JULIA
Ta historia wydarzyła się zupełnie blisko, w samym środku miasta. Właśnie tu stał wysoki jak góra blok z kolorowymi balkonami. Pod numerem czwartym mieszkała Julia z rodzicami
i chomikiem.
Musicie wiedzieć, że Julia była miłą i grzeczną dziewczynką z wielką tajemnicą. Była to tajemnica o której wiedzieli tylko – Mama i Tata, przyjaciele Julii i pan Miluś. Julia miała czasem ochotę zdradzić komuś swój sekret ale jej przyjaciółka Zosia uważała, że to zły pomysł. W końcu co to za tajemnica o której wszyscy wiedzą?
Wam powiem w sekrecie, więc nie mówcie nikomu - Julia to mała czarodziejka.
Oczywiście Julia zawsze chciała zostać najlepszą czarodziejka na świecie. Ale przez swoje ręce, przestała już wierzyć, że kiedyś jej się uda. Wyobraźcie sobie, że ręce Julii zachowywały się tak, jak by wcale nie chciały być czarodziejskie. Trzymały różdżkę ale nigdy nie kazały jej robić tego o co prosi dziewczynka. Kiedy Julia chciała wyczarować pyszną zupę ogórkową, ręce machały tak, że zupa wcale się nie pojawiała a talerz lądował na podłodze. A kiedy Julia chciała napełnić wazon kwiatami, ręce machały różdżką i po chwili w wazonie stały... trzy suche patyki.
- Może Julia powinna dać sobie spokój z tym czarowaniem – zastanawiał się nawet Tata. - Co będzie, jeśli zamiast szklanki mleka wyczaruje słonia? Będzie trzeba karmić go przez okno
a śniadania obiady i kolacje będziemy jadać w restauracji.
Tylko pan Miluś wierzył, że Julia będzie wielką czarodziejką.
Julia chodziła do zwykłego przedszkola z klasami pełnymi zabawek. Za przedszkolem rósł magiczny ogród. Były tam jabłonki, które znały każdą piosenkę i róże z cukierkami zamiast kolców. W tym ogrodzie mieszkał smok. Był to najgrzeczniejszy smok na świecie. Nazywał się Miluś. Był dorosły, więc Julia mówiła o nim „pan Miluś”.
W tym ogrodzie była też czarodziejska brama, za którą rozciągała się Kraina Baśni. Czasem Miluś otwierał bramę i zapraszał do ogrodu gości. Kiedyś zamiast Czerwonego Kapturka pojawił się wilk ale pan Miluś zamienił go w małego, puszystego chomika, którego podarował Julii. Na początku dziewczynka martwiła się, że chomik znowu zamieni się w wilka ale tak się nie stało. Żeby nie było mu przykro Julia nazwała chomika Wilczuś.
Pewnego wiosennego dnia Julia z przyjaciółmi - Sandrą i Kubą wybrała się do magicznego ogrodu. Wszyscy byli czarodziejami ale tylko Julia miała problemy z rzucaniem czarów.
- Dzień dobry, panie Milusiu – zawołały dzieci.
- Dzień dobry moi drodzy – odparł smok - Czas na naukę. Dzisiaj pokaże wam jak za pomocą magii, uszykować sobie śniadanie.
Machnął różdżką i pojawił się ogromny drewniany stół. Smok i mali czarodzieje podeszli do niego.
- Słuchajcie uważnie – rzekł smok – Zaklęcie, którego dziś się nauczycie brzmi – abrakadabra, niechaj się stanie, stolik ma nakryć się na żądanie.
Pan Milus machnął różdżka i na stole pojawił się czyściutki biały obrus a na nim talerze, łyżki i waza pełna smakowicie pachnącej zupy pomidorowej.
– Widzicie jakie to proste? – spytał smok. Machnął różdżka po raz drugi i wszystko znikło. Oczywiście oprócz stołu. - Pamiętacie zaklęcie?
Przyjaciele oczywiście od razu zapewnili pana Milusia, że doskonale pamiętają zaklęcie ale wcale nie byli tego tacy pewni. Zaklęcie było trudne a przecież trzeba je powiedzieć dokładnie co do słowa. Smok oczywiście o tym wiedział ale postanowił dać szansę swoim uczniom.
- Ty pierwsza Sandro – powiedział pan Miluś.
Dziewczynka podeszła do stołu machnęła różdżka i zawołała

  1. Abrakadabra, niech się stanie, stolik zniknie na żądanie.

I oczywiście stolik zniknął. Pan Miluś spojrzał z pod oka na Sandrę i machnięciem różdżki wyczarował nowy stolik.
- A ktoś tu mówił, że zapamiętał zaklęcie – mruknął. – Twoja kolej Julio a ty Sandro naucz się dokładnie zaklęcia przed następna próbą.
Julia zapamiętała zaklęcie co do słowa ale i tak nic z tego nie wyszło. Jej ręce jak zwykle jej nie posłuchały i zamiast stołowego nakrycia pojawiła się chmurka z której zaczął padać deszcz. Kuba parsknął śmiechem a Julia rozpłakała się. Taki wstyd, znowu jej nie wyszło. Wiedziała, że jej przyjaciele już od dawna uważają, że nie jest prawdziwą czarodziejką a teraz jeszcze to.
Nagle na polanie pojawił się smok. Nie był to wcale taki miły i przyjazny smok jak pan Miluś ale wielki złośliwy smok z ostrymi zębami. Oczywiście pan Miluś i przyjaciele dzielnie rzucili na niego zaklęcia – każdy inne. Ale nic się nie stało. Był to bowiem smok czarodziejski, machnął tylko łapą i nic a nic nie przejął się czarami.
Julia też chciała rzucić jakieś zaklęcie ale bała się, że nic z tego nie wyjdzie. Przecież nigdy nie wychodzi chociaż ona tak się stara. Ale kiedy zobaczyła jak smok depcze magiczne pomidory
o smaku gruszek i bardzo się zdenerwowała się. Nikt nie ma prawa niszczyć magicznego ogrodu, nawet wielki czarodziejski smok.
- Abrakadabra, niechaj się stanie, smok zaraz niknie na me żądanie – zawołała machając różdżką.
Smok oczywiście nie zniknął ale dookoła niego rozkwitły piękne tulipany, które pachniały tak mocno, że ich zapach rozszedł się po całym ogrodzie. Zły smok kichnął potężnie raz i drugi. Jemu ten zapach wale się nie podobał. Kichnął raz jeszcze i... zniknął.
Przez chwilę w ogrodzie panowała cisza a potem...
- Hurra! Wiwat Julia! Niech żyje Julia! Hura! – krzyczały dzieci podskakując z radości a smok tylko klaskał w swoje ogromne łapy.
Julia nie mogła uwierzyć. Udało jej się. No może nie zupełnie tak jak planowała ale się udało.
- Musimy to uczcić – zwołał smok. Wyczarował obrus i ogromny tort z mnóstwem świeczek. – to nagroda dla ciebie Julio. Dalej zdmuchnij świeczki zaklęciem.
Julia uśmiechnęła się. Teraz na pewno się uda. Machnęła ręką, wypowiedziała zaklęcie i... koło smoka wyrosło piękne drzewo. Dziewczynka spuściła smutno głowę. Znowu wszystko poszło nie tak.
Nagle zawiał wietrzyk poruszając gałązkami drzewa. Jeden z listków połaskotał w nos pana Milusia. Smok kichnął potężnie gasząc świeczki.
- Hurra – krzyknęła Julia.
- Jesteś naprawdę wielką czarodziejką – powiedział Kuba, patrząc na nią z podziwem.

 


następna bajka: "Julka kulka"