Magiczna sztuczka.

Tomek siedział sam na brzegu piaskownicy na placu zabaw. Wyglądał na zamyślonego.

- Zobacz, jaki biedny chłopiec – powiedziała mama.

- Dlaczego biedny? – spytałem.

- Bo nie ma dłoni. Na pewno jest nieszczęśliwy. Nie może się bawić jak inne dzieci. Chciałem ją spytać czy nie można być szczęśliwym bez dłoni, ale zaczęła rozmawiać z koleżanką. A ja podszedłem do biednego chłopca.

- Cześć. Co robisz?

- Wymyślam magiczną sztuczkę – powiedział.

- Co to za sztuczka? – spytałem.

- Jeszcze nie wiem. Dopiero się wymyśla.

- Mogę popatrzeć?

- No pewnie – odpowiedział. – Możesz mi nawet pomóc. Umiesz zrobić samolot z papieru? Bo ja mam tutaj białe kartki…

- Jasne, że umiem! Zrobię dwa. Jeden dla ciebie, drugi dla mnie.

Mój pomysł chyba bardzo mu się spodobał, bo uśmiechnął się jakby wcale nie był nieszczęśliwym chłopcem.

Uważnie przyglądał się ruchom moich dłoni, kiedy starannie zginałem skrzydła samolotu.

- Gotowe! – powiedziałem i pokazałem mu samoloty.

- Są takie piękne! Jak prawdziwe odrzutowce! – Chłopiec był zachwycony. – Weź oba w dłonie i pobiegniemy razem przed siebie! – wykrzyknął radośnie.

Uniosłem samoloty najwyżej jak tylko mogłem i biegliśmy razem po trawie. Świat jakby zniknął na chwilę. Były tylko te dwa samoloty na błękitnym niebie. I my. Roześmiani! Biegliśmy coraz szybciej i szybciej! I widziałem jak chłopcu wyrastają skrzydła! On nie biegł! On LATAŁ!

A może tylko mi się wydawało…

Zatrzymaliśmy się, żeby odpocząć. Miło było tak po prostu leżeć sobie na trawie i patrzeć jak chmury płyną po niebie.

- Pokażesz mi teraz magiczną sztuczkę? – spytałem.

- Właśnie ją widziałeś. – odpowiedział z uśmiechem.

- Jak to?

- Nie mam dłoni, a puszczałem samoloty. Bo spotkałem ciebie.

następna bajka "Adaś"