Czarodziejskie kwiaty

Był pochmurny, zimowy dzień, a Sebastian czekał na mamę pod szkołą. Na pierwszy rzut oka chłopiec nie wyróżniał się niczym szczególnym w grupie stojących pod szkołą dzieci. Nie był ani bardzo wysoki, ani szczególnie niski, ani jego strój, ani zachowanie nie zwracały uwagi. Jedyne, co mogło wydawać się dziwne, to stojąca obok niego nauczycielka, trzymająca jego teczkę i worek z butami. Spowodowane było to faktem, że Sebastian nie był jednak zwykłym, przeciętnym chłopcem. Potrzebował jej pomocy, ponieważ urodził się

z niewykształconymi dłońmi.

Sebastian był silnym i pogodnym dzieckiem. Zadziwiał wszystkich swoją inteligencją, a cała rodzina kochała go z całego serca. Chłopiec był jednak coraz częściej smutny. Pomimo tego, że otaczający go ludzie traktowali go

z szacunkiem i byli dla niego mili, czuł się gorszy, czuł, że czegoś mu brakuje. Było mu głupio, że wszyscy musieli mu pomagać w najprostszych czynnościach i wstydził się, kiedy ludzie na ulicy patrzyli na jego dłonie. Na dłonie, których tak naprawdę nie miał.

Od dłuższego czasu rodzice Sebastiana obserwowali chłopca i martwili się o niego. Widząc coraz częściej oczy synka pełne łez, zastanawiali się, co mogą zrobić dla ukochanego dziecka. Pewnego dnia, kiedy Sebastian był wyjątkowo smutny i nie miał na nic ochoty, jego mama postanowiła opowiedzieć mu przed snem niezwykłą bajkę.

„Dawno, dawno temu, na magicznej łące rosły przecudne, czerwone tulipany. Nie były to jednak zwykłe kwiaty i oprócz ich olśniewającego piękna, wyróżniały się jeszcze jedną zadziwiającą cechą. Kiedy rozkwitały, z ich wnętrza wydostawały się małe, psotne elfy. I tego roku, kiedy rozgrywa się nasza historia, na łące wyrosło dwadzieścia tulipanów. Ich zapach i kolor radował serce opiekujących się łąką i czekających na przybycie elfów motyli-opiekunów. Niestety, zdarzył się jednak nieszczęśliwy wypadek. Któregoś dnia wiał tak silny wiatr, że naderwał łodygę jednego z kwiatów. Tulipan jednak kwitł dalej i żaden z motyli nie zauważył, że kwiat został uszkodzony.

W końcu na świat przyszło dwadzieścia skrzących się i chichoczących elfów. Jeden z motyli zauważył jednak coś strasznego. Jeden z elfików, ten, który wydostał się z kwiatuszka z uszkodzoną łodygą, nie miał skrzydełek. Opiekun zasmucił się.Chłopiec był przecudnej urody i dawno nie widział błysku takiej radości i dobra w oczach żadnego z nowonarodzonych elfów. Poza brakiem skrzydełek, był zdrów jak ryba i motyl stwierdził, że elfik może wychowywać się razem z rówieśnikami, nawet jeśli nie będzie mógł z nimi latać. Chłopiec otrzymał imię: Stokrotek.

Stokrotek od samego początku nie potrafił się zaprzyjaźnić z pozostałymi elfami. Wprawdzie jego opiekunowie zawsze podkreślali, że jest elfiątkiem

o największym sercu i najbardziej pogodnym usposobieniu, ale pozostałe skrzaty nie chciały się z nim bawić. Dla nich to była nuda-tkwić na ziemi

i wyczarowywać krople rosy albo kwiatki. Młode elfy chciały latać, ganiać się pomiędzy liśćmi, podglądać pracowite pszczoły i zaczepiać denerwujące się tym pasikoniki. Stokrotek nie mógł latać razem z nimi i chociaż wiedział, że to nie była jego wina, smucił się. Po cichu i nieśmiało marzył o poznaniu prawdziwych przyjaciół, przy których nie będzie czuł się inny.

Któregoś dnia, Stokrotek spacerował sobie wśród ździebeł trawy,jak zwykle marząc o tym, by wznieść się razem z rówieśnikami. Nie zauważył nawet, kiedy oddalił się od rodzinnej łąki. Bardzo długo błąkał się, wiedział, że się zgubił. Przerażony szukał drogi powrotnej, ale powoli tracił już nadzieję

i chciało mu się płakać. I wtedy stało się coś niesamowitego!

Stokrotek wszedł na łąkę, nad którą śmigały znajomo wyglądające postacie. Zobaczył latające, figlarne elfy, ścigające się wśród kwiatów. Chciał do nich podejść i głośno zawołać, że wrócił, gdy nagle zorientował się, że to wcale nie byli jego bracia i siostry! Ze zdumieniem odkrył, że elfów na tej łące było

o wiele więcej i wyglądały inaczej! Jedna z dziewczynek zauważyła go

i podleciała do niego. Przedstawiła się jako Niezapominajka i zaoferowała mu pomoc. Stokrotek bardzo pragnął odnaleźc swój dom, a dziewczynka z chęcią zgodziła się na jego prośbę, lecz zaproponowała, by spędził kilka dni razem

z nowo poznaną grupą skrzatów.

Stokrotek jeszcze nigdy nie czuł się taki szczęśliwy, jak wśród elfów

z nieznanej sobie łąki. Okazało się, że ich opiekunem był Pan Ważka, na którego grzbiecie chłopiec mógł szybować razem z innymi. Jako że był bardzo miłym i uczynnym elfem, wszystkie bajkowe stworzenia z miejsca go polubiły i traktowały, jakby od zawsze był jednym z nich. Wcale nie czuł już, że jest gorszy, bo brak mu skrzydełek. Musiał po prostu poczekać, aż pozna takich przyjaciół, którzy dostrzegą piękno jego serca, a nie to, czy potrafi, czy nie potrafi latać. Bo to w sercu znajduje się piękno i wartość człowieka i jeśli starczy mu wiary i siły, wszystko może mu się udać. Stokrotek był zły na siebie, że prawie się poddał i zrezygnował ze swoich marzeń. Nie chciał już wracać na swoją łąkę, bo w końcu znalazł miejsce, do którego pasował. On

i Niezapominajka żyli długo i szczęśliwie, już na zawsze nierozłączni.”

Mama Sebastiana skończyła opowieść Wiedziała, że bajka nie sprawi, że chłopiec będzie mógł robić wszystko to, co jego rówieśnicy. Miała jednak cichą nadzieję, że zrozumie, że tak naprawdę każdy z nas jest inny, a przez to wyjątkowy. Tylko dlatego, że ktoś się trochę od nas różni, wcale nie znaczy, że jest gorszy. Wszyscy jesteśmy Stokrotkami i powinniśmy po prostu wierzyć

w to, że wszystko jest możliwe i nie próbować zmienić tego, czego nie możemy. Musimy tylko pamiętać, aby kształtować dobro w swoim sercu i cierpliwie czekać, aż ktoś w nie spojrzy i zobaczy to, kim naprawdę jesteśmy. A kiedy znajdziemy się wśród podobnych sobie, serdecznych ludzi, nie będziemy już ani trochę inni. Mama chciała, by Sebastian o tym myślał, kiedy znów będzie mu smutno, by czuł, że wcale nie jest bezradny. Mógł przecież rozwijać swoje dobre, kochane serduszko.



następna bajka: "Czaruś"