Bajka dla mojego Przyjaciela – Moc Gwiazdy Polarnej

Alicja jest moją znajomą z placu zabaw. Hej! Dlaczego się śmiejesz? Ahaaaaa! Na pewno śmieszy cię to, że jako dorosła osoba chodzę na plac zabaw? Wiem, wiem, to miejsce zarezerwowane tylko dla maluchów! Na pewno każde dziecko lubi przebywać w tym fajnym zakątku! To przecież raj dla przedszkolaków! Są tam huśtawki i piaskownica, drabinki, na które wchodzi się i potem skacze z nich na piasek, czerwony pociąg zrobiony z drewna i zjeżdżalnia! Na środku placu stoi plastikowy samochód policyjny. Ma co prawda urwaną kierownicę, ale i tak świetnie ściga się nim przestępców. Na placu zabaw można spotkać Anitkę z dwoma kitkami, Dawida w spodniach wiecznie dziurawych i Kasię z umorusanym czekoladą noskiem.

Mój synek uwielbia chodzić na plac zabaw! Teraz już wiesz, dlaczego tam bywam. Gdy tylko świeci słoneczko, pakujemy w plecak smakołyki i maszerujemy na plac zabaw. Tam właśnie poznałam Alicję. Ma 6 latek. Urodziła się bez lewej dłoni, a pomimo to była najdzielniejsza w przedszkolu. Umiała zawiązać sznurówki przy butach i przygotować kolację dla lalek. Posprzątać klocki i odbijać piłkę. Jej mama jest lekarką, a tata przed trzema laty wyjechał za granicę. Kiedyś Ala w tajemnicy przed mamą przyniosła na plac zabaw zdjęcie taty w mundurze. Dzieci zazdrościły Alicji takiego taty i wszystkie chciały się z nią bawić tego dnia. Na drugi dzień Kubuś powiedział, że tata Alicji wygląda na tym zdjęciu jak taki jeden aktor z telewizji i że Ala wymyśliła sobie tatę, bo tak naprawdę go nie ma. Dziewczynka rozpłakała się i postanowiła, że już nikomu nigdy nie pokaże zdjęcia taty.

Ala jest mistrzynią w skakaniu na skakance. Kic… kic… jak kangurek wokół placu zabaw! Nikt nie może jej dorównać, nawet Asia, która co czwartek chodzi na balet, nawet Iza z różowego bloku, co ma tatę spadochroniarza. Ala jest po prostu najlepsza!

Pewnego dnia Alicja nie przyszła na plac zabaw. Świeciło słońce. Pogoda w sam raz, by pokicać na skakance! Ala nie pojawiła się również na placu zabaw następnego dnia i kolejnego. Zaczęłam się martwić… Posłuchaj, co przytrafiło się Ali…

Tego wieczoru mama Alicji miała dyżur w szpitalu. Dziewczynka została pod opieką sąsiadki, sympatycznej pani Jadzi, która uwielbia oglądać seriale telewizyjne. Zaraz po przyjściu pani Jadzia rozsiadła się wygodnie w fotelu, włączyła telewizor, a po chwili dało się słyszeć jej głośne chrapanie. Ala zjadła przygotowaną przez siebie kolację – dwa duże biszkopty i siedem różnokolorowych żelków. Musisz wiedzieć, że Ala uwielbia słodycze! Kiedy mama jest w pracy, dziewczynka wyjmuje schowane w pudełeczku słodkie skarby i zajada się nimi w tajemnicy przed panią Jadzią. Kiedyś mama odkryła ten jej smakowity schowek. Kazała Ali obiecać, że nigdy więcej nie będzie wieczorem jadła słodyczy. Dziewczynka przyrzekła mamusi, ale już następnego dnia z sekretnego pudełeczka znikły trzy krówki, kolejnego wieczoru dwa batoniki i jedna czekoladka nadziewana waniliowym kremem.

Tego wieczoru, o którym mowa, dziewczynka po raz kolejny złamała obietnicę daną mamie. Spojrzawszy jednak w łazienkowe lusterko, zawstydziła się sama przed sobą i żeby odpokutować słodki grzeszek, umyła dokładnie ząbki. Założyła ulubioną piżamkę w misie i położyła się do łóżeczka. Długo nie mogła zasnąć. Co chwilę spod poduszki wyjmowała trochę zmięte już zdjęcie swojego taty. Tata uśmiechał się ze zdjęcia tak ładnie. Tak bardzo chciała, by teraz wszedł do pokoju, usiadł na łóżku, przytulił ją i opowiedział na dobranoc bajeczkę. Ale tata nie przychodził…

Kiedy Ala przyglądała się radosnej twarzy taty, w pokoju nagle zrobiło się jasno. Dziewczynka spojrzała na nocną lampkę, myśląc, że to ona tak rozjaśnia pokój. Stwierdziła jednak ze zdziwieniem, że lampka nie jest nawet podłączona do gniazdka.

- Dobry wieczór Alu.

Dziewczynka, usłyszawszy cienki głosik, odruchowo nakryła się kołdrą.

- Hej, nie bój się mnie Alicjo. Jestem przyjaznym duszkiem. Chciałbym przekazać Ci radosną nowinę.

Głosik brzmiał tak ciepło, tak przyjaźnie, że Ala postanowiła najpierw wychylić spod kołdry nosek. Gdy tylko poczuła na nosie przyjemne ciepło, wystawiła również różowe policzki, spiczastą bródkę, usta, a na końcu niebieskie oczka. Ujrzała wokół siebie światło, które od razu przypomniało jej letni słoneczny dzień. Poczuła się tak wspaniale, jakby nie była w pokoju pogrążonym w wieczornym mroku, ale na łące pełnej kolorowych kwiatów. Nawet nie przyszło jej do głowy, by się bać.

- Czemu cię nie widzę duszku? Gdzie się ukryłeś?

Ala ufnie zaczęła rozglądać się po pokoju. W pierwszej kolejności zajrzała pod łóżko, potem podbiegła do zasłon i rozchyliła je rączkami. Kiedy tam nie odnalazła tajemniczego gościa, pomyślała, że może duszek wszedł do jej pudełeczka na słodycze. Szybko wyjęła je z szuflady i odchyliła wieczko.
Ale i tam nie było nikogo!

- Hm… Ale się dobrze ukryłeś! Ha! Ha! Zobaczysz, zaraz cię znajdę! – zawołała radośnie dziewczynka i zaczęła skradać się na paluszkach w kierunku domku dla lalek, myśląc, że właśnie tam schronił się nieznany chochlik. Zajrzała przez otwarte okiennice, ale i tam nie dostrzegła nic podejrzanego. Lalki siedziały tak jak zawsze przy stoliku i robiły sobie makijaż.

- Alu, nie szukaj mnie już. Zobacz, jestem tutaj, na ramie twojego ulubionego obrazka.

Dziewczynka spojrzała w miejsce, z którego dochodził cienki głosik. Rzeczywiście, na brązowej ramie obrazka siedział mały ludzik. Świecił tak mocno, że trudno było go tam dostrzec. Ala podeszła do ściany, na której zawieszony był obrazek. Chciała przyjrzeć się duszkowi dokładniej. Był ubrany w srebrne ubranko, które błyszczało tak bardzo, że dziewczynka musiała zasłonić oczy rączką.

- Ojej! Nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak ty! – zawołała z zachwytem Ala. – Świecisz tak mocno, że mógłbyś zastąpić lampę! Skąd się tu wziąłeś?

- Jestem światłem najpiękniejszej gwiazdy na niebie. Moją mamą jest Gwiazda Polarna. – tłumaczył duszek. – To ona przysłała mnie do ciebie, abym opowiedział ci o twoim tacie. On bardzo cię potrzebuje. Kocha cię najbardziej na świecie, ale nie może teraz wrócić do domu i zobaczyć cię.

- Mój tata? – zapytała Ala, a jej oczy zapłonęły. – Ty znasz mojego tatę?

- Tak Alicjo! – odpowiedział radośnie świetlisty duszek. – Przyjaźnię się z twoim tatą. To on jest na tym zdjęciu, które chowasz pod poduszką.

- Duszku! Ojej, ty naprawdę znasz mojego tatusia! - zawołała dziewczynka, a z jej oczu popłynęły łzy. – Opowiedz mi o nim! Tak bardzo tęsknię do niego!

- Twój tata jest żołnierzem. Pomaga ludziom z dalekiego kraju. Musi słuchać rozkazów swego dowódcy i dlatego nie może do ciebie przyjechać. Jednak zawsze pamięta o tobie. Każdego wieczoru, patrząc na Gwiazdę Polarną, posyła ci uśmiech. Wierzy, że światło tej gwiazdy ochroni cię i pocieszy.

Ala patrzyła na duszka z taką miłością, jakby znała go od zawsze. Ten świetlisty skrzat był przecież przyjacielem jej taty!

- Duszku! Przebyłeś daleką drogę, na pewno jesteś zmęczony. Proszę, oto pudełko ze słodyczami. Są w nim najsmaczniejsze ciasteczka, cukierki i batoniki. Wybierz sobie, co tylko zechcesz! – z troską powiedziała dziewczynka.

Ala pragnęła z całego serca ofiarować duszkowi wszystko to, co miała
najcenniejszego. Duszek uśmiechnął się do dziewczynki i spojrzał na łakocie. Po chwili zapytał:

- Alicjo, przecież ty uwielbiasz słodycze. Złamałaś nawet obietnicę daną mamie i chrupałaś je dziś wieczorem zamiast kolacji. Czy na pewno chcesz, abym poczęstował się tymi smakołykami?

– Proszę! – zawołała dziewczynka.- Zjedz, ile tylko chcesz! Ja już ich nie potrzebuję!

- Dobrze. – zgodził się duszek.

Jednym zwinnym skokiem gwiezdny duszek znalazł się na podłodze. Potem na swych krzywych świecących nóżkach podreptał w stronę łóżka Ali. Schwycił frędzel koca, rozhuśtał go, a potem z radosnym „hop” zanurkował w miękką kołderkę. Pościel zapłonęła blaskiem! Gdyby w tej chwili pani Jadzi przyszło do głowy obudzić się i zajrzeć do pokoiku Alicji, na pewno skończyłoby się to wezwaniem straży pożarnej. Na szczęście pani Jadzia spała smacznie przed ekranem telewizyjnym i nie mogła mieć takich pomysłów. Tymczasem duszek wskoczył do pudełka ze słodyczami. Po chwili do uszu Ali doszedł dźwięk przesuwanych słodyczy. Zapewne ludzik przeglądał łakocie. Sekundę później dziewczynka usłyszała cichy okrzyk zachwytu gwiezdnego skrzata i szelest papierka. Widocznie mały poszukiwacz odnalazł to, czego szukał, bo nagle w pokoju rozległo się chrupanie i mlaskanie. Znowu upłynęło trochę czasu i spod wieczka pudełka wychyliła się ubrudzona czekoladą buzia duszka.

- Mniam… Mniam… Dawno nie jadłem czegoś równie smacznego… Wybacz, ale schrupałem wszystkie czekoladowe cukierki z nadzieniem waniliowym. Pychota! Palce lizać! - mówił, gramoląc się z pudełka na kołderkę.

Ala patrzyła na niego z uśmiechem. Był taki zabawny, kiedy głaskał swój świetlisty brzuszek! Duszek zaś, widząc radość dziewczynki, specjalnie wstawał i przewracał się z powrotem w miękkość pościeli, turlał się po niej, udając piłeczkę. Obydwoje śmiali się przy tym tak głośno, że mogliby obudzić panią Jadzię, gdyby nie rozkręcony na cały regulator telewizor.

W pewnej chwili duszek spoważniał, spojrzał uważnie w okno, za którego szybami jaśniała duża gwiazda i rzekł:

- Pora na nas Alu. Moja mama ma dla nas zadanie.

Ala była zaskoczona. Nie myślała, że czeka ją podróż. Miała na sobie tylko cienką piżamkę w misie.

- Zadanie? Ojej, duszku, jest tak ciemno! Jeszcze zgubimy się w ciemnościach! – krzyknęła pełna obaw.

- Alicjo, zapominasz, że ja świecę? Zobacz, jak jasno w pokoju od światła gwiezdnego! – powiedział duszek, śmiejąc się.

Ala, mimo że nadal drżała na samą myśl o wyjściu z domu o tak późnej porze, zaczęła szukać kapci. Trochę martwiła się też o mamę, która po powrocie z dyżuru będzie rozpaczała, jeśli nie znajdzie w pokoju ukochanej córeczki. Duszek uspokajał dziewczynkę i obiecywał, że podróż nie będzie trwała zbyt długo. Na pewno zdążą przed powrotem mamy.

Zanim wyruszyli, gwiezdny duszek dotknął ramienia Alicji. Dziewczynka poczuła miłe ciepło. Potem ze zdziwieniem stwierdziła, że z jej ramion wyrastają świetliste skrzydła.

- Ojej, to niesamowite! – krzyknęła radośnie. – To jakieś czary duszku! Mam skrzydła i mogę latać!

Ala uniosła świetliste skrzydełka i nimi poruszyła. Pofrunęła w górę tak szybko, że uderzyła głową w sufit. Kiedy poczuła piekący ból, opuściła skrzydełka i spadła gwałtownie na pościel. Bęc! Latanie wbrew pozorom wcale nie jest takie proste!

- Oj, uważaj Alu! – zawołał ze śmiechem świetlisty skrzat, który sztukę latania opanował na szóstkę. - Moc Gwiazdy Polarnej uniesie cię wysoko, ale musisz nauczyć się rozważnie z niej korzystać, tak, by nikomu nie szkodzić, a nieść wszystkim potrzebującym pomoc!

Ala nie wiedziała, co ją jeszcze czeka. Była zachwycona skrzydełkami. Oglądała je w lustrze. Dotykała drżącą ze szczęścia rączką. Potem zaczęła tańczyć po pokoju, radośnie poruszając skrzydłami i śpiewając:

- Hura! Hura! Mogę latać jak motylek! Hura! Hura!

Duszek, patrząc na pląsającą po pokoju dziewczynkę, śmiał się tak szczerze, że jego wypukły z przejedzenia brzuszek podskakiwał.

- Alu! Aaaaalu! Ruszajmy, bo nie zdążymy przed powrotem twojej mamy wykonać zleconego przez Gwiazdę Polarną zadania.

Alicja otworzyła okno. Niebo było usiane gwiazdami. Wśród nich połyskiwała Gwiazda Polarna, która tego wieczoru była wyjątkowo jasna. Ruszyli. Duszek leciał pierwszy, rozświetlając ciemności. Za nim Ala, niezgrabnie kołysząc się na boki. Był to przecież jej debiut w sztuce latania. Tak bardzo była zajęta omijaniem komarów, nietoperzy, pajęczyn oraz nocnych ptaków, że nie zwróciła uwagi na to, że znajdują się nad morzem. Gwiezdny duszek przyspieszał ciągle, poganiając Alę delikatnym dotknięciem ramienia. Nad wodą unosiła się tak gęsta mgła, że nic nie było widać na wyciągnięcie ręki. Gdyby nie obecność świetlistego przyjaciela, dziewczynka zgubiłaby się wśród chłodnych oparów. Na szczęście czuła przyjemne ciepełko na swoim ramieniu. Leciała z zamkniętymi oczami, delektując się świeżym powiewem wiatru.

- Ach! Duszku, jak pięknie! Jak cudownie! – wołała co pewien czas.

Trudno powiedzieć, jak długo Alicja trwała w tym przyjemnym letargu. Kiedy otworzyła oczy, nie dostrzegła obok siebie świetlistego duszka. Usłyszała za to rozpaczliwe wołanie jakiegoś człowieka.

- Ratunku! Ratunku! – wołał zagubiony pośród mgły żeglarz.


Początkowo dziewczynka pomyślała, że to gwiezdny duszek chce spłatać jej figla. Ukrył się pośród mgły i chce, by jeszcze raz go szukała. O nie! Ona mu pokaże, kiedy tylko wyłoni się z mgły znudzony zabawą. Zawisła nad wodą i czekała cierpliwie. Jednak świetlisty skrzat się nie pojawił. Za to w jego miejsce Ala dostrzegła małą łódź z żaglem, a na niej bezradnego człowieka, który pośród mgły zgubił drogę do domu. Dziewczynka wiedziała, że żeglarze w taką pogodę często gubią się na morzu. Kiedy nie ma mgły, drogę wskazuje Gwiazda Polarna. Tej nocy nie było widać gwiazd. Dziewczynka początkowo, widząc rozpacz człowieka z łodzi, nie wiedziała, jak mu pomóc. Potem jednak przypomniała sobie to, co mówił jej duszek, kiedy wyruszali w podróż: „Moc Gwiazdy Polarnej uniesie cię wysoko, ale musisz nauczyć się rozważnie z niej korzystać, tak, by nikomu nie szkodzić, a nieść wszystkim potrzebującym pomoc”.
Ala poczuła na twarzy powiew morskiego wiatru.

-Ach! Już wiem! – krzyknęła tak nagle, że człowiek znajdujący się na łodzi, spojrzał w jej stronę.

Dziewczynka wiedziała już, co ma zrobić. Kiedy leciała z duszkiem wśród mgły, czuła, że wiatr utrudniał jej lot. Wiał prosto w jej twarz. Wystarczyło tylko poprowadzić samotnego żeglarza w stronę, w którą wiał wiatr, a na pewno dotrą do brzegu.

Człowiek stał zapatrzony w świetlistą postać dziewczynki, ona zaś do niego zawołała:

- Płyń za mną, a wkrótce dotrzemy do brzegu!

Rzeczywiście, po godzinie łódź zacumowała do brzegu. Żeglarz rozpłakał się ze szczęścia, chciał podziękować światłu, które przywiodło go do brzegu, ale ono gdzieś nagle znikło. Był pewien, że Gwiazda Polarna uchroniła go od śmierci. Ala ukryta w nadbrzeżnych zaroślach przyglądała się szczęściu ocalonego.
Nagle poczuła na ramieniu znajome ciepło. To gwiezdny duszek uśmiechał się do niej.

Gładząc ją po mokrych włosach, mówił:

- Alu, spełniłaś zadanie… Rozważnie wykorzystałaś moc daną ci przez Gwiazdę Polarną. Moja mama postanowiła cię nagrodzić za ten dobry uczynek. Wróć teraz do domu, a zobaczysz, kto na ciebie tam czeka.

Świat przed oczami Ali zawirował. Ogarnęło ją światło i otuliło swym ciepłem.


Rankiem była przekonana, że gwiezdny duszek tylko się jej przyśnił. Zajrzała szybko do szuflady, otworzyła pudełeczko ze słodyczami. Ku jej zdumieniu w pudełeczku obok ciasteczek i batoników leżały papierki po czekoladkach z nadzieniem waniliowym. Uśmiechnęła się. Rozejrzała wokół. Był słoneczny dzień. Usłyszała radosny głos mamy, która kogoś ze wzruszeniem witała. Ala pobiegła do przedpokoju.

- Tato! – rozległ się głosik najszczęśliwszej istotki na świecie. – Tatusiu, wróciłeś!

Tak, Alicja odzyskała swojego tatę. Kto ma dobre serduszko, Gwiazda Polarna opiekuje się nim. Posyła mu świetlnego duszka, by ten wskazywał mu drogę do domu.

Alicja nie mogła nacieszyć się tatą. Przez dwa dni opowiadała mu o gwiezdnym duszku, o Gwieździe Polarnej, o świetlistych skrzydełkach i o ocaleniu zagubionego wśród mgły żeglarza. Tata uśmiechał się do córeczki i tulił ją czule do serca.
To jeszcze nie koniec tej opowieści. Pewnego słonecznego dnia Ala przemaszerowała przez plac zabaw, trzymając za rękę swego tatusia ubranego w mundur.

Kubusiowi opadła szczęka…


następna bajka: "Bajka o chlopcu bez dłoni"