„Malusie Palusie”

W pewnym miasteczku niedaleko stąd mieszkał chłopczyk imieniem Staś. Był to bardzo

wesoły malec. Uwielbiał wycieczki leśne, pikniki na trawie i zabawy na boisku. Cieszył się ogromną

sympatią wśród dzieci. Gdy Staś skończył 6 lat w trakcie zabawy na przyjęciu urodzinowym

spostrzegł, że jego rączki są mniejsze niż dłonie jego kolegów. Pobiegł więc do mamusi spytać

dlaczego jego rączki nie rosną. Mamusia wzięła Stasia na kolana i powiedziała:

- Syneczku, twoje rączki są stworzone do zadań specjalnych. To nasze kochane malusie palusie.

Nie było za dużo czasu na rozmowy, bo zaraz przybiegł Karolek i już ciągnął Stasia do zabawy w

chowanego. Szybko zamieniła się ona w zabawę w ganianego i tego dnia Staś zapomniał już wracać

do rozmowy z mamusią. Wakacje mijały na szalonych zabawach podwórkowych w gronie przyjaciół.

Wreszcie nadszedł czas szkoły. Staś bardzo starannie przygotowywał się do swojej „zerówkowej”

przygody. Odświętnie ubrany spotkał się ze swoimi nowymi przyjaciółmi. Sporo się działo rzeczy

pierwszego dnia szkoły. Na powitanie dzieci przygotowano przyjęcie ze słodkimi niespodziankami.

Przyszedł też klaun, który rozweselał dzieci swoimi sztuczkami. Później przyszedł czas na zajęcia

plastyczne. Wszystkie dzieci zabrały się do malowania swoich pomysłów na nowy strój dla klauna.

Obok Stasia przy stoliku siedział Wojtuś i Maciuś. Chłopcy najpierw przyglądali się Stasiowi jak maluje

swój obrazek, a potem spytali:

- czemu masz takie małe ręce?

Staś spojrzał na swoje malusie palusie i powiedział:

- bo są do zadań specjalnych…

- a jakie to zadania ? – pytali dalej nowi koledzy.

- no jeszcze nie wiem… mama mi tak powiedziała - odparł zmieszany Staś.

- e tam, ja słyszałem, że zadania specjalne to robi komandos albo strażak! – powątpiewał Maciuś.

- no ale, ja dopiero będę strażakiem jak urosnę… - próbował się tłumaczyć Staś.

- a ręce też ci urosną? – nie dawał za wygraną Wojtuś.

- No, nie wiem. Ale chyba nie, bo – zamyślił się na chwilę Staś - bo są stworzone do zadań specjalnych

– powtórzył raz jeszcze za mamusią.

- e tam – ciągnął swoje Maciuś – pewnie Ci się popsuły, i tyle!

Staś zasmucił się słysząc te słowa, ale już nic się nie odzywał. Nie chciał dłużej rozmawiać na ten

temat. Niebawem przyszła pora na obiadek, więc dzieci zajęły się pałaszowaniem smakołyków.

Wszyscy chcieli jak najszybciej skończyć, bo zaraz po obiadku zapowiedziano wyprawę do przyległego

do szkoły parku. Szybko zjedli więc posiłek i ruszyli na wyprawę. Dzień był ciepły i słoneczny. Pogoda i

panie nauczycielki pozwoliły na podwórkowe harce. Najpierw były gonitwy, a potem poszukiwania

najpiękniejszych kolorowych liści i kasztanów. Kiedy dzieci zajęte były zbieraniem swojej kolekcji

skarbów jesieni, Panie odpoczywały na parkowych ławeczkach. Nagle, niedaleko ławeczki dał się

słyszeć jakiś dziwny, piskliwy dźwięk. Najpierw cichy, ale później coraz głośniejszy i głośniejszy. Panie

z zainteresowaniem wstały rozglądając się wokół, skąd też może się on wydobywać. Jakież było ich

zdziwienie kiedy okazało się, że podejrzany głos dochodzi wprost z wnętrza jednego z drzew! Panie

próbowały odgadnąć kto się kryje wewnątrz na wpół spróchniałego pnia potężnego drzewa. Dzieciom

wyobraźnia podsuwała najrozmaitsze pomysły:

- to leśna wróżka! – krzyczała Sabinka.

- to na pewno elf, proszę Pani - wołał zakatarzony Krzyś.

- to Dzwoneczek! - wtórowała z uśmiechem Ania.

Panie jednak zaniepokoił rozpaczliwy głosik z drzewa. Najwyraźniej wszystko wskazywało, że

stworzonko, które wołało tak żałośnie utknęło tam i nie może sobie samo poradzić wołając o pomoc.

Panie obeszły pień dookoła i dostrzegły niewielką szparkę na wysokości kolan.

- Czy to tędy dostał się nieproszony gość do wnętrza dębu? To chyba jedyne możliwe wyjaśnienie.

Głos przy niej wydawał się donośniejszy, więc chyba potwierdzało to, iż wystraszone zwierzątko jest

gdzieś blisko. Jednak szparka była tak mała, że Panie nie zdołały mu pomóc. Jak Filip z konopi

wyskoczył Maciuś:

- Proszę Pani! Proszę Pani! Jest z nami przecież Staś!

Staś poczuł się lekko zawstydzony, bo nagle wszystkie oczy zwróciły się na niego. A Pani spytała:

- A co Staś ma z tym wspólnego?

- No proszę Pani! Staś będzie strażakiem!

Pani nadal nie rozumiała jakie to ma teraz znaczenie. Ale Staś zrozumiał euforię Maciusia. Podszedł

do drzewa, ukucnął i wsunął swoje malusie palusie do niewielkiej szparki w drzewie. Po chwili, która

wydawała się dla dzieci wiecznością Staś wyciągnął ze środka maleńkiego łaciatego kotka. Jakiż zaczął

się szczebiot zachwyconych znaleziskiem dziewczynek. Chłopcy przekrzykiwali się nawzajem. Każdy

chciał kotka dotknąć, pogłaskać. Cały ten harmider próbowała opanować Pani nauczycielka:

- Dzieci! Spokojnie, weźmiemy kotka do szkoły i będziemy się nim opiekować w naszym kąciku

przyrody. Stasiu, jak Ci się udało dostać do tego maleństwa?

- Ja, ja… - zająkał się Staś zaskoczony pytaniem.

- Ja wiem! – Uprzedził Stasia Maciuś - on ma rączki stworzone do zadań specjalnych!

- Och! Rzeczywiście! - Uśmiechnęła się Pani i pogłaskała Stasia po główce – Jak to dobrze, że jesteś z

nami, nasz bohaterze!

Wszystkie dzieci otoczyły Stasia, by choć przez moment znaleźć się w blasku bohatera. Nie tylko

Maciuś był dumny ze swojego nowego przyjaciela. Pani podała kotka Stasiowi i powiedziała:

- Wybawca kotka może w nagrodę nadać mu imię.

Przeszczęśliwy Staś, ze swoim kotkiem w maleńkich dłoniach otoczony gromadą wesołych przyjaciół

szepnął:

- Nazwijmy go Mruczek, bo tak ładnie teraz mruczy.

Wszystkim spodobało się to imię. Dziś Staś wrócił do domu tak uradowany i przejęty wydarzeniami

ze szkoły, że aż język mu się plątał, bo nie nadążał z opowiadaniem wszystkich historii. Ale jedno

cieszyło go najbardziej:

- Wiesz mamusiu, mam rączki do zadań specjalnych … dziś ocaliły małego kotka, a jak będę duży

zostanę strażakiem!

- Tak syneczku, masz wyjątkowe rączki i jeszcze wiele wspaniałych przygód czeka twoje malusie

palusie.



następna bajka "Magiczna sztuczka"