Bajka o Tęczowym Chłopcu

Dawno, dawno temu z głębin oceanu Różanego wyłoniła się maleńka wyspa. Ukryta wśród niedostępnych skał była niewidzialna dla zwykłych ludzi. Była to wyspa zaczarowana, magiczna. Mieszkały na niej skrzaty o różowych buziach i włosach, i różowych rączkach. Cała wyspa była różowa: różowe domki i sprzęty, różowe zwierzęta i rośliny, nawet zabawki dla dzieci były różowe. Ale najpiękniejsze były róże – nie miały kolców i sprawiały, że wszyscy na wyspie byli szczęśliwi i zdrowi. Nikt tam nie miał zmartwień i nikt tam nigdy nie płakał.

Pewnego dnia stało się na wyspie coś niezwykłego. W chatce nad strumieniem urodził się chłopiec, inny niż wszyscy. Miał różowa buzię i śliczne różowe loczki, ale jego ręce były czarne jak węgiel. Rodzice nazwali go Czerniszek. Bardzo kochali swojego synka, chociaż widzieli, że jest inny niż pozostałe dzieci. Chłopiec rósł, aż stał się na tyle duży, by móc samodzielnie chodzić po Różowej Wyspie. Podczas swoich spacerów zobaczył inne dzieci i bardzo chciał się z nimi bawić. Ale kiedy tylko zbliżał się do nich – skrzaty odchodziły do swoich domów.

- To nic – myślał Czerniszek – może następnym razem zdążę przyjść na czas zabawy.

Następnego dnia chłopiec wybrał się dużo wcześniej na spacer. Na polanie bawiły się wszystkie dzieci z Różowej Wyspy. Uradowany Czerniszek podszedł do dzieci, ale jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł, że skrzaty... uciekają przed nim. Jedna z dziewczynek biegnąc zgubiła swoją lalkę, więc Czerniszek podniósł zabawkę, by zwrócić ją właścicielce i wtedy usłyszał:

- Nie ruszaj mojej lalki! Masz czarne ręce i moja różowa lalka też zrobi się czarna. Oddawaj! – krzyczała Rozalka.

Czerniszkowi zrobiło się strasznie smutno i z jego oczu po raz pierwszy w dziejach wyspy popłynęły różowe łzy. Kiedy spadły na ziemię stało się coś dziwnego. Pięknym różowym różom zaczęły wyrastać ostre kolce a ich kolor zaczął blednąć, aż kwiaty stały się przeźroczyste. Od tamtej pory Wyspa zaczęła się zmieniać. Traciła swoją magię i kolor aż wszystko stało się blade, szklane – zimne jak lód. Skrzaty smutniały, czuły się nieszczęśliwe i zaczęły chorować.

- Trzeba coś zrobić, ratować nasza wyspę! – zewsząd dobiegały głosy nieszczęśliwych skrzatów. - Zwołajmy naradę!

Następnego dnia na lodowej polanie – która kiedyś była różowa, zebrali się wszyscy mieszkańcy wyspy. Wszyscy oprócz Czerniszka, który ze smutnym sercem siedział przed swoją chatką.

Skrzaty zastanawiały się dlaczego zniknęły kolory i tym samym ich szczęście.

- To moja wina – powiedziała Rozalka – to ja sprawiłam, że Czerniszek zapłakał. Bardzo tego żałuję. Może jak go przeproszę to kolor wróci i róże znów będą dawać nam szczęście. I poszła do chatki nad strumieniem.

- Witaj Czerniszku! – powiedziała nieśmiało. Chciałam cię przeprosić, że byłam dla ciebie taka niedobra. Wiem, że moje słowa Cię zraniły, bardzo tego żałuję. Czy możesz mi wybaczyć i zostać moim przyjacielem?

- Czy tobie i innym dzieciom nie będą przeszkadzały moje czarne ręce?

- Nie Czerniszku! Chodź ze mną! – i Rozalka złapała go za czarną dłoń, serdecznie uścisnęła i zaprowadziła do innych dzieci na polanę. Tam wszystkie małe skrzaty przeprosiły Czerniszka za swoje zachowanie podając mu rękę w geście przyjaźni. Rozległy się brawa i wiwaty zebranych, którzy ucieszyli się z pojednania swoich dzieci.

- To piękne, ale kolor nie powrócił. Jak przywrócić szczęście na naszej wyspie? – zapytał jeden z zebranych.

Wtedy na środek wyszedł najstarszy skrzat i powiedział:

- Kolor może przywrócić tylko Tęczowa Wróżka, a ona mieszka w Błękitnej Krainie nad chmurami. Nie znam jednak nikogo kto mógłby wznieść się tak wysoko. Zapadła cisza i wszyscy posmutnieli jeszcze bardziej. Wtedy na środek wyszedł uśmiechnięty Czerniszek i zaczął wymawiać zaklęcie;

Tęczowa Wróżko, unieś mnie w górę, ponad tę łąkę i ponad chmurę.

Bo moje serce jest już szczęśliwe: chcę, by wróciło tu życie miłe!

I czarne ręce Czerniszka zaczęły zmieniać się w mocne, kruczoczarne skrzydła, które unosiły go coraz wyżej i wyżej aż do krainy Tęczowej Wróżki.

W Błękitnej Krainie na błękitnym tronie siedziała Tęczowa Wróżka, która przyjaźnie uśmiechała się do chłopca ze skrzydłami.

- Witaj, Czerniszku! Usłyszałam twoją prośbę i wiem po co do mnie przybyłeś. Chętnie podaruję ci kolory z mojej tęczy. Rozpostrzyj skrzydła! I wróżka rozsypała tęczowy pył na czarne skrzydła chłopca.

- Wracaj teraz na swoja wyspę i rozsyp ten pył na wszystkie róże. Szczęście do was powróci. Żegnaj Czerniszku!

Droga z Błękitnej Krainy bardzo mu się dłużyła. Czerniszek chciał jak najszybciej podzielić się swoim szczęściem. Z daleka zobaczył czekających na niego zaniepokojonych mieszkańców wyspy. Mocniej zatrzepotał skrzydłami i rozsypał tęczowy pył nie tylko nad różami ale i nad domami, łąkami i wszystkimi skrzatami. I znów zadziałały czary! Powrócił kolor nie tylko różowy, ale pojawiły się wszystkie barwy tęczy. Wyspa aż mieniła się od kolorów.

- Hura! - Niech żyje Czerniszek! – wołały skrzaty otaczając go kołem. – Uratowałeś nas i naszą wyspę! Jesteś najdzielniejszym skrzatem na naszej Tęczowej Wyspie!

Czerniszek stał uśmiechnięty i szczęśliwy pośród swoich przyjaciół. Skrzydła chłopca zaczęły na powrót zmieniać się w ręce, ale nie czarne – tylko kolorowe od magicznego pyłu.

- Jesteś piękny, tęczowy! – zawołała Rozalka i od tamtej pory wszyscy nazywali go Tęczowym Chłopcem.

A róże? Roztaczały dokoła szczęście we wszystkich kolorach tęczy. Tylko ostre kolce nie zniknęły, aby wszyscy pamiętali, że słowa tak jak kolce mogą ranić, a piękno nie musi być doskonałe.


następna bajka: "Bajka o tęczowym lesie"