DĄB STAROCHA

Było to w tamtych dalekich czasach, tak dawno-dawnióseńko, kiedy w Polsce wujkowie jeszcze wąsów nie golili, a kobiety pończoch nie nosiły. To w tych czasach, pewnie nie uwierzycie mnie, drzewa chodziły po naszej ziemi. Chodziły w taki sam sposób jak my, ludzie, tylko na swoich rękach-korzeniach.

Wszystko wtedy po ziemi ruszało się: każdy jak chciał i na czym chciał.

I mieszkał w jednym lesie niedaleko Wisły-rzeki stary Dąb. On był taki stary, że zaledwie się mógł poruszać swoimi rękami-korzeniami. Żeby przejść jeden krok zajmowało mu ponad całą godzinę! Takie ręce miał słabe.

Postanowił jednym razem Dąb-Starocha – tak go wszyscy mianowali – napić się wody, bo było takie gorące lato, że wyschły w lesie nawet wszystkie kałuży.

Nu i wybrał się nasz Dąb w drogę i poszedł w stronę Wisły, a po drodze trzeba było omijać drogę leśną. Tylko Dąb rękę na drodze postawił, to widzi, że chłop po drodze na koniu jedzie. Krzyczy mu chłop:

- Hej, dziadek Starocha, daj mnie przejechać, bo bardzo się spiszę, a ty będziesz dwie godziny drogę omijał.

Odstąpił dziadek Dąb i przepuścił chłopa.

Znowu zaczyna włazić na drogę, już drugą rękę chciał Nan ścieżce postawić, jak pojawił się policyjny samochód:

- Dzień dobry, pan Starocha, przepuści nas pan, bo ścigamy złodzieja, który ukrywa się za lasem, jak spóźnimy się, to on ucieknie!

I tym razem Dąb odstąpił.

Trzecim razem udał się Dąb na przejście drogowe – bo przechodził drogę leśną w miejscu specjalnie do tego przeznaczonym i reguł drogowych nie naruszał, - już zdążył dojść do środka, jak znowu nagle ktoś pojawił się na drodze. Tym razem to był Król tego królestwa, robił objazd swojego majątku i chciał Wisłę zobaczyć i nie chcący spotkał się na drodze z Dębem. Kierowca królewski krzyknął do Dęba:

- Hej, Starocha, dawaj szybciej, sam Król jedzie! Nie ma czasu na ciebie czekać.

Ale co Dąb zrobi? Nie może szybko poruszać się, i jak on nie starał się i nie spieszył się, zajęło mu zejść z drogi całych dwie godziny. Król był bardzo zły na Starocha, za ten czas on zdążył zjeść obiad, pooglądać obrazki w książce i nawet wyspać się.

Jak Dąb zszedł z drogi, Król nie ścierpiał i gniewliwie krzyknął:

- Ah, ty stara zgnilizno, lepiej byłoby, jak ręce twoje wyschły i odpadły, tylko dobrym ludziom przeszkadzasz!

I Król złośliwy pojechał dalej.

A Dąb się zasmucił od takiej obrazy, stał na zboczu i puścił korzenia w ziemię. Zdecydował się, że nie będzie chodził już nigdy i nagle zasnął.

Tym czasem po lesie biegła Wiewiórka, znalazła w Dębie dziurę i zrobiła, póki Dąb spał, tam sobie mieszkanie.

Po tygodniu Dąb się obudził i niespodziewanie usłyszał:

- Dzień dobry, ładna pogoda.

- Ładna, tylko nastrój mam zły, - odpowiedział Dęb Wiewiórce.

- A co się stało? – I opowiedział wtedy Dąb Wiewiórce swoją smutą historię.

- Nie trzeba trapić się, ja sama skoczę dla pana po wodę, - proponowała Wiewiórka swoje rozwiązanie.

Kiedy Wiewiórka przyniosła wodę, Dąb napił się i podziękował:

- Dobrze, że jesteś. Coś bym robił, jak ciebie nie było!

I tut Dąb trafił na jakiś pomysł, zamyślił się i milczy. Pomyślał i mówi:

- Słuchaj, Wiewiórko, dawaj ty u mnie będziesz mieszkać , ja tobie będę dawał żołądzie, a ty będziesz mnie wodę nosić z Wisły.

- Pasuje mnie to rozwiązanie, - wesoło opowiedziała się Wiewiórka.

Od tych czasów i mieszkają razem.

Z tej pory prawie wszystkie drzewa przestali chodzić. Bo mają dużo przyjaciół w lesie wśród ptaków i różnych zwierzeń. Bardzo fajnie im razem się żyje: drzewa dają pokarm zwierzu, a zwierza troszczą się o drzewach.




następna bajka: "Delfinek"