„AMELIA”

W pewnym kraju, w którym zawsze świeciło słońce i istniała tylko jedna pora roku wiosna, żyła sobie mała dziewczynka. Nikt tak naprawdę nie znał jej imienia, ponieważ nie miała przyjaciół. Mieszkała w małym domku koło pobliskiego lasu jedynie ze swoim dziadkiem. Wstydziła się bawić z innymi dziećmi, ponieważ urodziła się bez rączek i obawiała się, że dzieci będą się z niej naśmiewać i wytykać palcami. Jej jedynym kompanem był piesek Api, z którym biegała po pięknej łące niedaleko jej domku. Mimo braku rączek bardzo kochała swój mały świat i codzienne zabawy z Apim. Ponad wszystko kochała jednak śpiewać. Kilku piosenek nauczył ją dziadek, a potem sama starała się wymyślać własne melodie, które nuciła wiernemu Apiemu.

Tak mijały dni. Z małej dziewczynki wyrastała coraz większa panienka. Niestety, nie rosły jej tylko rączki. Wszystko inne dookoła jej zaczynało się zmieniać. Nadeszły deszcze i śniegi, zniknęło gdzieś piękne słońce, które tak kochała. Niebo błękitne jak jej oczy zmieniło barwę na smutnoszarą. Podczas jednego z takich ponurych dni umarł dziadek, a zaraz potem jej wierny stary Api. Wiedziała, że sama sobie już nie poradzi.

Postanowiła szukać pomocy w miasteczku. Chodziła od drzwi do drzwi, szukając kogoś, kto mógłby się nią zaopiekować, ale napotykała na obcość i nieufność ludzi, którzy widzieli w niej tylko dziwaka bez rąk.

- „ To złodziejka! Musiała coś ukraść skoro ktoś obciął jej ręce!”, krzyczeli ludzie. Smutna i zrezygnowana wracała więc do swojej chatki. Wieczór był ciemny, słychać było jedynie szelest zimnego wiatru. Szła i śpiewała smutną melodię. Nuty, które dobierała były jednak piękne, a jej głos miał niezwykle cudowną barwę. Nic nie było widać na drodze. Zdawało się, jakby to samo powietrze łkało tę melodię.

Traf chciał, że kilka metrów od niej przejeżdżała kareta z chorym królem. Mimo młodego wieku, król nie cieszył się dobrym zdrowiem i często chorował. Wożono go do niedalekiego sanatorium na specjalne zabiegi, ale i to na niewiele się zdawało. Tym razem z królem było już naprawdę źle. Całkowicie opadał z sił. Spodziewano się najgorszego. Leżąc w karecie, nagle do jego uszu dotarł niezwykły śpiew. Melodia, którą słyszał była nieopisanie piękna. Czy to anioł jakiś śpiewał? „Jak dobrze słyszeć taki śpiew”, pomyślał król i zapadł w sen.

Następnego ranka, kiedy otworzył oczy, poczuł się dziwnie silny. Lekarze, którzy nad nim czuwali, nie mogli uwierzyć w to, kiedy król ot tak wstał z łóżka o własnych siłach i bez niczyjej pomocy podszedł do okna przywitać nowy dzień.

Na dworze króla zaczęto mówić o cudzie. Król zaczął przypominać sobie tamten wieczór, kiedy schorowany usłyszał boski kobiecy głos o uzdrawiającej mocy. „Tylko jak JAK dotrzeć do jego adresatki?!”, zastanawiał się całymi dniami. W końcu wpadł mu do głowy świetny pomysł. Kazał porozwieszać po całej okolicy, na każdym możliwym słupie i drzewie ogłoszenie o wielkim konkursie śpiewu. Nagrodą miało być spełnienie największego życzenia zwycięzcy przez króla.

Wieść rozeszła się bardzo szybko po okolicy. Na dwór królewski zaczęły przybywać dziewczęta z myślą o wielkiej wygranej. Konkurs śpiewu zapowiadał się na co najmniej kilka dni. Na środku wielkiego królewskiego placu ustawiono specjalną scenę, na której miały rywalizować konkurentki o nagrodę króla. Chętnych do nagrody było tak wiele, że konkurs rozpoczynał się rankiem każdego dnia i trwał z przerwami tylko na posiłki do samego wieczora. Król owładnięty myślą o poznaniu dziewczyny, której barwy głosu wciąż nie mógł zapomnieć, oglądał osobiście każdy występ. Kiedy na scenę wstępowała jakaś wyjątkowo piękna młoda niewiasta, serce króla zaczynało coraz mocniej bić. Czar jednak szybko pryskał, ponieważ żadna z pięknych panien nie posiadała TAMTEGO anielskiego głosu. Dni mijały i król zaczął już myśleć, że to co słyszał podczas swojej choroby było być może jedynie wytworem jego wyobraźni.

Tymczasem nasza bohaterka biła się z myślami o przystąpieniu do królewskiego konkursu. Kiedy pierwszy raz zobaczyła obok swego domku ogłoszenie, w którym wyraźnie zaznaczone było spełnienie w razie wygranej każdego życzenia zwycięzcy, od razu pomyślała o swoich nieobecnych rękach. Paraliżował ją jednak strach i wstyd.

Pewnej nocy przyśnił się jej sen, w którym dziadek szeptał jej do ucha : „Masz cudowny dar i bez względu na wszystko podziel się nim z innymi”. Wtedy postanowiła spróbować. Ubrała się w swoją jedyną ładną sukienkę w kwiatki, narzuciła żółty sweter i udała się na plac królewski.

Kolejka do występu jak co dzień była wyjątkowo długa. Król wydawał się już coraz bardziej zrezygnowany i smutny, kiedy kolejna dziewczyna rozczarowywała go swym śpiewem. Coraz poważniej myślał już o zakończeniu konkursu i wybraniu pierwszej lepszej kandydatki do nagrody głównej, kiedy ze sceny dobiegły go pierwsze słowa znajomej piosenki. „Ciemne niebo jest nade mną/zimne wiatry wieją wciąż/los okrutny czasem jest/ lecz ja będę sobą wciąż…”. Momentalnie łzy pojawiły się w oczach króla. Szybko podniósł wzrok i ujrzał na scenie ładną blondwłosą dziewczynę w skromnej sukience i sweterku, pod którym nie widać było zarysu jakichkolwiek rąk. Serce zabiło mu tak, jak może bić tylko ten jeden raz w życiu, kiedy szczęście i radość stają się jednym.

Inni ludzie pod wpływem jej śpiewu doznawali tego samego uczucia. Tym, którzy wcześniej odmówili jej pomocy, łzy stawały w oczach i wstyd ogarniał ich myśli. Na niebie pojawiło się dawno nie widziane słońce i wiatr przestał wiać.

Król natychmiast podbiegł do sceny, klęknął przed nią i zawołał:

- „Jak masz na imię aniele, którego pokochałem od pierwszej chwili kiedy cię usłyszałem?”

-„Amelia”, szepnęła nieśmiało dziewczyna.

-„Jakie twoje marzenie mogę spełnić tu i teraz?”, zapytał wzruszony król.

-„Moje marzenie właśnie się spełniło”, odrzekła Amelia, patrząc ze sceny na tłum wzruszonych ludzi, w oczach których nie widać już było pogardy, lecz podziw i miłość dla swojej nowej królowej.

 

następna bajka "Aniołki"