Opowieści z Handlandii

 

Tylko każde dziecko wie,
co w Handlandii dzieje się…

 

            Dawno, dawno temu za górami, za lasami, tam, gdzie lasy miały kolor morza, żył sobie król i królowa. Byli oni władcami krainy szczęścia i dostatku nazwanej przez jej mieszkańców Handlandią.
            W Handlandii życie było prostsze niż w normalnym świecie. Wszystkie dzieci były zdrowe, nikt nie chorował i nie umierał. Nikt też nie chodził do szkoły ani do pracy, gdyż ludzie wszystkie czynności i prace wykonywali wspólnie, wzajemnie sobie pomagając. Nie znano podatków ani pieniędzy, a żeby coś kupić, wystarczyło przynieść sprzedającemu w zamian inną rzecz.
            Ziemie należące do Handlandii rozciągały się po obszarze Równiny Dłońskiej i Pagórków Palczastych. Na czwartym Pagórku – Serdecznym wznosił się piękny zamek, w którym król Manus i królowa Mania spędzali długie wieczory, przyjmując gości. Jednak nie byli w pełni szczęśliwi. Jako jedyna rodzina w królestwie nie posiadali dzieciątka, chociaż bardzo go pragnęli.
Pewnego dnia do rodziny królewskiej zawitał posłaniec z radosną wiadomością. W ogrodach królowej, wśród Tulikwiatów znaleziono dwie małe dziewczynki. Władcy od razu przyjęli je do pałacu i stali się ich rodzicami. W Handlandii był bowiem zwyczaj, że wszystkie dzieci przychodziły na świat, dojrzewając w specjalnie do tego celu sadzonych kwiatach. Dziewczynki dostały wyjątkowe imiona – wesoła i zawsze uśmiechnięta o złotych włosach przyjęła imię Stokrotka, a ponura i ciemnowłosa została nazwana Jagódką.
Młode księżniczki rosły, rosły i rosły, a kiedy miały po 10 lat, król i królowa umarli, przekazując im władzę w królestwie. Jako nowe władczynie musiały nieustannie pomagać innym, co dla Stokrotki nie było problemem, ale Jagoda nie miała zamiaru spędzać całego dnia na pracach społecznych. W krótkim czasie zbudowała zamek na Pagórku Wskazującym i stworzyła swoją armię z dzieci, wcześniej porwanych od rodziców. W zamku Jagody panowały strach i cierpienie. Za każde nieposłuszeństwo zła królowa obcinała dzieciom jeden palec, a potem wyrzucała z zamku do lasu, skąd dobra królowa Stokrotka zabierała ranne dzieci i opatrywała im rany. Jednak nie umiała im pomóc wrócić do pełnej sprawności.
Pewnego dnia do zamku Stokrotki zawitał wędrowny szewc – Michał z prośbą czy nie mógłby zostać jej osobistym dostawcą butów. Dobra królowa od razu rozpoznała jego dobre serce i pokazała mu szpital i ranne dzieci. Michał niewiele myśląc, wystrugał z drewna mały paluszek, przyczepił do niego skórzany rzemyk i przywiązał rannej dziewczynce. Ta uradowana od razu zaczęła zginać rączkę z nowym palcem, chwaląc się pozostałym dzieciom, że od teraz będzie bardziej sprawna. Od tego czasu szewczyk nie tylko robił buty, ale także protezy dla wszystkich rannych dzieci w królestwie. Gdy zła królowa Jagoda dowiedziała się o przybyszu postanowiła rzucić czar na wszystkie Tulikwiaty w Handlandii. Od tej chwili każde dziecko, które rozwinęło się z kwiatu miało nieukształtowaną jedną lub obie rączki. Do szpitala Stokrotki zaczęli się zgłaszać rodzice z całego królestwa, prosząc ją i szewczyka o pomoc. Michał chętnie strugał z drewna i przypinał dzieciom protezy, ale ich ręce dalej nie były sprawne. Napisał więc list do swojego brata – Nochala, który był lekarzem, aby ten jak najszybciej przybył z pomocą do Handlandii. Nie minęło dwa tygodnie, a Nochal już siedział w szpitalu Stokrotki, projektując nowe, ruchome rączki dla wszystkich dzieci. Nie robił tego sam. Te dzieci, które mogły, wiązały nitki pomagając sobie ustami lub stopami, inne – gotowały obiad dla pracujących lub kroiły wyprawione skórki od Michała na specjalne paski do przyczepiania „nowych” rączek. Pracowali wszyscy, aby pomóc każdemu dziecku. Pomagali także rodzice i zdrowe dzieci oraz królowa Stokrotka.
Tymczasem zła królowa już szykowała nowy plan, aby zniszczyć fabrykę Nochala. Ale jedno z dzieci zakradło się do jej komnaty, gdy spała i zabrało plany Jagody, a widząc, że ta nawet nie ruszyła się z łóżka, szybko uciekło do zamku Stokrotki, gdzie wszyscy już czekali. Dokładnie przeanalizowali jaki plan przygotowała zła królowa i cichutko położyli się spać. Na to czekała Jagoda. Gdy tylko szpieg doniósł jej, że w zamku na Pagórku Serdecznym wszyscy już śpią, cichutko, przebrana za starą babcię, ruszyła w stronę pałacu Stokrotki, chcąc rzucić kolejne zaklęcie. Jednak nie przewidziała, że wszyscy tylko udają sen, czekając na przyjście złej królowej. Gdy cichutko niczym kot wsunęła się do pałacu przez tylne wejście, jedno z dzieci rzuciło hasło i wszystkie, tak jak potrafiły, zaczęły powoli pociągać za sznurki przygotowane wcześniej. Niczego nie spodziewająca się zła królowa została otoczona wysoką siecią, z której nie mogła się już wydostać. Wtedy Nochal włączył światło, a Stokrotka zaczęła wypowiadać magiczne zaklęcie: „Simbalabim bimba Manus sin simba Manus deks, niech twa złość idzie precz i zakochaj się”. W tym momencie zła królowa spojrzała na Nochala, stojącego najbliżej sieci i uśmiechnęła się do niego, niewinnie mrugając oczami.
Od tego czasu Jagoda i Nochal pokochali się i niedługo potem wzięli ślub, podobnie jak Michał i Stokrotka. W królestwie nadal rozwijały się dzieci z rączkami bez palców. Jednak wszystkie były wesołe i szczęśliwe, bo można było im pomóc i pomoc ta była skuteczna. Ich sprawność nie była gorsza niż innych dzieci. Obie królowe wraz z mężami założyły fundację, aby pomagać wszystkim potrzebującym dzieciom i od tego czasu każdy mieszkaniec Handlandii żyje długo i szczęśliwie, opowiadając swoim dzieciom i wnukom, jak wspólnie z dobrą królową i innymi dziećmi pokonał zło.

 



następna bajka: "Historia małego Malusia"