Marysia chciała iść na grzyby do pobliskiego lasu,
 bardzo prosiła rodziców, lecz oni nie mieli czasu.
Była złota późna jesień ,kończył się czas grzybobrania,
więc rodzice się zgodzili, by z nią poszła siostra Ania.
Pobiegły obie szybciutko i  zniknęły za drzewami,
 a wszyscy  czekali, że wrócą z pełnymi koszami.
Jednak nadszedł późny wieczór, ale one nie wracały,
choć już od kilku godzin mama z babcią je szukały.    
Do lasu pobiegł też tata, z ich dzielnym  psem Tenorem  
i to oni je znaleźli na drugi dzień, późnym wieczorem.
Noc już była bardzo zimna i do tego z przymrozkami,                                            
a dziewczynki  ją spędziły przykryte gałązeczkami.
Całe bardzo przemarznięte i ogromnie wystraszone,
 pojechały do  szpitala, gdzie były długo leczone.
Ania miała dużo szczęścia, do domu zdrowa wróciła,
lecz Marysia obie rączki bardzo mocno odmroziła.
Lekarze zrobili wszystko, by jej dłonie uratować,
aby kiedyś znowu w mistrzostwach mogła wystartować.
Bo Marysia od lat kilku już pływanie trenowała
i w zawodach szkolnych zawsze ochoczo udział brała.
Była strasznie zrozpaczona i modliła się żarliwie,
aby dla niej ta przygoda zakończyła się szczęśliwie.
Lekarze wykorzystali  wszystkie dostępne metody,
aby Marysia z radością znów mogła wskoczyć do wody.
Jednak pomimo  tak wielu starań wspaniałych lekarzy,
wielki  smutek było widać na Marysi bladej twarzy.

Na swe rączki wciąż patrzyła i nie było to zabawne,
bo wiedziała, że już nigdy nie będą tak samo sprawne.
Brakowało jej paluszków, nie wszystkimi poruszała,
a że kiedyś będzie pływać, nadziei  wcale nie miała.
Ania wciąż ją pocieszała, mama  tuliła do siebie,
 a tata robił wszystko, by czuła się tak  jak w niebie.
Wróciła wreszcie do domu, jednak cały czas płakała,
była stale przygnębiona i do szkoły iść nie chciała.
Bała się, że przyjaciele, którzy zawsze ją  lubili,
wiedząc dobrze co się stało, jednak bardzo  się zmienili.
Rodzice ją wciąż prosili i siostrzyczka namawiała,
aby z domu wreszcie  wyjść do ludzi spróbowała.
Pewnie na to się Marysia  nigdy by nie odważyła,
lecz wtedy jej  przyjaciółka coś fajnego wymyśliła.
Cała klasa przyszła do niej w króciutkie odwiedziny,
przynieśli jej też prezenty na dziesiąte  urodziny.
Wszyscy bardzo grzeczni  byli i składali jej życzenia,
 dużo szczęścia ,zdrowia i w pływaniu też powodzenia.
Marysia ciągle za siebie nieśmiało rączki chowała
ale, że przyjdzie do szkoły  posłusznie obiecywała.
Już na pożegnanie wszyscy bardzo mocno ją ściskali
gdy potem stała w oknie, to jeszcze długo machali.
Po tej ich wizycie poczuła się już  całkiem szczęśliwa
i na nowo uwierzyła, że odmiana jest możliwa.
Także mały pies Tenorek wiernie się nią opiekował
i gdy tylko gdzieś  chodziła, cały czas bardzo pilnował.

Był przy niej prawie bez przerwy i lizał jej rączki małe,
tak jak gdyby chciał tym sprawić, aby znowu były całe.
Kiedy w końcu dnia pewnego wróciła już do szkoły,
wszyscy bardzo się starali, aby dzień ten był wesoły.
Na tę cześć koleżanki  rozwiesiły  barwne plakaty,
a koledzy jej wręczyli  prześliczne, pachnące kwiaty.
Marysia była szczęśliwa, choć się wcześniej obawiała,
lecz wreszcie do niej dotarło, jak wielu przyjaciół miała.
Tamten pierwszy dzień w szkole byłby naprawdę wspaniały,
gdyby nie dwie dziewczyny, które się  z niej naśmiewały.
Wytykały ją palcami, robiąc przy tym głupie miny,
nikt wokół nie mógł zrozumieć jakie są tego przyczyny.
Wtedy w obronie Marysi stanęła siostra Ania,
chciała by wytłumaczyły cel swojego zachowania.
Dziewczyny spuściły głowy, wyjaśnić nic nie umiały,
ale jednak zawstydzone szczerze Anię przepraszały.
Mówiły, że kiedyś siostra zawsze je denerwowała,
bo chociaż tyle młodsza  każde zawody wygrywała.
Ania wtedy zrozumiała, że chyba zazdrosne były
i natychmiast zażądała by to siostrze  wyjaśniły.
Dziewczyny jej obiecały błędy te zaraz naprawić,
 szybko w domu Marysi postanowiły się zjawić.
Zobaczyły  jak w kącie cała siedzi  zapłakana,
i jak wiernego Tenorka wzięła szybko na kolana.
Przestraszyła się, że znowu usłyszy słowa ironii,
i wiedziała, że na pewno mądry Tenor ją obroni.

Piesek od razu zrozumiał, że Marysia się znowu  boi,
szczerząc swe kły pokazał, jak w obronie Pani stoi.
Dziewczyny były speszone, lecz gdy na nie popatrzyła,
dały jej śliczną maskotkę, by im wszystko wybaczyła.
Prosiły by jak najszybciej, zaczęła znowu trenować,
ponadto obiecywały zawsze głośno  kibicować.
Marysia swoje dwie rączki dokładnie  im pokazała,
 lecz nie mogła nic powiedzieć i tylko głośno płakała.
Dziewczyny mocno przejęte nagle ją ucałowały,
a  do tego już na zawsze  pomoc  swą obiecywały.
Wtedy się nasza Marysia zaśmiała gorzko przez łzy,
chciała teraz uwierzyć ,że miała wcześniej tylko złe sny.
Podała im ręce nieśmiało , potem Tenora  tuliła
i na najbliższe  treningi  natychmiast się umówiła.
Dziewczyny te na basenie zawsze się bardzo starały,
 a gdy było gorzej  nieco,  skutecznie ją  pocieszały.
Kiedy Marysia wątpiła, nie chcąc więcej widzieć wody,
wtedy jej wszyscy najbliżsi  wiary  dawali dowody.
Aż w końcu kiedy zawody zbliżały się już pierwsze,
mama  z babcią napisały dla niej dwa miłe wiersze.
W jednym wszystkim z przyjaciół gorąco dziękowały,
 w drugim swej dzielnej Marysi uporu gratulowały.
Dzięki tym wszystkim ludziom, którzy ją wciąż otaczali,
wiedziała, że nawet gdy przegra to świat się nie zawali.
Gdy nadszedł już dzień zawodów, spokojnie wystartowała,
wśród głośnych okrzyków przyjaciół, kolejny raz wygrała.

Wszyscy jej wtedy tak szczerze zwycięstwa gratulowali
i do dalszych treningów z radością znów namawiali.
Wierzcie ,że dzięki przyjaźni, która ją wciąż otaczała,
 po kilku latach Marysia mistrzynią świata została.
Dziś jest dojrzałą kobietą, ma swą  szczęśliwą rodzinkę
i zawsze dla przyjaciół w potrzebie znajdzie godzinkę.
Gdyby nie wsparcie najbliższych, które jej towarzyszyło,
 pewnie życie Marysi o wiele smutniejsze by było.

 

 

 

następna bajka: "Masz ręce, miej serce "