domu, i na kwiaty zaglądające do pokoju z ogrodu. Pomyślała też o swojej pracy, o rodzicach i wszystkich znajomych na Rubinie.
-Nie- odezwała się nagle- nie muszę lecieć. Nie muszę szukać szczęścia na drugim końcu kosmosu. Przecież szczęście nie jest daleko. Ono jest tak blisko- na mojej planecie, w moim domu i... w moim sercu. Może kiedyś wybierzemy się na Ziemię, na wakacje. Ale na razie nie chcę lecieć. Nie lecimy.
I nie polecieli. Żyli razem na Rubinie długo i szczęśliwie. A może nawet żyją tam do dzisiaj?

 

 

następna bajka: "Nowy kolega"