Nadeszła Wiosna. Przybyła jak co roku w pięknej kolorowej sukni. Nad jej głową latały rozśpiewane ptaki. Zawitała na łąkę i ogromnie się zmartwiła, widząc szarą błotnistą ziemię. A gdzie kwiaty, gdzie bzyczące pszczółki i barwne motyle? Wystarczyło, że o tym pomyślała, by wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Łąka ożyła i wyglądała jak baśniowa kraina. Zadowolona Wiosna poszła dalej. Tym czasem wszyscy mieszkańcy łąki cieszyli się swoim pięknym domem. Każdy kwiat i każde źdźbło trawy chwaliło się swoimi cudnymi strojami.
-Jaką mam złotą sukieneczkę – cieszył się Kaczeniec.
-A ja mam taki zielony kubraczek – krzyczała Trawa.
-Moje płatki są tak śnieżno-białe – radował się Zawilec.
Przechwalały się też motyle dumne ze swoich wzorków na skrzydłach. A i biedronki nie pozwoliły o sobie zapomnieć. Liczyły swoje kropki tak głośno, że zagłuszały szum pobliskiego lasu.
Szczęście to jednak nie trwało długo. Nad łąkę nadciągnęły chmury, które przysłoniły słońce. Straszna ulewa zatapiała łąkę. Wszystkie rośliny zebrały się na naradę.
- Trzeba przesunąć szare chmurzyska ! – krzyczał Słonecznik ! – moje płatki robią się brązowe!
- Słońce tylko nas uratuje – mądrze mówiła Trawa.
Kaczeńce, Zawilce, Tymotka, wszyscy zgodnie twierdzili, że trzeba przegonić chmury.
- Ja mam długie i mocne liście, wyciągnę je do nieba i poprzepędzam te wstrętne chmury – zaproponował Słonecznik. Rośliny ogromnie ucieszyły się, że nareszcie nadejdą słoneczne dni. Niestety sprawne liście dumnego Słonecznika nie zdołały rozpędzić szarej powłoki.
- Teraz moja kolej ! – krzyknęła Trawa – Moje źdźbła są długie i giętkie, raz dwa pokonają ponure chmurzyska.
Podobnie twierdziły inne rośliny, te ze smukłymi listkami, z grubym łykiem i twardą łodygą.
Nikt jednak nie zdołał odegnać ciemnych chmur. Wszyscy obawiali się najgorszego. I wtedy odezwał się mały dzwoneczek.
- Ja spróbuję uratować łąkę !
- Ty? Przecież twoje listki są małe i słabe, nie dasz rady !.
- Dam ! Muszę ! Inaczej wszyscy zginiemy!
Rośliny się dziwiły. Nie dawały szans dzwoneczkowi. I nagle … usłyszały przejmujący dźwięk. Rozgrzewał on serca i dodawał otuchy. To fioletowy dzwoneczek potrząsał swoimi kwiatami. Radosne dzwonienie docierało do najdalszych zakątków łąki. Dotarło też do nieba i zachwyciło je. Szare twarze chmur uśmiechnęły się i zrobiły się błękitne. Nareszcie słońce mogło ogrzać zziębniętych mieszkańców łąki. Wszyscy cieszyli się i krzyczeli z radości. Dziękowali małemu dzwoneczkowi. Nie mogli wyjść z podziwu, jak kwiatek, którego małe listeczki były tak delikatne i słabe, mógł uratować ginącą krainę. A ten skromnie tłumaczył.
- Nie trzeba mieć silnych i długich liści, by zmieniać świat. Wystarczą gorące serce i szczery uśmiech. Każdy z nas ma coś, co niesie szczęście innym. Ja mam swoje liliowe dzwoneczki. To one pozwoliły uratować mi tych, których kocham.
Od tej pory cała łąka wierzyła nie w siłę liści, ale w moc serca i dzieliła się tą radosną wieścią z lasami, rzekami i wszystkimi innymi krainami.

 

 

następna bajka: "Najlepsza przyjaciółka"