PALUSZKI


Choć dzień dosyć był ponury,

słonko skryło się za chmury,

dwójka dzieci ze swą mamą

na plac zabaw wyszła rano.


Ewa i Piotrek foremeczki wzięli,

piaskowe babki wnet lepić zaczęli.

Mama opodal na ławce siedziała,

na dzieci swoje popatrywała.


Po chwili przyszła dziewczynka mała,

i w piaskownicy bawić się chciała.

I zaraz pomysł wpadł im do głowy,

żeby zbudować pałac piaskowy.


Choć budowanie nietrudne było,

dziewczynce jakoś nie wychodziło.

Przyczynę tego odgadła mama,

bo rączka była nie taka sama.


Małe paluszki ciągle stulone,

przy ciałku trzyma tak przykurczone.

Rączka dziewczynki niewładna była,

więc babki krzywo swe postawiła.


Budowlę z piasku Piotr oszacował.

„Do bani babki” - zawyrokował.

Ewa na pałac krzywo spojrzała,

więcej się bawić w piasku nie chciała.


Popatrzył Piotrek na smutne minki,

które na buziach miały dziewczynki.

Robi się chłodno, chodźcie, biegamy

i może w berka sobie zagramy.


Dziewczynkom ten się pomysł spodobał.

„Ja gonię pierwszy” - Piotrek zawołał.

Patrzyła mama jak dzieci biegały,

one za chwilę się zatrzymały,

postały w kółku, cicho szeptały,

śmiechem wybuchły, znowu ganiały.

Za każdym razem po berka zmianie,

jest w kręgu stanie i głośne śmianie.


Jednak musieli przerwać zabawę,

bo deszczyk zaczął padać na trawę.

Dziewczynka poszła do dziadzia swego,

a do mamusi szedł Piotrek z Ewą.


Gdy cała trójka do domu wracała,

mama się Piotra tak zapytała:

„Synku, czy tamta dziewczynka mała,

od was w zabawie się odróżniała?”


„Inna nie była, nieśmiała była

i lepić babek nie potrafiła.

Za to ta Ania szybciutko biega,

jak jeden z mojej klasy kolega.

I dużo śmiesznych kawałów zna

najbardziej śmiałem się chyba ja.”


Patrzyła mama czule na dzieci,

czuła że w sercu słońce jej świeci.

Dzieci z czystymi sercami były,

żadnej różnicy nie zobaczyły.

Choć może raczej i ją widziały,

lecz wagi do niej nie przykładały.



następna bajka "Malusie Palusie"


Słówko wyjaśnienia od autora.


Szanowna redakcjo.


Czuję że powinnam coś wyjaśnić. Ta bajka jest w rzeczywistości opisem prawdziwego zdarzenia. Miało to miejsce jakieś dwa lata temu, kiedy byłam na placu zabaw z moimi dziećmi. Z dziadziem przyszła dziewczynka, która miała problem nie tylko z lewą rączką, ale z całą lewą stroną ciała. Przez chwilę bawiła się z moimi dziećmi, pod czujnym okiem swojego dziadzia.

Kiedy wracaliśmy do domu, zapytałam mojego siedmioletniego wtedy syna, podobnie jak w wierszyku i otrzymałam podobną odpowiedź, -że jest nieśmiała. On nic nie zauważył, na nic nie zwrócił uwagi. Było to dla mnie tym ważniejsze, że w podstawówce do której uczęszczałam, było wydzielone piętro dla szkoły, w której uczyły się dzieci niepełnosprawne umysłowo. Niestety starsi koledzy lubowali się w opowiadaniu pierwszakom, dlaczego nie powinni zapuszczać się na to piętro. Były to historie przesadzone, opowiadane aby przestraszyć młodsze dzieci. Jednak wystarczyły aby zasiać we mnie lęk przed innością.

Przez pryzmat własnych przeżyć, zawsze starałam się mówić moim dzieciom, że odmienność nie jest niczym złym, a ludzi, którzy wkładają często bardzo wiele wysiłku żeby zrobić coś co nam przychodzi z łatwością powinniśmy podziwiać. Ja ich podziwiam.

Pozdrawiam