Bajka o Piegusiu i Śmieszku

W wielkim Królestwie Chłodu, gdzie soplami lodu

Dzwoni zamieć i śniegiem zawiewa pod próg,

Urodziły się dzieci Dobrego Olbrzyma:

Pieguś bez jednej ręki i Śmieszek bez nóg.


Żyli sobie spokojnie najszczęśliwsi na świecie,

Mimo, że za oknami wicher gwizdał i grał,

Bo choć więksi troszeczkę i odmienni, to jednak

Los im siebie powierzył wśród śniegu i skał.


I mijały tygodnie, sypkim mieniąc się puchem,

Zaplatały się w warkocz dni, godziny i chwile,

Lecz któregoś wieczoru z lasu nie wrócił tata

W okno wiatr załomotał i tyle

Przesiedzieli noc całą w dal zerkając bezkresną,

Ozdobioną w gwiazdami jak srebrzystym brokatem.

Rankiem Pieguś i Śmieszek rzekli: Chyba daremno

Czekać , więc wyruszamy, aby odnaleźć tatę.


Zapłakała Olbrzymka: Dzieci, przecież zawieja!

Lecz synkowie uparci - Pieguś szykuje sanie,

Śmieszek jadło pakuje i wesoło żartuje:

Mamo!, nic nam się złego nie stanie!


I ruszyli obydwaj. A wicher uparty

Mocno szczypał ich nosy, targał konie za grzywy,

Naraz któryś zakrzyknął: Rety!, wiekowym dębem

Tata nasz przywalony, lecz żywy.


Naradzali się krótko jak uwolnić olbrzyma

Pieguś rzekł: Ja mam nogi, to podejdę ze sznurem,

Pień obwiążę, ty konie zatniesz, odciągniesz drzewo;

Podważymy gałęzie kosturem

Dąb ustąpił opornie, łamiąc ciężkie konary.

Ojciec trząsł się od chłodu, więc okryli go słomą

I pognali galopem przez doliny i jary

Byle prędzej do domu, do domu!


Potem żyli spokojnie pośród śniegu i mrozu,

Znów szczęśliwi, że los im ze sobą być dał,

Bo choć więksi troszeczkę i odmienni, to jednak

Mogli liczyć na siebie wśród wichru i skał.




następna bajka: Bajka skrzatce Neli