Miłka i Złotopióry

W pewnym małym miasteczku, w którym przy strumieniu w parku rosły najpiękniejsze na świecie  kaczeńce, a na ulicach spotkać można było uśmiechniętych przechodniów, mieszkała Miłka. Była dziewczynką niedużego wzrostu, miała piękne, zielone oczy i lubiła wytykać język, gdy padał deszcz, chwytając nań drobniutkie, przezroczyste kropelki. Lubiła także słuchać niezwykle ciekawych opowieści swojego dziadka, do którego zachodziła co wtorek, żeby przynieść zrobione na targu zakupy. Ponieważ lewa rączka Miłki była chora, dziewczynka  wymyśliła specjalny wózek, którym bez problemu, używając tylko jednej, prawej dłoni, mogła przewozić ziemniaki, smaczną kiełbaskę i czekoladki.
Pewnego dnia, gdy Miłka, jak to zwykła, zaszła do mieszkania dziadka, ciągnąc za sobą wózek z zakupami, zastała go w wyjątkowo dobrym humorze:
-Pojawił się! - wołał już od progu, gdy dziewczynka weszła do pokoju. Dziadek siedział na swoim „rumaku”, jak nazywał wózek inwalidzki - Pojawił się! Wyobrażasz to sobie? Nie było go u nas tak długo, że nikt już nie wierzył w jego istnienie. Ale wrócił! Miłeczko kochana, wrócił!- wołał w podnieceniu.
Miłka zmieszana i lekko zaniepokojona podnieceniem dziadka zapytała prędko:
-Kto dziadku? Kto się pojawił?
-Jak to kto? Złotopióry. Podobno ktoś widział go niedaleko stawu w parku. Doniósł mi o tym pan Broda, który wracał akurat ze swej codziennej, rannej przechadzki. Miłko, czy to nie wspaniała wiadomość?
Dziewczynka coraz mniej rozumiejąc zachowanie dziadka odparła:
-Zapewne. Czy mógłby dziadek jednak powiedzieć kim jest ten złotopiórek?
-Nie złotopiórek Miłko, a Złotopióry! I doprawdy nie mogę uwierzyć, że jeszcze nigdy nie opowiedziałem ci o nim historii. Siadaj zaraz i słuchaj uważnie!
Miłka uczyniła, to o co poprosił ją dziadek, a ten, zapatrzywszy się w widok za oknem, mrużąc nieco oczy, rozpoczął opowieść...
 Zapewne każde z was przyglądał się kiedyś chmurom. Kto nie lubi przecież nazywać kształtów, które przybierają puszysto–białe obłoki, przepływające nad naszymi głowami. Czasami zdarza się tak, że owe obłoki układają się w piękne krajobrazy, z rozświetlonymi przez promienie słońca górskimi szczytami. I tylko niektórzy, bardzo uważni obserwatorzy potrafią dostrzec, iż te niebiańskie krainy istnieją naprawdę.  Właśnie w jednej z takich krain mieszkał Złotopióry. Był pięknym, odważnym ptakiem. Jego pióra, złociste i mieniące się w słonecznym blasku stanowiły największy skarb królestwa. Złotopióry był też cudownym ptakiem. Wystarczył dotyk jednego z jego złotych piór, by uleczyć nawet bardzo ciężką chorobę...
Miłka zasłuchana patrzyła na opowiadającego dziadka, który gdy doszedł w swej opowieści do słowa choroba, przerwał nagle i nie chciał już dalej kontynuować. Miłka zapytała:
-Dziadku, czy on uleczyłby moją dłoń?
-Na pewno Miłko. Skoro więc pojawił się w naszym miasteczku, nie możesz zmarnować już ani chwili. Biegnij prędko i przekonaj się sama! Pamiętaj tylko, gdy Złotopióry usiądzie na twojej dłoni, nie możesz się przestraszyć  i nią poruszyć, bowiem gdy Złotopióry zobaczy w twoich oczach strach a twoja ręka zadrży, odleci i nigdy już nie powróci do naszego miasta!
Miłka pobiegła szybko nad staw, gdzie ostatnio widziano Złotopiórego. Czekała tam bardzo długo, aż wkoło niej zebrała się spora grupa gapiów.
Nagle zza konarów wysokich, ciemnozielonych drzew coś zamigotało, a już po chwili oczom wszystkich ukazał się piękny Złotopióry. Ptak przysiadł na poręczy mostku, przebiegającego nad stawem i przyglądał się zebranym z uwagą.
Miłka podeszła nieco bliżej, odważnie wyciągnęła dłoń i czekała. Złotopióry spoglądał wprost w jej oczy i zdawał się rozumieć wszystko, o czym w tej chwili myślała.  Poderwał się i kilkakrotnie okrążył dziewczynkę, po czym przysiadł na wyciągniętej dłoni.
- Witaj Miłko! - wyrzekł, a jego głos był doniosły i głęboki, jak głos mędrca.
-Skąd znasz moje imię?
-Wiem o Tobie bardzo dużo, choć już dawno mnie w waszym mieście nie było.  Wiem, że Twoja dłoń jest chora. Czy właśnie ją chciałabyś uleczyć?
Miłka zamilkła na chwilę, po czym odrzekła:
    -Nie, Złotopióry. To prawda, że moja dłoń jest chora, ale nie przeszkadza mi to w zabawie z innymi, ani w pomaganiu innym. Chciałabym, żeby twój dotyk uzdrowił mojego chorego dziadka. 
  - To bardzo szlachetne Miłko – odparł Złotopióry i swym dziobem wyrwał z ogona jedno ze złotych piór, po czym wręczył je dziewczynce.
Miłka pożegnała się z ptakiem, który szybko odleciał i więcej go już w miasteczku nie widziano. Miłka zaś pobiegła do swojego dziadka, który bardzo ucieszył się na widok wnuczki. Dziewczynka dotknęła złotym piórkiem chorych kolan dziadka, a ten po chwili podniósł się z wózka. Oboje byli bardzo szczęśliwi. Dziadek zapytał dziewczynkę:
   - Miłko, dlaczego nie zdecydowałaś się uleczyć swojej rączki?
   - Bo zrozumiałam dziadku, że ona wcale nie jest chora, wiesz? Przez to, że nie mogą nią ruszać, nie zadrżałam, gdy Złotopióry na niej usiadł. Nie chcę innej rączki.
Dziadek pochwalił Miłkę, podszedł do kredensu i wyciągnął kilka czekoladek, by zjeść je razem ze swoją ukochaną, mądrą wnuczką. Koniec.

 

 

 

 

następna bajka: "Miś"