Jak Maciuś i Michasia zdobyli nowych przyjaciół

 

- Hej, hej! – usłyszał wołanie króliczek Maciuś. A jako że był już prawie dorosłym króliczkiem, a już na pewno bardzo dorośle słyszącym, zaczął się rozglądać za osobą, która go woła.

Wołanie dotarło do Króliczej Polanki, gdzie Maciuś bawił się w chmurki. To była ulubiona zabawa króliczka: leżeć na miękkiej trawie i wyobrażać sobie, jak na niebie toczą wielkie pojedynki chmurzaści rycerze, albo chmurzaści podróżnicy zwiedzają cały świat.
Zabawę przerwała Michasia, mała przyjaciółka króliczka.
Miała całe 4 lata i lubiła biegać po łąkach, albo po kałużach, albo bawić się z Maciusiem w chowanego.
- Nie poszłam dziś do przedszkola, wiesz?- powiedziała Misia. Minę miała przy tym trochę przerażoną.
- Dlaczego? Przecież tak lubisz przedszkole? – zapytał zaciekawiony króliczek.
- Wiesz… Bo to wszystko przez takiego … takiego chłopaka – powiedziała dziewczynka. – Ja się go trochę boję.

- Ale przecież ty się nie boisz żadnych chmurzastych potworów, ani żadnych innych potworzastości! – wykrzyknął króliczek, który sam do bohaterów raczej nie należał. – To dlaczego boisz się tego chłopca?

- Bo wiesz Maciusiu, on nie jest taki, jak inni – powiedziała Michasia. – On nie ma wszystkich palców u ręki, w ogóle ma takie dziwne ręce. I pani nam kazała się z nim bawić! – tłumaczyła oburzona dziewczynka. – A przecież on nie ma takich rąk, jak ja!
     Maciuś słuchał zdziwiony. „Jak to nie ma palców – zastanawiał się. – A jak ja bym ja nie miał całej łapki, to jakby to było?”.
Później króliczek cały czas zastanawiał się, jak wygląda ten nowy, „dziwny” kolega Michasi i jak to jest, mieć „dziwną” rączkę. Zastanawiał się tak mocno, że prawie trafił sobie w nos łyżeczką wypełniona ulubionymi lodami truskawkowymi, które mama przygotowała na podwieczorek.
A mama Maciusia, widząc zmarszczone czoło synka, zastanawiała się, co trapi jej pociechę.

- Mamusiu, czy jak ktoś nie ma wszystkich palców to jest niebezpieczny? – zapytał w końcu  i opowiedział o nowym koledze Michasi.
- Dlaczego ten chłopiec ma takie ręce? – pytał Maciuś.
Mama spojrzała na synka, zdjęła fartuszek i powiedziała:
- Choć synku, kogoś ci przedstawię.
Poszli ścieżką nad strumyczkiem, aż doszli do małej norki w pobliżu skarpy.
Mama zapukała i drzwi otworzył stary królik w okularach, zsuniętych na czubek nosa.
- Witam, panie Słówko! – powiedziała mama.
- A witam, witam! – odparł pan Słówko. – A to musi być Maciuś. A ja, drogi chłopcze, uczyłem twoją mamę czytać, wiesz o tym?
Weszli do norki, gdzie przy kuchni kręciła się żona pana Słówko. Za chwilkę na stole pojawiły się pyszne jagodowe ciasteczka, pachnąca herbatka i kakao dla Maciusia. Zaraz, zaraz… Nagle, kiedy Maciuś pił pyszne kakao i jadł ciastka, które upiekła pani domu zobaczył, że żona pana Słówko… nie ma palca!
- Ojej! – wykrzyknął przerażony.
A pani Słówko wcale nie obraziła się, tylko powiedziała:

- Widzę, że nigdy nie widziałeś osoby, która ma niesprawną rękę – powiedziała.
- Ale …ale pani wcale nie jest straszna – powiedział zdziwiony króliczek, patrząc na uśmiechniętą twarz pani Słówko. – I może pani zrobić herbatę, i upiec ciastka…
- Na świecie żyją ludzie i zwierzęta zdrowi, i tacy, którzy mają nie do końca sprawne ręce, nogi, albo inne części ciała – powiedział pan Słówko. - Nie mieli tyle szczęścia, co ty, ja, albo twoja mama, ale nie tylko są tacy, jak my - powinniśmy ich szanować i podziwiać za to, że nauczyli się żyć ze swoją chorobą. Oni chcą być, tacy jak my, a my nie możemy ich traktować, jak kogoś gorszego. Kiedy ty, Maciusiu masz katar i zapchany nos, albo boli cię łapka, jesteś inny niż twoi koledzy?
- Nie, wcale nie – odpowiedział Maciuś.
- Nie musisz się bać tego, że ktoś wygląda trochę inaczej niż ty – powiedziała pani Słówko. – Dotknij mojej łapki i zobacz, jak ona wygląda.
Króliczek, jeszcze trochę niepewny i przestraszony dotknął łapki pani Słówko.

A pan Słówko opowiedział Maciusiowi o tym, że są różne choroby dłoni: amelia, czyli wrodzony brak jednej lub więcej kończyn, alcheiria – brak dłoni, adactylia – brak palców i wiele innych.
Ludzie i zwierzęta rodzą się z takimi wadami, często nie wiadomo dlaczego.
- I powiem ci, że kiedy ja byłem młody i poznałem panią Słówko, też się trochę przestraszyłem jej łapki – powiedział stary nauczyciel. – Ale przekonałem się, że nikogo nie można się bać, czy uważać za gorszego dlatego, że jest chory.
A potem pani Słówko podała jeszcze pyszne naleśniki z syropem czekoladowym, prawie tak dobre, jak robiła mama. I kiedy późnym popołudniem wracali do domu, Maciuś pomyślał, że dawno nie spotkał tak sympatycznych ludzi.
Kiedy następnego dnia króliczek zobaczył Michasię opowiedział jej o swoich nowych znajomych.
- To znaczy, że ja tego nowego Piotrusia wcale nie musze się bać? – zastanawiała się Michasia. – Ale on siedzi tylko w kąciku i nie chce się z nami bawić.
- Może dlatego, że boi się,

że to wy nie będziecie chcieli się z nimi
bawić – myślał głośno króliczek.
- Może… - powiedziała jeszcze nie do końca przekonana Michasia.
Przez kilka kolejnych dni Maciuś nie widział swojej przyjaciółki. Nie przychodziła na skraj łąki, aż zaniepokojony króliczek pobiegł pod jej domek. A tam, w piaskownicy zobaczył Michasię, która budowała piękny zamek z piasku, wspólnie z jakimś chłopcem. Śmiali się przy tym tak głośno, że nie zauważyli króliczka. Już miał odwrócić się prawie obrażony, kiedy zobaczył, że nowy kolega Michasi nie ma trzech palców u prawej ręki i to zupełnie dziewczynce nie przeszkadzało.
- Boimy się tego, co jest inne – pomyślał króliczek. – Ale, gdybyśmy nie umieli polubić tych, którzy są nieco inni niż my, ja nie poznałbym państwa Słówko, a Michasia nie miałaby nowego kolegi. Nie warto mieć uprzedzeń, bo to, że ktoś jest inny, nie końca zdrowy, niepełnosprawny - nie oznacza, że nie może być sympatyczny i że nie możemy się z nim zaprzyjaźnić.


następna bajka: "Jak ślimak Maciuś został jubilerem"