BAJKA O STARUSZKU         

Dawno, dawno temu w małej wiosce żył sobie starzec. Jego dom mieścił się daleko od miasta. Staruszek żył w samotności, nie miał rodziny. Rzadko opuszczał swoją chatkę, gdyż inni mieszkańcy byli dla niego bardzo niemili. Staruszek z każdym dniem smutniał coraz bardziej.

Po drodze do miasta spotykało go wiele nieprzyjemności,

dzieci rzucały w niego kamieniami. Sprzedawca w sklepie malarskim - pan Wojtek dobrze go znał i jako jedyny uśmiechał się do niego życzliwie. Wymieniali się opiniami, rozmawiali o obróbce drewna, malowaniu. Tego dnia u sprzedawcy przesiadywał jego wnuczek - Krzyś. Kiedy zobaczył nadchodzącego staruszka szybko schował się za jedną z półek. Pamiętał on, że jego koledzy śmiali się ze starca, że nosi grube rękawice cały rok. Jednak Krzysiowi starzec wydał bardzo smutny i samotny.

Po wyjściu klienta Pan Wojtek włożył pieniądze do kasy, obrócił się w stronę wnuka i powiedział: „Boisz się pana Stefana prawda?”- chłopiec potwierdził.

Pan Stefan jest bardzo miły, wykonuje drewniane modele samolotów”- mówił sprzedawca. Krzyś zbladł zastanawiając się jak to jest możliwe, że tworzy on modele skoro przeszkadzają mu rękawice…

Po kilku tygodniach mały Krzyś usłyszał o organizowanym w szkole konkursie na najlepszy samolot. Jego koledzy zgłosili już swoje prace, były one naprawdę piękne i zapierały dech w piersiach. Pani nauczycielka powiedziała, że po rozwiązaniu konkursu wszystkie prace są oddawane właścicielom.

Krzyś wiedział, że jego jedyną szansą było wymyślenie czegoś wyjątkowego. Stworzenie samolotu który będzie budził podziw –

w tej właśnie chwili przypomniał sobie o staruszku, który podobno wykonywał samoloty. Tak mówił dziadek - który nigdy nie kłamie. Chłopiec zastanawiał się co by było, gdyby tylko pożyczył sobie jeden mały samolocik od Staruszka, a później by go szybko oddał.

Po szkole powiedział dziadkowi o konkursie, jednak nie zdradził swoich planów. Pożegnał się z nim szybko i miał pójść prosto do domu. Jednak ciekawość wzięła górę. Krzyś powędrował prosto do chatki staruszka. Myślał, że tylko podejdzie do okna i zobaczy samoloty. W domu tym panowała jednak cisza.

Przykleił nos do szyby i zobaczył wiszące samoloty. Jednak kątem oka zauważył, że drzwi chatki są otwarte. Wślizgnął się do środka. Już nie chciał pożyczać modeli, były zbyt ciężkie. Chłopiec wszedł do dużego pokoju i podziwiał: wielki samolot pasażerski, odrzutowiec, balon, śmigłowiec. Wszystko było wykonane z drewna. Krzyś oglądał z ciekawością, jednak wystarczyła chwila, aby zatrzymał się z przerażeniem w oczach. Na małej szafeczce zauważył duże rękawice. Przecież staruszek nigdy ich nie zdejmuje… Gdzie on jest? Chciał uciekać, jednak potrącił jeden ze stojących samolotów, który upadł na podłogę.

W drzwiach zobaczył czyjąś postać. Chłopiec schował się za szafę i zamknął oczy…

Ktoś powiedział: „Krzysiu co tutaj robisz? Wszędzie Cię szukałem, podejrzewałem, że tutaj przyszedłeś”.

To był dziadek. Chłopiec wtulił się w jego ramiona. Jednak nie zdążył nic odpowiedzieć, gdyż podszedł do nich staruszek. Pan Wojtek mówił dalej: „Krzysiu chciałbym Ci przedstawić pana Stefana, od lat buduje samoloty, ma chore dłonie”. Chłopiec zrobił wielkie oczy ze zdumienia. Staruszek zaczął swoją historię: „Kiedyś byłem takim chłopcem jak Ty, ciekawym świata, radosnym… Różniłem się od innych dzieci, gdyż miałem chore dłonie. Zawsze jednak pragnąłem robić to co inni.

Ty masz dziesięć palców u rąk, tak? Krzysiu potwierdził.

Ja mam niestety mniej. Chciałem być pilotem, dosięgać nieba, jednak dłonie mi na to nie pozwoliły. Lecz pewnego dnia odkryłem, że potrafię tworzyć cudowne przedmioty. Sprawiały one, że czułem jakby moje dłonie były zdrowe, jakbym dzięki swoim drewnianym modelom mógł naprawdę wzbijać się w powietrze.

Krzyś zapragnął zobaczyć dłonie staruszka. Pan Stefan wyciągnął je przed siebie i poprosił aby chłopiec je dotknął. Krzyś zawahał się, jednak zrozumiał że dłonie te posiadają szczególną moc, jakąś magię. Chłopiec pogładził staruszka po jego chorych dłoniach. Dziadek chłopca dodał: „Jesteś bardzo odważny, jeżeli chcesz pan Stefan pokaże Ci jak trudno jest malować chorymi palcami, czy rysować palcami u stóp. Chłopiec cieszył się, że jego dłonie są zdrowe.

 

Krzyś każdego dnia przychodził do pana Stefana. Wspólnie pracowali nad modelem samolotu do szkoły. Krzyś wygrał konkurs. Zapragnął podziękować panu Stefanowi i poszedł do swojej nauczycielki. Opowiedział jej o staruszku, jego chorych dłoniach, o tym że musi pomagać sobie stopami i ubierać grube rękawice. Nauczycielka zaproponowała panu Stefanowi zorganizowanie w szkole wystawy samolotów. Zgodził się. Po tygodniu wszyscy mieszkańcy miasteczka wybrali się do szkoły, aby zobaczyć prace.

Nagle do sali wszedł staruszek z Krzysiem. Chłopiec rozpoczął: „Witam Państwa autorem prac jest pan Stefan. Jego dłonie są chore więc wykonuje on swoje prace bardzo długo. Nie śmiejmy się z jego kalectwa, on pragnie być naszym przyjacielem i pokazać nam, że należy cieszyć się ze swoich zdrowych dłoni.

Pan Stefan pragnie pokazać nam swój świat. Udowodnić że każdy człowiek jest godny miłości, nie bójmy się dotknąć jego dłoni, one potrafią tworzyć takie piękne samoloty.”

Ludzie poklaskali panu Stefanowi i Krzysiowi. Pan Stefan dodał jednak coś od siebie: „Witam, zapraszam wszystkich do zabawy, proszę spróbujcie namalować, powycinać coś tak jak ja to robię… Wtedy będziecie wiedzieć jak trudno jest osobie z chorymi dłońmi. Tacy ludzie pragną zrozumienia i szacunku.”

Od tamtej chwili wszyscy w wiosce szanowali pana Stefana i zrozumieli, że najważniejsze jest: czy ktoś jest dobrym człowiekiem, czy spełnia swoje marzenia, pokonuje słabości, a nie jak wyglądają jego dłonie…


pobierz bajkę z rysunkami autora



następna bajka: BAJKA O ŚWIERSZCZYKU