Julka spotyka Hipolita


Słońce już delikatnie muskało płatki kwiatów kiedy Hipolit postanowił otworzyć oczy. Powolutku przeciągnął się cały. Nie przepadał za tymi chwilami bolesnego przebudzenia. W snach był wielobarwnym władcą łąki – pięknym motylem. Rzeczywistość zawsze okazywała się dla niego smutnym przebudzeniem. Z rozżaleniem popatrzył na swoje nieco owłosione ciało. Wyglądał jak mała kluska i to go strasznie irytowało. Zupełnie inaczej zachowywała się cała reszta jego licznej rodziny. Natychmiast po przebudzeniu, nawet nie otwierając oczu, jego bracia i siostry wgryzały się w zielone listki sycąc głód. Hipolit wolałby spać i śnić, ale lekkie burczenie w brzuszku dawało znać, że jak najszybciej powinien pójść w ślady rodzeństwa. Powoli podpełzł do wyjątkowo smakowicie wyglądającego listka. Zaczął jeść bez entuzjazmu, nawet wtedy gdy przypomniał sobie, że jego sen wkrótce się spełni. Wkrótce już obudzi się jako piękny motyl. Hipolit był bowiem małą, zieloną gąsieniczką.
Wśród kwiatów i traw nagle coś się poruszyło. Cały świat Hipolita zaczął wirować i podskakiwać w rytm biegu małych dziewczęcych stópek. Nad ukwieconą łąką rozbrzmiał radosny śmiech.
- Jakie śliczne kwiatki! – szczebiotał głosik – Jakie pachnące! Jakie kororowe!
- KOLOROWE – burknął niewyspany Hipolit – Mówi się: KOLOROWE. – Dodał ciszej żując listek.
Szaleńcze stópki przyniosły w jego pobliże niewielką postać. Dziewczynka schylała się zrywając kwiaty i źdźbła trawy. Każdy zerwany kwiatek spotykał się z zadartym noskiem, a dziewczynka prychała, kichała i śmiała się coraz głośniej. – Jakie kororowe – szepnęła cicho.
- KOLOROWE!  - ryknął głośno Hipolit, aż listek podskoczył.
Dziewczynka poderwała głowę. Rozejrzała się nieco przestraszona, ale na pewno zaciekawiona. Nie zauważyła jednak nikogo.
- Czy ktoś tu jest? – mocniej ścisnęła w dłoni bukiecik zebranych kwiatków.
- Nie ma – Hipolit odpowiedział odruchowo wprowadzając dziewczynkę w nieco większy niepokój. – Absolutnie nikogo – dodał pragnąc ją uspokoić, co spowodowało odwrotny skutek.  Dziewczynka zamachała nerwowo ramionami i rozejrzała się szybko wokół. Nagle jej wzrok padł na Hipolita. Pochyliła się, aby dokładnie przyjrzeć się maleńkiej istocie na liściu.
- Czy Ty mówisz? – szepnęła jakby bała się, że ta magiczna chwila mogła by prysnąć.
- Nawet bym nie śmiał – Hipolit także szeptał – Widziałaś kiedyś, żeby gąsienica mówiła? –
- Nie widziałam –
- No właśnie! –
- Ale TY mówisz? –
- Nie mówię! –
- Mówisz! – dziewczynka zmarszczyła brwi.
- Nie mówię – Hipolit starał się jak mógł także zmarszczyć brwi, ale nie bardzo mu to wyszło. Może dlatego, że gąsienice nie mają brwi. – Nie mówię, nie mówiłem – powiedział twardo – i nigdy mówić nie będę! –
- Ha! – dziewczynka triumfalnie się uśmiechnęła – Właśnie coś powiedziałeś. Jestem Julka, a Ty?
- Hipolit – westchnął zrezygnowany zdając sobie sprawę, że ta mała tak łatwo się nie podda. Podejrzewał nawet, że to dopiero początek kłopotów. – Podałbym Ci dłoń na powitanie, ale niestety jeszcze mi nie urosły. –
- A urosną? – wyraźnie zaciekawiła się Julka. Patrzyła na niego z uwagą śmiesznie przekrzywiając główkę.
- Powinny! – Hipolit dumnie wypiął pierś – Nadejdzie dzień, w którym po przebudzeniu będę zupełnie inny. Tak przynajmniej mówili rodzice. Będę piękny! –
- Teraz też jesteś… - Julka powoli przyjrzała się zielonemu, owłosionemu tułowowi gąsieniczki - … piękny. – Dokończyła jakby ciszej. – Opowiedz mi jak to będzie. Z tym przebudzeniem. –
- Otóż. – Hipolit poczuł się nagle bardzo ważny. – Zasnę. A kiedy się obudzę będę miał skrzydła. Kolorowe, wielkie. I będę latał. – wyraźnie się rozmarzył.  Julka radośnie klasnęła w dłonie, a Hipolit dostrzegł szczegół, który zdecydowanie odsunął sny o lataniu na dalszy plan. - Nie masz tych…no… wypustków. – zauważył.
- Mówi się „palców” – dziewczynka uśmiechnęła się – No nie mam. Ja nie mam palców a ty nóżek. Idealna para. Prawda? –
- Nie urosły ci jeszcze? – oglądał dłoń z ciekawością.
- Nie urosły. I z tego co wiem, już nie urosną. Taka się urodziłam. Bez paluszków. Mi tylko palce nie urosły – przerwała mu wpół słowa – Ty natomiast nie urosłeś cały. –
Kiedy już chciał się obrazić zauważył, że Julka trzęsie się zaciskając mocno usteczka. Po chwili wybuchła głośnym śmiechem. Wkrótce śmiali się już oboje.
- Powiedz mi – Hipolit odezwał się pierwszy po napadzie śmiechu – Nie chciałabyś się kiedyś obudzić z paluszkami? Ja kiedyś będę miał skrzydła. Może ty też tak byś mogła? –
Dziewczynka popatrzyła przed siebie. – A jeśli nigdy nie urosną ci skrzydełka? – zapytała powoli.
Patrzył przez chwilę na łąkę. Na kwiaty nad którymi chciał kiedyś latać jako wielobarwny motyl.
- Urosną! – powiedział twardo – Rodzice mówili, że tak się stanie. –
- Brakuje ci ich? – dopytywała – Kiedy ktoś widzi że nie mam paluszków strasznie mnie żałuje. Myślą, że mnie to boli. Ale przecież jak może mi brakować czegoś czego nigdy nie miałam? Przecież bym nawet nie wiedziała jak się nimi posługiwać. Nigdy ich nie miałam, więc nie wiem nawet czy są mi potrzebne. Czy tobie potrzebne są skrzydła?-
- No nie wiem – mruknął – Wszyscy w mojej rodzinie mają je dostać. Nie zastanawiałem się czy są mi potrzebne. Marzyłem tylko cały czas, żeby obudzić się kimś innym. –
- Mój dziadzio mówi, że Bóg jest sprawiedliwy. Wszystkich obdziela po równo. Jeśli mi nie urosły paluszki na pewno dostałam coś w zamian. Muszę to tylko odnaleźć w sobie. – dodała zdecydowanie.
-  A jeśli nie odnajdziesz? – usłyszała cichy głos Hipolita.
- Nie znajdują tylko ci, którzy nie szukają. Tak mówi mój dziadzio, a on wie co mówi, bo jest straaaasznie mądry – uśmiechnęła się do Hipolita. I obydwoje popatrzyli z nadzieją na wielobarwną, ukwieconą łąkę.


następna bajka: "Kamyczek jesteś"