Kamyczek Jesteś

– Uwaga, uwaga! – usłyszały pewnego dnia uszy wodnych stworzeń na świecie. – Zapraszamy rybki wszystkie! I szczuplutkie, i puszyste! Słodkowodne, słonowodne, duże, małe, różnorodne! Zapraszamy też ślimaki, glonojady, żółwie, raki! I kamyki, i muszelki! Płyńcie... do akwarium bajki!
– Coś mi tu nie gra... – burknął ślimak Eustaszek.
Nagle jak rakieta przemknął obok niego żółw Tosiek.
– Daj spokój, nie marudź! Płyniemy!
Na dnie przeogromnego akwarium leżał kamyk. Całymi dniami spał. Był sporych rozmiarów, ale czuł się małym, bezradnym kamyczkiem. Na imię miał Jesteś.
– Hej, obudź się! – zawołał do niego Gupik. – Dlaczego ciągle śpisz?
– Jestem tylko kamyczkiem. Nie mam oczu, uszu, rąk, nóg... Co mam robić? Zazdroszczę muszelce – ona przynajmniej szumi i słyszy. Chciałbym mieć takie wielkie ucho jak ona.
– Uszy nie zawsze są widoczne. Każdy ma inne uszy, jedni mniejsze, drudzy większe, a inni zupełnie ukryte. Ja na przykład nie mam rąk. Ale to nie znaczy, że nie mogę cię dotknąć. Niektórzy ludzie twierdzą, że aby kogoś dotknąć, trzeba mieć dłonie. Bzdura! Rękami nie dotkniesz serca. Za to możesz je przytulić swoją obecnością.
– Nie rozumiem... – zmartwił się Jesteś.
– Nieważne... Chodź, pobiegniemy w świat!
– Pobiegniemy? Przecież nie mamy nóg...
– No i co z tego? Nie mam rąk, ale potrafię ogonem grać na pianinie. Niektórzy ludzie twierdzą, że skoro jestem rybą, to nie mam głosu, ale ja śpiewam. Naprawdę myślisz, że nie można biegać bez nóg? Chodź, zabieram cię na wycieczkę. Będziemy łapać świat za uszy!
– Nie rozumiem... – powtórzył Jesteś i bezradnie poczłapał za rybką. – Zaczekaj! – zatrzymał się po chwili. – Naprawdę potrafisz śpiewać i grać?
Rybka zaczęła ogonem wygrywać na pianinie melodię oraz wyśpiewywać słowa piosenki.
Coś mi tu nie gra... – burknął ślimak Eustaszek i zamknął się w swoim skorupkowym domku.
Rzeczywiście, nie były to przyjemne dźwięki.
– Wiem – posmutniał Gupik. – Nie potrafię tego zaśpiewać i zagrać tak jak trzeba. Mylę słowa. Nie umiem odmierzyć rytmu. Mój ogon uderza w nieodpowiednie klawisze. Kiedyś było inaczej...
Jesteś oddychał spokojnie, cały skupiony i zasłuchany. Mimo tego, że nie miał uszu.
– Miałem kiedyś przyjaciela Skalara – mówił dalej Gupik. – Razem wymyśliliśmy tę melodię i słowa. Ale Skalar nie żyje. Zabili go ludzie. Od tamtej pory nie potrafię dobrze wykonać tej piosenki... Ale dość tych smutnych zwierzeń – rybka poderwała się na równe płetwy. – Płyniemy!
I pomknęli w wodny świat.
I jak tam, jak tam? – żółw Tosiek podpłynął do ślimaka.
Coś mi tu nie gra... – mruknął Eustaszek.
Żółw zakręcił piruet, po czym pomknął w swoją drogę jak rakieta. Tosiek w ogóle był trochę zakręconym żółwiem. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że był żółwiem. Wodnym, ale zawsze żółwiem. A wcale nie jest łatwo kręcić piruety z żółwią skorupą na grzbiecie.
– Aleś się zagapił! – zawołał Gupik do Jestesia. – Nawet nie zauważyłeś, kiedy dotarliśmy nad Rzekę Przyjaźni. Co słyszysz?
– Hm... – Jesteś wytężył słuch. – Słyszę wesołe pluskanie i śmiech łaskoczący wodę!
Posłuchaj teraz tego... – uśmiechnął się Gupik.
– Słyszę unoszące się na falach wyznania miłości i wierności...
– To Most Serc – wyjaśnił Gupik. – Musimy jednak poznać także inne strony świata. – powiedział tajemniczo.
Gdy dotarli na miejsce, kamyczek usłyszał łkanie i kapiące w wodę łzy. Miejsce, w którym się znaleźli było Doliną Cierpienia.
Wkrótce wyruszyli dalej. Usłyszeli strzały i odbijające się w wodzie odgłosy wojny. Nad nimi zapadła kurtyna z chmur, ciemność i złowroga, martwa cisza, zupełnie inna niż dobra cisza, która płynie jak muzyka w żywych i czystych krainach.

  1. To Wzgórze Cienia – wyszeptał Gupik.

Coś mi tu nie gra... – burknął Eustaszek i zamknął się w skorupkowym domku.
Nagle rozległ się rybi krzyk. Jesteś dostrzegł Gupika, który pędził ze wzgórza i zdyszany runął do wody. Niestety! Tu czyhało już kolejne niebezpieczeństwo. Rybka zaplątała się w jakieś sznury i nie mogła się wydostać. Oboje oniemieli z przerażenia.
Kamyczek został pochwycony przez  młodego człowieka. Chłopiec zamachnął się nim na rybkę.
„Muszę wyrwać się z tej dłoni i z mojego strachu... – pomyślał Jesteś. – To straszne, że ludzie tak często niosą w swoich rękach zło. Jak różne mogą być ludzkie dłonie, a przecież Pan Bóg stworzył wszystkie ręce dla dobra. I tylko czyniąc dobro, dłonie stają się piękne”.
Nagle jak rakieta zjawił się żółw Tosiek.
– Każdy z nas ma inne ręce, każdy z nas ma inne serce, ale razem możemy podbić świat! – zawołał.
Kamyczek nabrał otuchy. Odzyskał mowę.
– Hej, kolego! – krzyknął do chłopca. – Grałeś kiedyś na jakimś instrumencie?
Młodzieniec ze zdumienia wypuścił Jestesia z dłoni.
– Co to?! Gadający kamień?!
Kamyczek tymczasem lekko upadł do wody.
No, masz szczęście, Gupiku! Mógłbym cię nieźle zranić ciężkim plaśnięciem. Ten chłopak celował już w ciebie moim nieokrzesanym ciałem – zażartował.
Gupik siedział jak trusia. Nie było mu do śmiechu..
– Spokojnie, zaraz cię uwolnię. O rety, Gupiku, aleś się wystraszył...
Rybka powoli dochodziła do siebie.
Dziękuję – wyszeptał Gupik, zwracając się do Jestesia.
– Daj spokój, stary, przecież nie masz za co. To ja ci dziękuję. Gdyby nie ty, nie zrozumiałbym, co to znaczy łapać świat za uszy. Nauczyłeś mnie słuchać, choć nie mam uszu, patrzeć, choć nie mam oczu, biegać, choć nie mam nóg...
– Jestesiu, ty zrobiłeś dla mnie o wiele więcej.
– Nie rozumiem – zdziwił się kamyczek. – To niemożliwe. Ja przecież tylko...
– Jesteś. Twoje imię przypomina mi, że ja jestem. Dzięki twojej obecności mój głos przypomniał sobie słowa piosenki, którą wymyśliliśmy ze Skalarem, a mój ogon przypomniał sobie, których klawiszy ma dotknąć. Zrozumiałem też, że twój spokój odmierza takt, dzięki któremu będę mógł zaśpiewać i zagrać w odpowiednim rytmie.
I wtedy Gupik zaśpiewał i zagrał...
I jak tam, jak tam? – zapytał żółw Tosiek, podpływając do ślimaka.
        – Wszystko gra! – odparł Eustaszek.
        I nie uwierzycie – zakręcił wodny piruet! No, no... Nieźle podrygiwał! A jaki miał przy tym uśmiech! Od ucha do ucha...

następna bajka: "Kangurek Krzyś"