Bajka o czekoladowym domku

Mam na imię Matylda, ale wolę, jak mówią na mnie „Mati”. „Matylda” brzmi tak dorosło. A ja wcale nie chcę być dorosła. Mam rodziców, babcię i dwóch braci, starszego, Marcina i młodszego Maciusia. Tak właśnie, „Maciusia” a nie Macieja. To bardzo ważna różnica. Babcia, jak to babcia, opowiada mi i Maciusiowi bajki. Rodzice nie za bardzo mają czas, choć na pewno bardzo by chcieli, po prostu dużo pracują. Nie wszystkie bajki mi się podobają, ale trudno. Najbardziej lubię tę bajkę o czekoladowym domku. Mogę wam opowiedzieć, jeśli chcecie. Obiecuję, że opowiem najlepiej jak umiem. Mój brat Maciuś już śpi i nie będzie nam przeszkadzał. Chcecie? Zero odzewu, no cóż, ale i tak wam opowiem. Poza tym, nie bardzo mam się czym teraz zajmować. A więc tak, dawno, dawno temu, nikt nie zna daty ani nawet miejsca, w ciemnym lesie, na odludziu żyła pewna rodzina: mama, tata, babcia i troje dzieci. Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam. Ich dom nie był jednak zwyczajnym domem, ponieważ był zbudowany z czekolady i różnych innych słodyczy, ale przede wszystkim z czekolady. Wszystkich znanych rodzajów – mleczna, gorzka, z orzechami laskowymi i rodzynkami i z galaretką owocową (chociaż ja akurat nie lubię tych owocowych czekolad, więc jeśli o mnie chodzi, mogliby je sobie darować, ale cóż, nie mogę być stronnicza). Totalnie wszystko. Fundamenty pod tym domkiem były z marcepanu, ale wierzcie mi, trzymały się mocno. W domu oczywiście były też piwnice – z najciemniejszej i najbardziej gorzkiej czekolady. Niektórzy mówią, że do tej czekolady dodano pieprz i paprykę! Wyobraźcie sobie, prawdziwie „gorzka” czekolada. Osobiście nie przepadam za taką czekoladą. Są inne „smakołyki”, gdzie można znaleźć pieprz i paprykę. Nieprawdaż? Ale nie mogę kłamać, tak, taka czekolada w tym domku była. A okna? Szyby były z przejrzystej galaretki owocowej, w różnych kolorach – ja muszę dodać, że najbardziej lubię galaretkę truskawkową, a wy jaką lubicie? A woda z kranu i w łazience? No cóż, tutaj nic oryginalnego. „Zwykła” woda, o ile zwykłą wodą jest woda z górskiego potoku, taka smaczna i cudownie czysta. Tata mówi, że to taka „ekologiczna” woda. Za bardzo nie wiem, co znaczy „ekologiczne” – to coś w rodzaju „zdrowe”. Osobiście nie mam najlepszego mniemania o „zdrowych” napojach. Zwykle wszystko, co zdrowe, jest, niestety niesmaczne. Ale to nie wydaje się teraz najważniejsze. No dobrze, powiem już wam. Babcia nam zawsze opowiada, że ten czekoladowy domek, to jest domek, w którym my mieszkamy, to znaczy moja rodzina. Wolę jednak o tym od razu powiedzieć, bo nie chcę, żebyście pomyśleli, że coś przed wami ukrywam albo nie jestem wobec was w porządku. Tak więc, moja mama, a moja mama się naprawdę na tym zna, mówi, że ta woda „przywraca jej skórze młodość”. Nie bardzo rozumiem, o co chodzi, ale zakładam, że jak coś przywraca młodość, to jest jak najbardziej w porządku. Ten domek z czekolady jest też ogrodzony – paluszkami z ciasta. Po jednej stronie są paluszki z sezamem, a po drugiej z makiem. Ja wolę te z sezamem. Wiecie, co jest najfajniejsze w tym domku, co najbardziej mi i moim braciom się najbardziej podoba? To, że można ten domek „nadgryzać” w dowolnym miejscu i zjadać dowolną ilość „czekoladowych cegieł” czy fundamentów, okien, itd. i nic złego się nie dzieje. Mam na myśli to, że zaraz pojawia się mój starszy brat Marcin i przynosi materiały „zapasowe” i od razu zaczynamy remont – to znaczy ja i mój brat Maciuś. Strasznie się spociliśmy. Musieliśmy odpocząć i chciało nam się pić. Dlatego podeszliśmy do studni i napiliśmy się soku jabłkowego – pysznego, chłodnego. Maciuś nie był specjalnie zadowolony. On woli sok pomarańczowy, ale akurat tego soku nie było wtedy w studni. Krótka przerwa zakończona, sok pyszny, trochę szkoda, że akurat nie ma ciastek. Dorośli przecież zawsze mówią, że „w życiu nie można mieć wszystkiego”. Ja osobiście się z tym nie zgadzam. No bo niby dlaczego nie? Fajnie, że mamy czekoladowy domek, ale czy to znaczy, że ma to nam wystarczyć? Takie zdanie „w życiu nie można mieć wszystkiego” brzmi dla mnie wyjątkowo smutno. Jestem za mała i nie wiem, co jeszcze można by do tego dodać, ale czuję, że można by dodać całkiem sporo. Ale wracajmy do naszego czekoladowego domku. Po naszym wspólnym remoncie, natychmiast, nie widać żadnej różnicy, wszystko jest na swoim miejscu. Uff!... Sprawnie wszystko razem układamy na swoim dawnym miejscu. To, że od nowa tworzymy czekoladowy domek to już brzmi dziwacznie, wiem o tym. Ale, to nie wszystko, dla nas najważniejsze jest to, że Maciuś może układać te tabliczki czekolady tylko za pomocą nóg, niestety, jego rączki są niesprawne, taki się urodził. Wiecie, ile radości mu to sprawia?! Gdybyście widzieli jego twarz. I wiecie, że on jest w tym najszybszy z całej naszej trójki? Nawet Marcin – ten „starszy i mądrzejszy” brat wyglądał jakby mu zazdrościł tempa. Wierzymy naszej babci – babuni, to nasza ulubiona bajka. Jak się skończy opowiadanie tej bajki i wracamy do naszego zwykłego mieszkania w bloku, to długo otacza nas coś niezwykłego. Wierzymy, że w tym roku Maciuś nauczy się jeździć na nartach. No bo niby dlaczego, ktoś, kto odbudowuje bajkowy domek z czekolady nie dałby sobie rady ze śniegiem i lodem? W zeszłym roku zjeżdżał na sankach z biszkoptów na śniegu z lodów śmietankowych. Ja niesty nie umiem jeszcze jeździć na nartach – dla mnie są nadal tylko sanki z piernika. Wtedy i mróz był autentyczny, i widok był autentyczny – babunia opisała mi, Marcinowi i Maciusiowi, jak wyglądają Tatry zimą, te pod Giewontem, z tym autentycznym mroźnym słońcem na śniegu, z tym wiatrem, mrozem, z tym kuligiem, i góralskimi kolędami (i oscypkiem – owczym serem, jadłam go kiedyś, nie przepadam za tym smakiem, za słony, no cóż). Te kolędy brzmiały nam w uszach jak echo. Dobrze, że babcie są na świecie. Marcin wszystko to opisał Maciusiowi. Pytacie, jak ja i Marcin „załatwiliśmy” czy „zorganizowaliśmy” mróz wtedy, kiedy Maciuś zjeżdżał na swoich biszkoptowych nartach? Każda baśń wymaga odrobiny tajemnicy. Niech i ta kwestia walki z mrozem pozostanie tajemnicą. To jest to miejsce, od którego wasza wyobraźnia musi jeszcze bardziej pracować i zacząć tworzyć swoją własną opowieść.



następna bajka: "Bajka o dobrych Misiach i złym Czarnoksiężniku"