Maks i domek pod Niebieskim Kapeluszem

            Tam, gdzie marzenia się spełniają i na twarzach wszystkich gości uśmiech, żył Maks. A była to kraina piękna, kraina lasów i jezior, a działy się tam czasem rzeczy magiczne.
            Maks był niewysokim niebieskim futrzakiem o dużych bystrych ciemnych oczach i długich uszach niczym u królika, które opadały na jego futrzaste ramiona. Chodził na boso, pił wodę z pobliskich jezior i był jak każdy mieszkaniec krainy. Jednak coś Maksa tutaj wyróżniało i nie był z tego zadowolony. Niebieski stworek, urodził się z rączką, która nie miała paluszków. W niczym mu to nie przeszkadzało, ale czasami wydawało mu się, że jest inny i czuł się nieraz dziwnie, nawet pośród swoich przyjaciół.
            Maks trudził się na co dzień zbieraniem grzybów, łowieniem ryb i dokarmianiem leśnych zwierzątek. Gotował im pyszne zupy, przyrządzał desery. Miał dużo przyjaciół, jednak najbardziej cenił Lelę – rudą, drobną wiewiórkę, Nocka – wiecznie zmęczonego nietoperza oraz Plecka – wesołego jeża, który często towarzyszył Maksowi w spacerach po lesie.
            Ale w ostatnim czasie wszystko się zmieniło. W Krainie Wiecznego Uśmiechu Maks zagubił swój uśmiech i nikt nie mógł go odnaleźć. Wszyscy szukali dzień i noc, potem jeszcze raz dzień i noc, i dzień… Ale po uśmiechu Maksa nie było ani śladu. Nie potrafił być już radosny ani wesoły, bo wiedział, że stracił uśmiech.  To tak jakby był zaczarowany przez jakąś złą moc, bądź naznaczony jakąś złowrogą klątwą, która na zawsze miałaby sprawić, by czuł się inny. – Wolałbym już nie mieć paluszków u drugiej rączki niż już nigdy się nie uśmiechnąć i nigdy nie bawić się z przyjaciółmi – pomyślał Maks. Przyjaciele uspokajali go, choć również byli zmartwieni tym zagubionym uśmiechem. Bardzo kochali swego przyjaciela, bo był pomocny, życzliwy, miły i dobry.
            Pewnego jesiennego poranka Maksa obudziły ciepłe promienie słońca. Łaskotały go po twarzy i szeptały coś … - Las cię wzywa… Las… - szeptały.
Zaciekawiony otworzył oczka i nastawił uszu. Czekał i czekał, ale niestety nic już nie usłyszał. Wstał więc, umył ząbki i porządnie rozczesał swoje błękitne futerko. Po czym udał się do swojej małej kuchni i zjadł trzy banany na śniadanie. Popatrzył w okno, wziął swoje ulubione pomarańczowe wiaderko, mały nożyk i udał się zbierać grzyby do lasu nieopodal.
            Dzień był piękny. Promienie słońca strzelały blaskiem w korony drzew i dalej, aż po samo runo leśne. Lekki wiatr kołysał jego futerkiem i wszystko wydawało mu się magiczne. Śpiew ptaków, jakiś inny, bardziej melodyjny, szum sosen czasem nawet straszny, a zapach lasu… cudownie odurzający.
            Nagle rozmarzony Maks zauważył grzybka. Podszedł bliżej i nie mógł się nadziwić. Niebieski kapelusz grzyba opierał się o trzonek w kolorze szachownicy. Wokół niego zbierała się lekka mgiełka i mógł przysiąc, że grzybek się świeci. Położył koszyczek na ziemi i wyciągnął rączkę, by go dotknąć.
            Nieoczekiwanie grzyb zaczął rosnąć. Rósł i rósł, jak zaczarowany. Gdy w końcu zatrzymał się, był trzy razy większy od Maksa i swoim wyglądem przypominał dom. Miał duże drzwi i kilka małych okienek, a niebieski kapelusz przypominał dach. Była też klamka. Maks postanowił chwycić za nią. I nagle usłyszał piękny, melodyjny śpiew:

„Grzybku, grzybku mój kochany
Lecą liście z drzew, kasztany
Kto odpowie na pytanie ?
Kto usłyszy dziś pukanie ?”

Max zachwycony pięknym głosem, zwrócił się w jego stronę. Po chwili ujrzał drobną postać. Przypominała zarówno dziewczynkę jak i motyla. – To musi być leśna wróżka – pomyślał. Mała fruwająca istotka serdecznie uśmiechała się do Maksa i powiedziała:
- Obserwuję Cię od dawna mój niebieski stworku. Jesteś bardzo smutny. Wiem, że zgubiłeś uśmiech… Ja pomogę ci go odnaleźć – powiedziała słodkim głosikiem.
Max spuścił głowę, jego długie uszy opadły mu na twarz. Podniósł swoją chorą rączkę bez paluszków i głęboko westchnął.
- Chcę być taki jak wszyscy. – powiedział.
Leśna wróżka zrobiła trzy piruety i odpowiedziała:
- Jesteś Maks taki jak wszyscy.
- Nie jestem.
- Ależ tak! Przyznaj mój kochany niebieski futrzaku. Czego najbardziej teraz ci brakuje? Paluszków? Czy uśmiechu?
Maks nie zdążył odpowiedzieć, bo wróżka machnęła trzy razy złotą różdżką i nagle oboje znaleźli się w środku domku „Pod niebieskim kapeluszem”.
Jednak w środku nie było mebli, okien czy łóżka, a ogromna zaczarowana kula.
- Zajrzyj do niej – powiedziała leśna wróżka.
Maks zawahał się. Lecz po chwili odważnie zajrzał do kuli. Zobaczył las i samego siebie, kiedy każdego ranka wychodził do lasu zbierać grzyby. Później ujrzał swych najlepszych przyjaciół. Pierwsza była Lela – wiewiórka. Przyjaciółka zbierała w lesie kasztany i jagody, co rusz zaczepiała gdzieś ogonem i upadała buzią w mech. Jak zawsze miała nieuczesany ogon i pełno kołtunów, nie dbała o higienę, nie myła zębów i nie czesała ogonka.
            Dalej zobaczył Plecka – jeżyka. Spacerował wolno po lesie i co rusz gubił jabłko, które niósł na plecach. Szukając zguby, często potykał się i ranił o własne igły. Następny był Nocek – nietoperz. Nocek spał w dzień, a wstawał w nocy. Maks często dziwił się skąd przyjaciel wie, kiedy jest noc, a kiedy jest dzień skoro, jak każdy nietoperz był niewidomy. Mimo tego był on jego ulubionym towarzyszem wycieczek po lesie, ponieważ był bardzo mądry i miał świetny słuch, który w pełni potrafił zastąpić wszystkie inne zmysły.
            Nagle zdarzyło się coś dziwnego. Kula napęczniała i pękła, miliony małych szkiełek rozprysły się we wszystkie strony i po chwili Maks znów był w tym samym lesie, a po domku z Niebieskim Kapeluszem nie było ani śladu. Nieoczekiwanie usłyszał głos wróżki:
- Teraz już wiesz – machnęła różdżką i zniknęła gdzieś w koronach drzew.
            Maks podrapał się po głowie. Popatrzył na swoją chorą rączkę i zrozumiał. Każdy ma przecież zarówno wady jak i zalety. Nikt nie jest idealny, ideałów po prostu nie ma, nie istnieją. Nie jestem inny, jestem wyjątkowy i niezwykły. Nikt nie potrafi uzbierać tylu grzybów co ja, ani nikt nie jest taki pomocny i uczynny jak ja. I nieoczekiwanie stało się coś dziwnego. Niebo rozbłysło, a na jego środku ukazała się ogromna tęcza.
            I Maks zrozumiał co jest najważniejsze. Przyjaciele, kolory, które widzimy, zapachy, które czujemy i ten jedyny najpiękniejszy uśmiech na jego twarzy.

następna bajka: "Malarz"