BYŁ PIERWSZY WRZEŚNIA

Bajki, to z reguły historie niezwykłe, dziejące się w odległych krainach, dotyczące królów, rycerzy, księżniczek i smoków. Jednak nie każda bajka taka jest. Usiądźcie zatem wygodnie i posłuchajcie opowieści, która miała miejsce nie dalej niż dwa domy stąd.


Był pierwszy września i Krzyś tak jak inne dzieci miał zacząć swoją przygodę z nową szkołą. Mamusia pomogła mu wstać, ubrać się i zaprowadziła go do szkoły. Kiedy weszli i usiedli przy jednym z wolnych stolików, dyrektor Mateusz Uprzejmy rozpoczął swoje przemówienie. Mówił o wielu rzeczach, ale mały Krzyś zapamiętał ten fragment w którym Pan Uprzejmy mówił o równości, tolerancji i zrozumieniu. Zwrócił też uwagę na kawałeczek o dobrej zabawie, bez względu na to jacy jesteśmy. Uznał, że w nowym miejscu ma szansę spotkać nowych przyjaciół i znajomych, którzy go zaakceptują takim jaki jest, bo musicie wiedzieć, że Krzyś urodził się bez lewej ręki. Nie było mu łatwo, ale pogodził się z tym, że może dać sobie radę niezależnie od tego jaki jest. Ważne jest przecież nie jak wyglądasz, a co możesz zrobić dla innych – jak powtarzała mu mama. Dlatego pomimo przeciwności losu często się uśmiechał i pomagał mamie jak tylko mógł. Ale Krzyś nie zawsze się cieszył. W przedszkolu było kilkoro dzieci, które nie potrafiły zrozumieć, że człowiek może nie mieć jednej ręki. Krzyś często był przez nie wyśmiewany. Nazywali go nawet „jednoręką niedorajdą”. Co powinni byli zrobić, zamiast się śmiać? Powinni pomóc gdy coś się nie udawało, a oni tylko się śmiali. Wracał wtedy Krzyś smutny do domu i żalił się mamie. Mama zawsze wtedy go przytulała i mówiła, że nieważne czy ma obie ręce i tak bardzo go kocha.


Kiedy poszedł do pierwszej klasy sytuacja się zmieniła. Dzieci najpierw pytały, trochę pokazywały palcem, a potem zaakceptowały nowego kolegę, bo mimo, że nie miał jednej ręki, miał coś lepszego – ogromną wyobraźnię. Miało to miejsce w okolicy października, gdy wszystkie dzieci dobrano w pary i powierzono zadanie do zrealizowania. Krzyś jako towarzyszkę pracy otrzymał Renatkę, dziewczynkę o mysich warkoczykach i nieco przestraszonych oczach. Mieli za zadanie stworzyć wyklejankę z jesiennych liści, które przyniosła ich wychowawczyni, Pani Kasia Dobrowolska. Piękne czerwienie, bananowe żółcie i kasztanowe brązy wysypały się z ogromnego kosza. Dzieci pozbierały po kilka liści i każde zaniosło je do swego stolika. Renatka, żaliła się, że dostała najgorsze listki bo trzymała w ręku tylko jeden mały żółty liść, dwa brązowe i pięć czerwonych. Krzyś uśmiechnął się do niej i powiedział, że chyba wie jak wykorzystać te listki.


- Tak, a co ty możesz wiedzieć o pracach plastycznych? – zapytała. Przecież ty masz „inne ręce”

- To prawda, ale mam coś jeszcze – odpowiedział Krzyś. Mam sporą wyobraźnię i właśnie widzę pawia, którego możemy ułożyć razem z tych liści.

- Pawia? – Przecież tych lisci jest za mało.

- Chodź, pokażę ci – powiedział Krzyś i razem usiedli przy stoliku.


Wydawać by się mogło, że się nie dogadają, ale kiedy Krzyś powiedział Renatce co trzeba zrobić i na kartce powoli pojawiać się zaczął liściasty paw, wszystko zaczęło się układać i niewiadomo kiedy Renatka zapomniała, że Krzyś ma „inne ręce”. Oboje rozmawiali ze sobą aż do końca zajęć i Krzyś postanowił, ze usiądzie z Renatką także na kolejnych zajęciach. Potem Renatka powiedziała jeszcze Klaudii, Paulinie i Dominice, że Krzyś mimo, że nie ma ręki wcale nie jest gorszy, a dziewczynki powiedziały to innym dzieciom i w taki sposób Krzyś zyskał nowych znajomych, którzy zaakceptowali go i docenili za to kim jest, a nie jak wygląda. Jaki z tego morał? Wszyscy jesteśmy sprawni, jeśli tylko chcemy!

następna bajka: "Była sobie owca"