BAJKA O SKRZATCE NELI

Gdy Skrzatka Nela przyszła na świat, krewni pochylili się nad nią i orzekli zgodnie: to nie będzie zwykłe skrzacie dziecko. Ta mała skrzatka będzie wyjątkowa.

Stary Skrzat Dziadek Onufry, Skrzatka-Babcia Ludwika, Skrzacia Mama Hiacynta i Tata Joachim, Wuj Maurycy, Ciotka Amelia, Stryj Alojzy, Stryjenka Leokadia, dorosłe kuzynki Weronika i Rita, kuzyn Teodor, jednym słowem: cała wielka skrzacia rodzina zgadzała się co do tego, że to małe dziecię, mniejsze niż inne Skrzaty, dziecko z dłońmi maleńkimi i zwiniętymi jak pączki róży będzie niezwykłe.

  • Tak, tak – mruczał Dziadek Onufry odgarniając swoją siwą brodę, by inni mogli usłyszeć jego słowa. – Widać po tym małym zmarszczonym czole, że Nela będzie wyjątkowo mądra.

  • I te cudowne zielone oczka! – Ciotka Amelia aż zaklaskała w ręce z zachwytu. – Z tej naszej Neli będzie śliczna skrzatka, a kawalerowie będą ustawiali się w kolejce przed drzwiami chatki, żeby tylko móc na nią spojrzeć! Tak, tak, moi mili!... Zupełnie jak na mnie za czasów mojej młodości – dodała wzdychając.

  • Duże skrzacie uszy – podkreśliła Babcia Ludwika. – Niech dziecię więcej słucha niż mówi, oto będzie dobry, mądry Skrzat!

  • Krągły brzuszek – zamlaskał Stryjek zajadając się torcikiem Mamy Hiacynty. – To znak, że Nela będzie miała apetyt i siłę.

Skrzatka Nela rosła i rosła, już nie była mniejsza niż inne dzieci-skrzaty, ale jej dłonie ciągle wyglądały jak zwinięte pączki róży. Inne skrzaty widząc, że Nela nie potrafi złapać borówkowej piłki, wspinać się po liściach paproci ani pleść wianków z zielonych gałązek mchu, stroniły od niej i bawiły się same. Nela przychodziła wtedy do Mamy Hiacynty, wdrapywała się na miękkie i krągłe skrzacie kolana i pociągając noskiem mówiła:

  • Mamusiu-Skrzatko, skrzacie dzieci nie bawią się ze mną.

Mama Hiacynta wzdychała i głaskała swoją córeczkę po gęstych ciemnych włoskach.

  • One nie znają jeszcze zabaw, w których jesteś dobra, Nelu. Nie wszystkie małe skrzaty umieją łapać borówkową piłkę, tak jak nie wszystkie umieją ładnie śpiewać albo rysować. Nie wszystkie skrzacie mamy umieją robić smaczne torciki, dlatego Stryjek Alojzy zawsze w niedziele przychodzi do nas – zachichotała mama, ale po chwili spoważniała. – Każdy musi odkryć to, w czym jest dobry. Rozumiesz, córeczko?

  • Chyba tak, mamusiu-Skrzatko – Nela pokiwała główką i zeskoczyła z miękkich kolan Mamy Hiacynty.

Od tej pory chodziła po lesie marszcząc krótki zadarty nosek i próbując wymyślić, w jakiej zabawie byłaby dobra. Może w chowanego? Albo w wymyślanie historyjek? A może w berka?

Pewnego dnia chodząc tak i rozmyślając Skrzatka Nela trafiła w okolice lasu, których nigdy nie znała. Drzewa rosły tu gęsto i były zupełnie obce. Nela rozejrzała się dookoła z niepokojem – robiło się coraz ciemniej i groźniej. Już miała odwrócić się i wracać tą ścieżką, którą przyszła, gdy nagle usłyszała radosne śmiechy i piski skrzacich dzieci. Ucieszyła się i pobiegła w ich kierunku. „Może pobawimy się razem w berka albo w wymyślanie historyjek?” – myślała. Dobiegła do polanki i ukryła się za drzewem, by nieco odpocząć.

Tymczasem małe skrzaty bawiąc się głośno nie zauważyły, że zza drzew zbliża się ku nim coś wielkiego... coś ciemnego i ciężkiego. Coś groźnie mruczącego.

Niebezpieczeństwo było coraz bliżej.

Skrzatki podniosły małe główki. Na widok wielkiego ciężkiego stwora zastygły w bezruchu, przełknęły ślinę... A potem zaczęły szybko uciekać! Szybko, jak najszybciej! Po krótkiej chwili nie było po nich śladu.

Na polance zostały tylko ich porzucone zabawki, wielki ciemny stwór oraz oszołomiona Nela skryta za drzewem. Skrzatka wpatrywała się w groźnego przybysza.

  • Ojej, przecież to mały niedźwiadek! – wyszeptała nagle.

Niedźwiadek popatrzył, jak skrzaty uciekają w popłochu, po czym usiadł na trawie i... zaczął pociągać smutno nosem. Nela dobrze znała to uczucie.

Pokonując ostrożny lęk wyszła zza drzewa i podeszła bliżej niedźwiadka. Po chwili dostrzegł ją, istotkę tak małą jak jego łapka.

  • Ty się mnie nie boisz? – zapytał zdziwiony.

Nela uśmiechnęła się i pokręciła głową przecząco.

  • A chcesz się ze mną pobawić? – głos niedźwiadka był nieśmiały, ale i pełen nadziei.

  • Chcę – odpowiedziała Nela z radością.

Dzień upłynął skrzatce i niedźwiadkowi na wesołych zabawach: śpiewach, zgadywankach, berku, wymyślaniu historyjek, nawet w chowanego (Nela zawsze wygrywała, gdyż była dużo mniejsza od niedźwiadka). A gdy nastał wieczór, nowy przyjaciel Neli wziął ją na grzbiet i ostrożnie zaniósł do skrzaciej wioski.

  • Zobaczcie, zobaczcie, to Nela! – zawołały na jej widok małe skrzaty. Wszystkie wybiegły ze swych chatek (niektóre miały jeszcze śliniaczki przy brodach i okruszki na buziach, gdyż właśnie jadły swoje kolacje).

  • Tak, a to jest mój przyjaciel niedźwiadek – odezwała się Nela, gdy stanęła na ziemi. – Nie trzeba się go bać tylko dlatego, że jest inny niż my. Jest troszeczkę większy od nas, ale jest bardzo fajnym przyjacielem.

  • Będziemy się mogli jutro z wami pobawić? – zaczęły pytać skrzatki, gdy szczelnie otoczyły Nelę i niedźwiadka.

Nela zgodziła się cała uszczęśliwiona. A mama Hiacynta, która wyszła przed próg swojej chatki, pomyślała, że naprawdę jej dziecko jest niezwykłe i wyjątkowe. Swoją odwagą, mądrością i dobrocią serca zdobyło dzisiaj wielu przyjaciół.

następna bajka: "Bajka o Staruszku"