Bajka o Kubie Świerku i jego przyjaciołach z Zaczarowanego Liściastego Lasu


Świerk to takie zwyczajne drzewo. Na pewno każdy z Was kiedyś je spotkał. Kiedy byliście młodsi, mówiliście na nie „choinka”, ale teraz już wiecie, że jeśli ma krótkie, ostre igły, to naprawdę nazywa się właśnie świerk, a „choinką” jest tylko wtedy, gdy przystroi się w bombki.

Ale Kuba, o którym chcę wam opowiedzieć, nie był takim zwyczajnym świerkiem, jakie znacie. Kuba był żywy, ale nie tak jak żywe są wszystkie rośliny, lecz tak, jak my – ludzie. Czuł, myślał, poruszał się i mówił. A to dlatego, że mieszkał w Zaczarowanym Liściastym Lesie, gdzie wszystkie drzewa żyły tak, jak my – małe chodziły do przedszkola, starsze do szkoły, a te całkiem dorosłe – pracowały. Właśnie dlatego Liściasty Las nazywano Zaczarowanym.

Kuba, albo Kubuś, jak nazywała go mama, mieszkał wraz z rodzicami na niewielkiej polance, w samym środku lasu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak drzewa mieszkają w lesie, gdyby nie to, że był on jedynym iglastym chłopcem w okolicy. Wszyscy jego koledzy i koleżanki byli cali pokryci liśćmi, mieli listeczki na nogach i rękach, podczas gdy on, zamiast nich, miał krótkie ostre igiełki. I nie przeszkadzało mu to właściwie, aż do pewnego słonecznego dnia, kiedy spotkała go przykra przygoda...


Kuba Świerk wstał wcześnie rano i wprost rozpierała go energia. Nie mógł się doczekać, kiedy dzieci z sąsiedztwa, Julka Lipa i Tomek Buk, zjedzą śniadanie i przyjdą pobawić się z nim na polanie. I w końcu pojawili się, a Julka niosła dziwną kolorową rzecz.

  • Co to takiego? – zapytał Kuba.

  • To balon – odpowiedziała Julka. – Zaplątał się dziś w nocy w moich gałązkach. Można się nim świetnie bawić – mówiąc to, Julka odbiła balon do Tomka, a on z powrotem do niej.

Kubie bardzo spodobała się nowa zabawka, i chętnie przyłączył się do gry, lecz gdy tylko dotknął balon swoją iglastą rączką, pękł on z hukiem. Mały świerk bardzo się przestraszył. Na krótką chwilę zaniemówił, ale zaraz wybuchł głośnym płaczem.

  • Nic się nie stało, Kubuś, każdemu mogło się zdarzyć – pocieszała go Julka.

  • Ten balon wcale nie był taki fajny, lepiej zabawmy się w chowanego – uspokajał Tomek.

Kubie było bardzo przykro, że zepsuł taką fajną zabawkę, ale gdy zobaczył, że przyjaciele nie gniewają się na niego, szybko przestał płakać i chętnie przystąpił do kolejnej zabawy, a o sprawie z balonem szybko zapomniał.


Minęło kilka ciepłych dni. Drzewka bawiły się razem codziennie, jak tylko wracały ze szkoły: w chowanego, w berka, w klasy, jednak te zabawy zaczynały im się powoli nudzić. Pewnego razu, gdy Tomek, Kuba, i Julka siedzieli na polanie, zastanawiając się, co ciekawego mogliby zrobić, zza starych drzew wyłonił się Krzysiek Klon, ich szkolny kolega, niosąc w ręce kolorową piłkę. Na ten widok Kuba przypomniał sobie od razu historię z balonem. „Tylko nie piłka” - pomyślał - „Pewnie jak tylko jej dotknę to pęknie jak ten głupi balon i nikt więcej nie będzie chciał się ze mną bawić. Lepiej będzie jak pójdę do domu”

  • Wiecie co – powiedział Kubuś do swoich przyjaciół, kiedy Krzysiek był jeszcze daleko – pójdę już do siebie, trochę się źle czuje i muszę jeszcze odrobić lekcję. Zobaczymy się jutro.

  • Szkoda, Krzysiek niesie piłkę i moglibyśmy zagrać – powiedział Tomek – To do jutra!

  • Na razie – dodała Julka.

  • Cześć – odpowiedział Kuba i odszedł w kierunku domu, smętnie powłócząc nogami. Wcale nie był chory, a lekcje zdążył odrobić na świetlicy. Poszedł do domu, bo nie chciał tłumaczyć przyjaciołom, jak boi się, że znowu coś zepsuje. Zwyczajnie się tego wstydził. „Dziś pograją w piłkę, a jutro znów będziemy się bawić w to co zawsze” - myślał sobie, wyglądając na polanę i obserwując drzewka rzucające do siebie kolorową piłkę. Zrobiło mu się bardzo smutno. „Niech ten Krzysiek zabierze tą swoją piłkę i idzie do domu” - powiedział do siebie po cichu. Niestety, jego życzenie nie spełniło się tego wieczoru. Nie spełniło się także następnego dnia....

Kuba skończył lekcje dość późno i wracając do domu, myślał sobie, że jego przyjaciele już bawią się na polanie, więc jak tylko zaniesie do domu plecak, będzie mógł do nich dołączyć. Zastanawiając się, co takiego będą dzisiaj wspólnie robić, minął ostatni zakręt i jego oczom ukazała się polana, a na niej Tomek, Julka i Krzysiek, którzy... grali tą samą, kolorową piłką, co dzień wcześniej. „Tylko nie to...” - pomyślał Kubuś - „znowu nie będę mógł się z nimi bawić”. Był bardzo rozczarowany. W tym momencie zauważyli go przyjaciele.

  • Cześć Kubuś! - zawołał Tomek. – Zanoś szybko plecak i chodź do nas grać w piłkę, to świetna zabawa.

  • Eee... - nasz mały świerk nie wiedział co odpowiedzieć. – Muszę zjeść obiad i odrobić lekcje, może potem wyjdę – wymyślił wymówkę.

  • Dobra, to my potrenujemy, a jak do nas dołączysz to rozegramy mecz – odpowiedział mu Krzysiek.

Kuba zamruczał coś pod nosem i poszedł do domu. „Chyba już nigdy nie będę miał się z kim bawić” - myślał sobie - „Jakbym miał liście zamiast igieł tak jak oni, też mógłbym grać w piłkę. To musi być super zabawa”.

Kiedy tak siedział pogrążony w swoich smutnych myślach, usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył. Stała w nich Julka.

  • Możemy porozmawiać? – zapytała.

  • Jasne, chodź. - Zaprosił ją Kubuś. Jego rodzice byli jeszcze w pracy, więc czuł się panem domu.

  • Słuchaj Kuba, smutno mi, że już nie chcesz się z nami bawić. Obraziłeś się na nas? - zapytała, gdy tylko znalazła się w przedpokoju.

  • Nie, to nie tak... - Kuba nie wiedział co powiedzieć. – Muszę zjeść obiad i odrobić lekcję, mówiłem wam.

  • Przecież obiad jadłeś w szkole i widziałam, że zadanie zrobiłeś na świetlicy. Powiedz mi, o co chodzi? Zrobiliśmy coś złego?

  • Nieee, to nie tak... Wiesz, pamiętasz, jak przebiłem ten balon? - chłopiec postanowił powiedzieć prawdę.

  • Kuba, no co ty, to przez ten balon nie chcesz się z nami bawić?

  • Bardzo chcę się z wami bawić, tylko boję się, że piłka Krzyśka pęknie tak samo jak balon, gdy tylko jej dotknę.

  • No coś ty, piłka jest dużo twardsza od balonu, zobaczysz, nic jej się nie stanie i będziemy się świetnie bawić. No chodź już, sam zobaczysz.

Kuba dał się namówić i razem z Julką wyszedł na polanę.

  • O, nareszcie jesteś – zawołał Tomek – Łap! – krzyknął i rzucił piłkę do Kubusia.

Świerk stał przez chwilę jak zamurowany i patrzył z przerażeniem na nadlatującą piłkę. Kiedy doleciała do niego, odruchowo złapał ją i... nic się nie stało. Piłka nie pękła!

  • No widzisz! - wykrzyknęła Julka.

  • Miałaś rację. Tak się cieszę, że mogę znów się z wami bawić. Dziękuję, że mi pomogłaś – powiedział cicho Kuba do swojej koleżanki.

  • No, gramy wreszcie? - zapytali zniecierpliwieni chłopcy.

  • Jasne – odpowiedział im zadowolony Świerk.

Drzewka grały razem do późnego wieczora – w koszykówkę, siatkówkę i piłkę nożną. Kuba całkowicie przestał się bać łapać piłkę i okazało się, że jest świetnym bramkarzem. A kiedy już zmęczony długą zabawą położył się do łóżka, postanowił sobie w sercu, że od tego dnia, zanim stwierdzi, że do czegoś się nie nadaje, najpierw to dobrze sprawdzi.




następna bajka: Bajka o niemiłym Kajtku i mądrym elfie "