,,Jaskółka”

 

Gdzieś pod dachem, w dziupli małej,
ptaszek barwy czarno-białej,
wysiadywał na jajeczkach,
aż oba zaczęły pękać.
Najpierw wyszły małe dzióbki,
a za nimi małe główki.
Narodziły się dwie córki,
przepięknej mamy jaskółki.
Mama każdej imię dała,
po swojemu je nazwała,
pierwszej Kasia, drugiej Ewa.
-Uchylę wam rąbek nieba.
Jak mówiła, tak robiła.
codziennie obie karmiła.
Rosły szybko cudne ptaszki,
jadły muszki i robaczki,
coraz większe i piękniejsze,
jadły, jadły coraz więcej.
W końcu mama do nich mówi:
-Kasiu, Ewo dziś dzień długi.
Słońce świeci, wiatr nie wieje,
będę dziś nauczycielem.
Wiem, jesteście już dorosłe,
pora lecieć gdzieś w tę wiosnę.
Na początek, spójrzcie na mnie.
Tak się lata! –Ale fajnie!
mówi Kasia widząc mamę,
jak ta fruwa, istny talent!
Posmutniała Ewa wielce,
ja latać nigdy nie będę,
mam tylko jedno skrzydełko,
boję się. Co będzie ze mną?
Nie płacz siostro – szepcze Kasia.
Poczekaj co powie mama.
Nie wiem Ewo – myśli matka,
naprawdę trudna zagadka.
Poczekamy, zobaczymy
i coś temu zaradzimy.
Uczyła się Kasia latać,
nie przestała Ewa płakać.
Dni mijały i tygodnie,
czuła się Ewa okropnie.
Nadszedł czerwiec, z nim ulewa,
a ptaki obsiadły drzewa,
aby schronić piórka suche,
wtem ktoś przerwał krople głuche.
Śpiew cudowny i kojący,
taki rześki i rażący.
- Któż to śpiewa? – pytał gawron
- Ktoś ma głosu barwę ładną.
Rzekły w chórze cztery wróble.
Dzięcioł przestał drążyć dziuple.
Trochę wyżej, mądra głowa,
siadła na gałęzi sowa.
I powiada: - Moim zdaniem,
szanownym moim ćwierkaniem,
autorem tej cudnej pieśni
jest jaskółka. – Się nie mieści
w mym rozumie – stwierdził pan szpak,
- żeby śpiewać dobrze aż tak!
- Prawdę mówi pani sowa,
twierdzi Kasia – trafne słowa.
Śpiewa Ewa więc oklaski!
I klaskały wszystkie ptaszki.
Morał bajki jest chwytliwy,
każdy ma talent prawdziwy!
Każdy z nas jest wyjątkowy,
nieważne; chory czy zdrowy.

 


następna bajka: "Jaś i zaczarowana babcia"