Bajka o Dobrych Misiach i Złym Czarnoksiężniku


W pięknej górskiej dolince nad brzegiem Białego Potoczku znajdowała się Wioska Dobrych Misiów. Misie żyły ze sobą
w zgodzie i w wielkiej przyjaźni. I chociaż jedne miały cztery łapki a inne tylko dwie tylne, zupełnie im to nie przeszkadzało we wspólnej zarówno zabawie jak i pracy. Wśród misiów była para bardzo oddanych przyjaciół imieniem Tuptuś i Mikuś. Tuptuś był rezolutnym misiem o dwóch łapkach, miał zawsze głowę pełną pomysłów i układał bardzo piękne piosenki. Mikuś natomiast miał cztery łapki i potrafił wymyślać przepiękne melodie do piosenek Tuptusia. Popołudniami chłopcy zazwyczaj chodzili tylko we dwóch nad potok łowić ryby. Tuptuś niósł na ramieniu torbę
z przynętami dla ryb, a Mikuś wędki. Ulubionym zajęciem zaś wszystkich Misiów w całej wiosce było wspólne śpiewanie. Gromadziły się one codziennie w samo południe na dużej polanie w środku wioski i wspólnie śpiewały różne piosenki. Tym koncertom wtórowały ptaszki i swoim uroczym „ćwir, ćwir” sprawiały, że piosenki Misiów jeszcze piękniej rozbrzmiewały
w górskiej dolince. Wszystkie stworzenia uwielbiały te południowe koncerty, wszystkie … za wyjątkiem Złego Czarnoksiężnika, który mieszkał w jaskini wysoko w górach. Bardzo nie znosił on śpiewu Misiów oraz ich wzajemnej życzliwości. Nie podobało mu się to, że misie z dwoma i czterema łapkami żyją w tak wielkiej przyjaźni. Dlatego postanowił, że wreszcie coś z tym zrobi…

Pewnego dnia kiedy w samo południe misie jak zwykle zebrały się w środku wioski, aby rozpocząć swoje radosne biesiadowanie, czarnoksiężnik zszedł do Misiowej Dolinki. Na drzewach właśnie ustawiły się wszystkie ptaszki z okolicy aby akompaniować uroczym artystom w ich występie. Ujrzawszy czarnoksiężnika pośpiesznie schowały się między liście, przerażone tym co za chwilę miało nastąpić. Nagle w całej wiosce usłyszano głośny huk i złowrogie słowa:

NIECH ŻYCZLIWOŚĆ NIGDY JUŻ TUTAJ NIE ZAGOŚCI

A OCZY WASZE NIECH BĘDĘ ZAWSZE PEŁNE ZŁOŚCI

Po tych słowach wszystkie Misie zaczęły się między sobą okropnie kłócić. W całej dolince zamiast wesołego śpiewania słychać było tylko wzajemne pretensje i oskarżenia. Miłość została zamieniona na złośliwość i nienawiść.

I prawdopodobnie już na zawsze serca Dobrych Misiów wypełniałoby zło, gdyby nie to że Tuptuś i Mikuś tego dnia nie byli na wspólnym biesiadowaniu. Postanowili, że pójdą nad potok z samego rana i dlatego właśnie zaklęcie rzucone przez czarnoksiężnika nie dosięgło ich.

- Tuptusiu, mamy już chyba wystarczająco dużo ryb. Starczy na pewno dla wszystkich. Może wracajmy do domu - zaproponował Mikuś.

Przyjaciele pomaszerowali w stronę wioski. Po drodze jak zwykle radośnie podskakiwali, biegali i turlali się po górskich dróżkach. Kiedy doszli do wioski nie mogli uwierzyć własnym oczom w to co tam się działo. Wszystkie Misie poszturchiwały się i krzyczały na siebie.

- Gdzie się tak długo znowu podziewałeś? - zapytała mama Mikusia - Zabraniam Ci od dziś wypraw nad Biały Potok
i przyjaźni z Tuptusiem.

- Ale mamusiu! Co się stało wszystkim Misiom w wiosce?
I dlaczego nie mogę się przyjaźnić z Tuptusiem ?

Mama nie odpowiedziała.

Mijały dni. Po wzajemnej życzliwości, miłości i dobroci wśród misiów nic już nie pozostało. Nie było wspólnego południowego biesiadowania, codziennych zabaw w chowanego i berka. Zaklęcie złego czarnoksiężnika zbierało swoje owoce. Mimo wszystko jednak Tuptuś i Mikuś codziennie potajemnie spotykali się na brzegu Białego Potoku. Siedzieli w milczeniu patrząc na bystrą wodę. Ich serca nie były zatrute złym zaklęciem, ale mimo to nie umieli się cieszyć życiem tak jak dawniej. Postanowili dowiedzieć się dlaczego tak nagle wszystkie misie zaczęły się zachowywać w dziwny sposób. Co stało się tego dnia kiedy byli cały dzień nad wodą?

Na szczęście z pomocą przyfrunęły im ptaszki, które były świadkami wydarzeń owego smutnego dnia.

- My, chłopcy, wszystko widzieliśmy i słyszeliśmy. Zły Czarnoksiężnik rzucił urok na misiowe serca. Nie lubi on waszego śpiewu, bo ma w sobie niezwykłą moc. Odwraca wszystkie rzucone przez niego zaklęcia. Musicie zakraść się do niego
i zaśpiewać mu tak głośno jak tylko umiecie. Ale pamiętajcie
- Czarnoksiężnik musi Was zobaczyć dopiero w momencie jak zaczniecie śpiewać. Inaczej jesteście straceni i na wasze serca również zostanie rzucone zaklęcie.

Przestraszeni chłopcy postanowili jeszcze tej nocy zakraść się do jaskini Złego Czarnoksiężnika. Otwór znajdował się bardzo nisko, tak że Tuptuś i Mikuś musieli się czołgać aby wejść do środka.

- Tuptusiu - szepnął Mikuś - Bardzo się boję. A ty?

- Ja też Mikusiu, ale damy radę. Musimy to zrobić aby ocalić Wioskę Dobrych Misiów. Razem tego dokonamy.

Misie powoli korytarzem czołgały się do komnaty gdzie siedział czarnoksiężnik. Zobaczyły jak pochylony czyta coś w swojej wielkiej księdze. Przyjaciele zaczęli głośno śpiewać :

NIECH MISIE Z DWOMA I CZTERAMA ŁAPKAMI

ZNÓW ŚMIEJĄ SIĘ, BAWIĄ I ŚPIEWAJĄ Z NAMI !

- Aaaaa… przestańcie natychmiast! Nie mogę słychać tego śpiewu. Przestańcie!

I tak zaklęcie została zdjęte. W samo południe wszystkie misie jak kiedyś spotykały się znowu w środku wioski na wspólnym biesiadowaniu. Żaden z misiów nie pamiętał co się stało. Za wyjątkiem dwójki przyjaciół, którzy swoją odwagą i męstwem pokazali jak ważna jest przyjaźń i wzajemne wsparcie.
A czarnoksiężnik? Zaszył się na zawsze w swojej jaskini i już nigdy więcej nie mieszał w sercach Dobrych Misiów o dwóch
i czterech łapkach.



następna bajka: "Bajka o Kubie Świerku"