NAJLEPSZY PREZENT DLA MAMY

Adaś był zwyczajnym małym chłopcem - uwielbiał zabawy z rodzicami, spacery po parku i spotkania z przyjaciółmi, a także swojego małego braciszka - Franka. Ponad wszystko jednak kochał śpiewać. Śpiewał sobie radośnie każdego dnia – i podczas zabaw z rodzicami, i na spacerach w parku, i z przyjaciółmi, a także nad kołyską braciszka. Upodobał sobie jedną z piosenek, której nauczyła go mama:

„Choć mam rączki małe i niewiele zrobię, pomogę mamusi, niech odpocznie sobie.
Zamiotę izdebkę, umyję garnuszki, niech się tu nie schodzą łakomczuszki-muszki!
I braciszka uśpię w małej kolebusi, chociaż tym pomogę kochanej mamusi”.

Może lubił tę piosenkę, bo też miał małego braciszka, a może dlatego, że urodził się nie mając rączek. Mama opowiadała mu często czemu jest taki wyjątkowy. Otóż zanim pojawił się u mamy pod sercem, jak wszystkie inne dzieci oczekiwał w Niebie na swoje przyjście na świat. I bardzo nie mógł się tego doczekać! By czas płynął szybciej, pomagał wszystkim aniołkom w wypełnianiu ich obowiązków, a gdy zbliżały się święta i pracy było mnóstwo, pomagał im w myciu szybek, i w odkurzaniu chmurek, i w przystrajaniu całego Nieba na Boże Narodzenie. Niestety wieszając bombki na choince, dotknął przypadkiem rączkami anielskiej aureoli. Jego rączki musiały więc pozostać w Niebie, bo na Ziemi budziły by strach świecąc jak słońce. I tak mały Adaś pojawił się na świecie bez swoich pracowitych rączek. Nigdy jednak nie czuł się przez to gorszy bo wiedział, że każdy z nas różni się od innych – jeden dobrze gra w piłkę, inny dobrze rysuje, jeden nie ma poczucia humoru, a inny nie ma rączek.
            I Adaś jednak bywał smutny. W dzień urodzin mamy bardzo chciał sprawić jej jakiś prezent. Wiedział, że mama jest bardzo zmęczona, bo oprócz pracy, zajmuje się domem i małym Frankiem. Postanowił więc, że tym prezentem będzie zrobienie porządków. Tak jak śpiewał w swojej piosence, postanowił pozamiatać. Niestety, niezbyt sprawnie mu to wychodziło, więc przycupnął na schodach i zaczął szlochać.
Usłyszała go mała wiewiórka i podbiegła zobaczyć co stało się chłopcu. Znała go z parku, gdyż nieraz obronił ją przed kamieniem rzucanym w jej stronę przez niegrzeczne dzieci, a niekiedy nawet dawał jej orzechy i żołędzie, które gromadziła na zimę. Pomyślała więc, że musi pomóc Adasiowi. Spytała więc ludzkim głosem: Czemu płaczesz, Adasiu? Adaś nie zdziwił się mową wiewiórki, bo wiedział, że na świecie dzieje się wiele magicznych rzeczy. Opowiedział jej o swoim zmartwieniu. –Słuchaj, rzekła wówczas mała wiewiórka, jak chcesz to ci pomogę! I skoczyła szybciutko do parku po gałązki wierzby, które idealnie nadawały się do zamiatania podłóg! Pomogła przywiązać je witkami do nogi chłopca, a wtedy sprzątanie poszło już jak z płatka zwłaszcza, że wiewiórka zamiatała swoim ogonem. Potem szybciutko czmychnęła do parku.
No to pozamiatane! – krzyknął dumny z siebie Adaś. Ale co mógłbym jeszcze zrobić? W kuchni są naczynia do pozmywania – jak sobie jednak z tym poradzić? Znów posmutniał i zaszlochał. Tym razem usłyszał go szop, który też mieszkał w parku i też dobrze znał Adasia. Nie tylko dostawał od niego jagody i orzechy, ale gdy jacyś chłopcy chcieli w niego rzucać śnieżkami, stanął dzielnie w jego obronie. Szop chciał się więc odwdzięczyć i spytał ludzkim głosem: Czemu płaczesz, Adasiu? Adaś znów się nie zdziwił, bo wiedział, że świat to tajemnicze miejsce i wyjawił szopowi swój problem dotyczący zmywania. Słuchaj, jak chcesz, to Ci pomogę! Szop pobiegł szybko do swojej norki po trochę mchu, szyszek i leśnego olejku, po czym wrócił do chłopca i zaczął dokładnie myć wszystkie naczynia. Adaś wycierał naczynia suchą ściereczką, przekręcając je w swoich stopach. Dziękuję Ci szopie za pomoc! - Nie ma za co, Adasiu, nie ma za co! – i szop uciekł do parku.
- Cóż mógłbym jeszcze zrobić, by pomóc mamie? W piosence jest już tylko utulenie braciszka, jednak w tym to już chyba nikt mi nie pomoże. Adaś znów posmutniał i zaszlochał. Tym razem jednak usłyszał go tata, który zajmował się Frankiem, a teraz rozejrzał po domu i nie mógł się nadziwić porządkom, które zobaczył! Gdy jednak usłyszał płaczącego syna, zmartwił się i spytał: Czemu płaczesz, Adasiu? – Tato! – chłopiec wtulił się w ramiona taty – Chciałem zrobić mamie prezent na urodziny i posprzątać, tak jak w mojej ulubionej piosence. Pomogła mi w tym wiewiórka i szop, ale teraz pozostało mi utulenie braciszka. A ja niestety nie wiem co mogę zrobić by mój braciszek usnął, skoro nie mogę go ukołysać w swoich rączkach!
Synku, odpowiedział zdziwiony tata, wcale nie musisz kołysać go w rączkach! Możesz bujać kołyskę nóżką, a twój braciszek najbardziej się ucieszy, jak mu przy tym pięknie zaśpiewasz! - To chyba dobry pomysł, tato! I Adaś przycupnął przy kołysce, śpiewając po kolei wszystkie kołysanki, które znał i pamiętał: o dwóch kotkach, o ptaszkach, co nie chciały spać, o iskierce i cukrowym królu. A gdy śpiewał, mały Franek spał i śnił uśmiechając się lekko.
Wtedy z pracy wróciła mama - i oniemiała z zachwytu! Zastała pozamiatane podłogi, pozmywane naczynia i utulonego Franka! Szybko chwyciła Adasia w objęcia, bo jak to mama – wiedziała, że to jego zasługa i ucałowała go mocno, a on złożył jej urodzinowe życzenia. Potem Adaś opowiedział mamie o wszystkich magicznych przeżyciach tego dnia, o piosence, wiewiórce i szopie, o tym jak bardzo chciał by mama była w tym dniu szczęśliwa. -Kochanie, rzekła mama, jak mam nie być szczęśliwa skoro mam tak wspaniałego syna! Gdy nie mogłeś sobie z czymś poradzić, bo nie mogłeś użyć rączek, pomogły ci zwierzątka, bo i ty byłeś kiedyś okazałeś im swoje serce. Umiałeś też wykorzystać swój wspaniały talent – piękny głos do tego by utulić braciszka. Jestem z ciebie naprawdę dumna! Cieszę się, że mam tak mądrego i dobrego syna, bo widzisz kochanie, tak naprawdę nieważne są sprawne ręce, ważne jest dobre serce, a twoje serce jest dużo sprawniejsze niż wiele dobrych rąk!

 

 

następna bajka: "Na polanie"