Kraina Daktylii

Za trzema wysokimi górami, pięcioma niskimi pagórkami, dwoma rzeczkami i jednym strumieniem, znajdowała się wesoła dolina Daktylia. Słońce każdego dnia łaskotało mieszkańców Daktyli swoimi promieniami. Chmury od czasu do czasu orzeźwiały ciepłym deszczem. Radość panowała tu codziennie. Nikt nie marudził i nie narzekał na swoje życie.
Tego dnia Pan Pingwinek miał wiele pracy. Był szewcem i robił buty na Święto Lizaka – jedno z najważniejszych świąt w Daktylii. Musiał uszyć i przerobić wiele par butów, żeby każdy mógł pokazać się w błyszczących niebiesko-żółtych trzewikach. Bo od lat tradycyjnie wszyscy w Święto Lizaka chodzili w jego bucikach i przywiązywali sobie do ubrania czerwone wstążki. Pan Pingwinek ciężko pracował już od wielu miesięcy. Uszył już buty dla całej krokodylej rodziny. I dla państwa jeleni wraz z ich dalszymi kuzynami – reniferami. Kaczuszki i kurki też dostały już swoje buciki.
A dwie góry, trzy strumyki i ocean dalej, w małym miasteczku, spała dziewczynka o imieniu Amelia.
W nocy jej Aniołek niefortunnie potknął się o misia, którego Amelia zostawiła na ziemi. Na szczęście w momencie, kiedy Amelia otworzyła oczy, Aniołek zdążył szybciutko uciec do nieba. Ale przez ten cały pośpiech, wypadło mu piórko ze skrzydełka i upadło tuż obok poduszki Amelii. (Czy Wam tez kiedyś zdarzyło się znaleźć malutkie, białe piórko obok swej poduszki? To zapewne Aniołek czuwający nad Wami je zostawił.) Ciepły, nocny wietrzyk wpadł przez okno do pokoiku Amelii, poruszył delikatnie firanką i uniósł piórko nad łóżeczko dziewczynki. Amelia nie chciała, żeby wiatr zabrał jej piórko. Stanęła na łóżku  i zaczęła wysoko podskakiwać, żeby złapać piórko.
Hop sa!
Ale piórko zleciało w bok. No to jeszcze raz!
Hop sa!
Ale piórko uniosło się jeszcze wyżej.
- Oh, nie nie! – zasmuciła się Amelia –  moje piórko!
Amelia bardzo pragnęła złapać piórko, chociaż nie wiedziała nawet, że to piórko jej Aniołka. Ale było tak delikatne i śnieżnobiałe, że koniecznie chciała je mieć. Zebrała wszystkie siły i znów podskoczyła wysoko w górę, żeby chwycić piórko.
- Eh, gdybym tylko miała normalne dłonie z paluszkami. Wtedy łatwiej byłoby mi złapać piórko.
Aż tu nagle piórko znalazło się na nosku Amelii. Dziewczynka kichnęła głośno i niespodziewanie znalazła się w jakiejś pięknej krainie. Tyle tu cudownych roślin! Tyle słońca i ciekawych stworów! Sarenki, pingwiny, koty, zebry, foki… Ptaszki wesoło ćwierkające na drzewach.
- To chyba jakiś sen! – pomyślała Amelia.
- To żaden sen. – odpowiedział jej mały czarny krecik, który właśnie wiązał swoje nowe trzewiki. – Jesteś w Daktylii.
- W Daktylii? Ale co to jest Daktylia? I gdzie ona tak właściwie jest? I jak się tu znalazłam? I dlaczego Ty mówisz ludzkim głosem?
- Za dużo zadajesz pytań Amelio. Ciesz się, że tu jesteś. U nas zawsze świeci słońce, jest wesoło i wszyscy są sobie pomocni.
- Ssss… Pssypnij mi plossę drogi Flydelyku moją wstąsskę – poprosił do kreta zielony wąż.
- Ależ oczywiście mój drogi przyjacielu.
Zwrócił się do Amelii i powiedział:
- Akurat dzisiaj obchodzimy Święto Lizaka. Koniecznie musisz przyłączyć się do zabawy.
Amelia z ogromną chęcią poszła z kretem i wężem do ośmiornicy, która rozdawała przepyszne, kolorowe lizaki. Nim Amelia zdążyła zastanowić się, którego lizaka chce dostać, już w jej buzi znalazł się duży czerwony lizak w kształcie jabłuszka.
Dziewczynka zauważyła, że wszyscy mają prześliczne trzewiki.
- Ktoś musi mieć naprawdę zwinne ręce, żeby zrobić takie cuda…
- Ależ skąd! – odparł jej kret – to robi pan Pingwin, a on przecież nawet nie ma rąk. Ma skrzydła, ale bez piór i nie może na nich latać.
- Ja tesss nie mam lak – dodał wąż.
- Wielu z nas czegoś brakuje. Jedni nie mają nóg, inni zębów, jeszcze inni nie mogą skakać. Ja na przykład jestem całkiem ślepy, ale dzięki moim przyjaciołom świetnie sobie daję radę. Dzięki nim moje życie jest kolorowe. Tutaj brak rąk nie jest żadnym problemem. Na przykład, ryba Kajka, chociaż ma tylko płetwy, maluje przepiękne obrazy. Ty na też na pewno masz jakieś talenty.
- Hmm… umiem ładnie śpiewać! – odparła wesoło Amelia.
- To cudownie, zaśpiewasz na naszej lizakowej scenie.
Amelia nawet nie zdążyła się odwrócić a już stała przed mikrofonem. Wszyscy ucieszyli się na jej widok. Kto mógł to klaskał, a kto nie to gwizdał albo wesoło podskakiwał. Amelia zaśpiewała swoją ulubioną piosenkę o żabce. W nagrodę dostała błyszczące żółto-niebieskie trzewiki i obrazek od ryby Kajki. Kret pomógł jej założyć buciki a wąż zapakował jej obrazek to torebki i powiesił na ramieniu. Wszyscy byli zachwyceni piosenką Amelii. Pan Pingwin osobiście pogratulował jej wybitnego talentu.
Po występach w zielonej dolinie rozpoczęły się tańce. Amelia zmęczona dniem, usiadła na muchomorowym stołeczku. Nagle zaczęło ją coś łaskotać w nos. To piórko! Przez te łaskotki znów zachciało jej się kichać. Aaapsik! I Amelia wylądowała w swoim łóżeczku. Spojrzała na swoje stópki – nie było na nich trzewików. Obrazka też nie było. Ale obok leżało piórko.
Więc to był tylko sen? Być może, ale teraz wie, że każdemu czegoś w życiu brakuje. A brak rączek mimo wszystko pozwala czerpać radość z życia. Przyjaciele zawsze pomogą w potrzebie, nawet jeśli to ma być tylko zawiązanie sznurówki. I zawsze nad każdym dzieckiem czuwa Aniołek, który się nim opiekuje.



 

następna bajka: "Krasnoludki żyją w nas"