KATAKLIZM W ŚWIERKOWYM LESIE
 
     Wcale nie było to za siedmioma górami ani za siedmioma lasami, ani nawet za siedmioma rzekami. Było to wręcz bardzo blisko stąd, jestem przekonana, że każdy tam kiedyś był. Świerkowy Las, las pachnący całą pełnią zapachów i las spokojny, las z daleka od miasta i od hałasu. Las, w którym nie ma drwali i gdzie wszyscy jego mieszkańcy żyją spokojnie. Każdy z nich, niezależnie od tego czy jest to mały jeż, wielki niedźwiedź, czujny ryś czy drapieżny wilk, ma swoje leśne zadania, które wykonuje w odpowiedniej porze i zawsze na czas. Podział pracy w leśnym świecie jest doskonale zorganizowany. Zwierzęta na początku istnienia swojej krainy podzieliły się na małe zespoły, w których wykonują zadania. W ten sposób zbieranie leśnych owoców, liści, gałązek jest dużo prostsze, szukanie zakopanych przez wiewiórki orzechów nie sprawia tylu trudności, a nocne warty naokoło domostw są wręcz przyjemnością.
     Wśród wszystkich mieszkańców jest i mały jeż, na imię ma Igiełka. Igiełka ma swojego towarzysza – Kitę i razem wykonują swoje zadania w leśnym świecie. Igiełka, w przeciwieństwie do innych jeży posiada tylko jeden kolec, ale nadzwyczajnie gruby i mocny. Dzięki temu wraz z Kitą mogą nosić największe jabłka do swojej leśnej osady i wszystko, czego nie mogą podnieść inne jeże. Ktoś zapyta: „Dlaczego Igiełka posiada tylko jeden kolec?”. A ja odpowiem: „Nawet najstarsza sowa w lesie tego nie wie”.  Kiedy Igiełka przyszedł na świat, rodzice martwili się, że sobie nie poradzi. Ale w miarę, kiedy ich syn dorastał i uczył się dystansu do siebie i do świata, również i oni przestali się martwić. Poza tym Igiełka posiada największe w całym lesie poczucie humoru, co czyni go stałym bywalcem wszystkich leśnych spotkań. Kita jest najlepszym przyjacielem Igiełki i w pewnym momencie swojego życia stali się wręcz nierozłączni.
     Pewnego dnia nad lasem rozpętała się potężna burza z gradobiciem. Na wszystkie strony leciały gałęzie, liście, zniszczone zostały wszystkie leśne sady. Ptasie gniazda pospadały na ziemię, gradowe kule zniszczyły lisie i borsucze nory, zatkały krecie korytarze. W lesie nastąpiła panika, takiego gradobicia nie widziała najstarsza sowa. Nie ucierpiała jedynie niedźwiedzia gawra, ale trudno się temu dziwić – była to przecież ogromna jaskinia znajdująca się na skraju lasu. Na nieszczęście była to już jesień, czas kiedy wszystkie zapasy zostały zebrane, kiedy zwierzęta czekały na nadejście zimy. Do tego dnia czekały spokojnie, gdyż zebrały wyjątkowo dużo owoców w tym roku. Na dodatek wszystkie dachy były zniszczone. W głównej izbie domu Kity zalegała wielka gradowa kula, która zniszczyła posłania całej rodziny. Zmierzchało, zwierzęta rozpaczały, w całym lesie słychać było zdenerwowane głosy i piski. Zobaczywszy to wszystko, Igiełka, jako jeż o wielkiej sile wewnętrznej nie popadł w rozpacz, ale od razu zabrał się do roboty. Kita przybiegł mu z pomocą i Igiełka przedstawił mu swój plan. Według jeża należało przede wszystkim pozbyć się wszystkich gradowych kul, najlepiej przenosząc je w jedno miejsce. Co najważniejsze – należało uniknąć chaosu. Dwaj przyjaciele szybko zabrali się do pracy. Dołączył do nich sąsiad Kity – pewien rezolutny ryś o imieniu Cętka. We trójkę podzieli się pracą: Kita podnosił gradowe kule i nabijał je na kolec Igiełki. Natomiast Cętka zajmował się kulami, które były zbyt duże i zbyt ciężkie dla Kity. Igiełka mógł przenieść na swoim grzbiecie maksymalnie trzy kule naraz. Było to i tak bardzo dużo w porównaniu z innymi jeżami, które niestety nie mogły pomóc, gdyż ich słabe kolce łamały się pod ciężarem jednej kuli. W momencie kiedy jako tako udało się pozbierać kule zalegające w domach, reszta zwierząt zabrała się za liczenie strat jakie grad poczynił w zapasach na zimę. Dzięki temu jednak, że tegoroczne zbiory były bardzo obfite, duża część zapasów w dalszym ciągu nadawała się do zjedzenia. Reszta owoców, które zostały zniszczone, została przeznaczona na przetwory, które miały przygotować gospodynie. Był to bardzo dobry pomysł, gdyż dzięki temu tylko niewielka część jedzenia została wyrzucona.  Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia gdyby nie Igiełka. Najprawdopodobniej wszystkie zwierzęta musiałyby znaleźć inne miejsce w lesie i tam wybudować nową osadę. Zapewne wtedy ta zima byłaby ciężka i wiele zwierząt by jej nie przeżyło. Jednak dzięki jednemu, grubemu kolcowi Igiełki, każdy mieszkaniec leśnej osady mógł spokojnie spędzić zimę w ciepłym domku, z rodziną, wspominając jedynie straszny grad, który pojawił się pewnego jesiennego wieczoru nad ich spokojnym Świerkowym Lasem.



 

następna bajka: "Kogucik i wróbelek"